Inflacja w Polsce wzrosła… Nie. Inflacja w Polsce skoczyła! Tak szybkiego przyrostu inflacji jak w ostatnich paru miesiącach nie widzieliśmy od połowy 2004 r., czyli momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej.


Marek Belka, były prezes NBP, ostrzega w wywiadzie dla BusinessInsider, że Polsce grozi stagflacja, czyli wysoki wzrost cen w warunkach niskiego wzrostu gospodarczego. Czy rzeczywiście takie niebezpieczeństwo ma wysokie prawdopodobieństwo materializacji? Nie sądzę, bo stagflacja to specyficzne zjawisko, które w historii występowało rzadko. Jeżeli już grozi nam jakieś niebezpieczeństwo, to że wysoka inflacja będzie czynnikiem pogłębiającym dołek koniunktury. Może „wyżreć” realne wynagrodzenia i tym samym obniżyć dynamikę konsumpcji. Może też w negatywnym scenariuszu doprowadzić do podwyżek stóp procentowych.
Przeczytaj także
W styczniu inflacja wyniosła 4,4 proc. – podał wstępnie GUS (dane będą rewidowane w marcu). To oznacza, że w ciągu dwóch miesięcy wskaźnik ten wzrósł aż o 1,8 pkt proc. To najwyższy przyrost w tak krótkim okresie od czerwca 2004 r. Co więcej, i pewnie co gorzej, szybko rośnie tzw. inflacja bazowa, która nie uwzględnia cen żywności i energii, zależnych w dużej mierze od cen surowców. Ta miara inflacji, mająca mierzyć fundamentalne procesy cenowe, mogła przekroczyć 3,3 proc., co oznacza, że była najwyższa od wiosny 2002 r. Inflacja rośnie z trzech powodów: 1) jako reakcja na wysoki wzrost płac w minionych latach, 2) jako efekt zmian regulacyjnych (szczególnie na rynku wywozu odpadów), 3) jako efekt ograniczeń w produkcji żywności wywołanych zmianami pogody i zwierzęcymi epidemiami.
Dla obywateli szybko rosnące ceny są bardzo nieprzyjemnym zjawiskiem. Realne wynagrodzenia są przez to niższe, a to może przełożyć się na niższy wzrost konsumpcji i niższy wzrost gospodarczy.
Z eksperckiego punktu widzenia sam fakt, że inflacja wyskoczyła tak wysoko nie powinien budzić nadmiernych emocji. Pamiętajmy, że przez bitych siedem lat (!) inflacja znajdowała się poniżej celu inflacyjnego NBP. W ekonomii i w bankach centralnych coraz częściej uważa się, że po bardzo długich okresach niskiej inflacji można pozwolić, by przez pewien czas była ona wyższa niż cel inflacyjny. Żyjemy w świecie generalnie bezinflacyjnym i parę miesięcy podwyższonej inflacji nie powinno wywoływać palpitacji serca i rozsądku. Firmy dzięki temu odbudowują marże, realne wynagrodzenia wracają do normalnego wzrostu po okresie stratosferycznych dynamik, pewne zjawiska po prostu się normalizują. I sama inflacja też się w końcu znormalizuje, bo hamująca konsumpcja i inwestycje ograniczą przyrost cen.
Przeczytaj także
Natomiast uważnego monitoringu wymaga jedno istotne zjawisko – skłonność firm do wykorzystywania szumu wokół inflacji do szybszego podnoszenia cen. Firmom jest dużo łatwiej wprowadzać nowe cenniki, gdy całe społeczeństwo rozmawia o podwyżkach cen (a z mojego wąskiego doświadczenia wynika, że tak jest). Gdyby to zjawisko przybrało masowy charakter, wówczas groziłoby nam utrwalenie podwyższonej inflacji. W takich warunkach bank centralny będzie musiał podnieść stopy procentowe, nawet w warunkach spowalniającej gospodarki.
Pierwszy kwartał może wiele w tej kwestii wyjaśnić.
Kolejny newsletter ukaże się we wtorek, 25. lutego.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.
Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.




























































