Inflacja przyspiesza. Polacy chronią oszczędności

Inflacja w Polsce przyspieszyła do najwyższego poziomu od 8 lat, a oprocentowanie depozytów w bankach pozostaje bardzo niskie. W takim otoczeniu rekord za rekordem biją obligacje oszczędnościowe Skarbu Państwa. W styczniu ich sprzedaż po raz pierwszy w historii przebiła 2 mld zł, a liczba nabywców sięgnęła rekordowych 27 724 osób.

(fot. studioflara / Shutterstock)

Aż 2,488 mld zł wydano w ubiegłym miesiącu na zakup obligacji oszczędnościowych. To absolutny historyczny rekord i wynik o ponad 500 mln zł wyższy niż poprzedni rekord — z października ubiegłego roku. Największą w historii popularnością cieszyły się aż cztery typy rządowych papierów — obligacje trzymiesięczne, dwuletnie, dziesięcioletnie i 500+. Szczególnie wyraźny był wzrost zainteresowania papierami o zmiennym - zależnym od inflacji - oprocentowaniu - ich udział w sprzedaży sięgnął niemal 60 proc. - najwięcej od lat. Drastycznie zmalał za to udział "dwulatek" (o stałej, z góry znanej stopie zwrotu) - do raptem 13,9 proc. wobec dwudziestu kilku w pierwszej połowie ubiegłego roku.

Hitem okazały się "czterolatki" - dające zarobić w pierwszym roku inwestycji 1,944 proc. (po odjęciu podatku Belki), a w kolejnych 1,25 p.proc. ponad raportowaną przez GUS inflację CPI. Na ich zakup oszczędzający przeznaczyli astronomiczne 1,14 mld zł. To więcej niż pozyskało Ministerstwo Finansów ze sprzedaży wszystkich obligacji oszczędnościowych w którymkolwiek z pierwszych czterech miesięcy ubiegłego roku. W styczniu 2020 r. nabywcy kupili 3,5 razy więcej "czterolatek" niż w styczniu 2019 r. Udział tych papierów w strukturze sprzedaży sięgnął aż 45,8 proc. - najwyższego poziomu od kwietnia 2017 r.

Jak świeże bułeczki schodziły również obligacje trzymiesięczne. Ich nabywcy mogą zarobić tylko 1,215 proc. w skali roku, ale w danych nie widać, by była to oferta specjalnie zniechęcająca. W styczniu MF pozyskało z ich sprzedaży aż 654,7 mln zł — najwięcej w historii i ponad 2 razy więcej niż rok wcześniej.

Na podium uplasowały się kolejne papiery o stałej stopie zwrotu — obligacje dwuletnie. Mimo że ich udział w sprzedaży mocno spadł, to sama kwota przeznaczona na ich zakup nie była niska — wyniosła 345,4 mln zł, więcej niż ich średnia sprzedaż w ubiegłym roku.

Wyjątkowo dużym zainteresowaniem cieszyły się również obligacje dziesięcioletnie. Ich sprzedaż sięgnęła aż 311 mln zł — najwięcej w historii, dwa razy więcej niż w styczniu 2019 r. czy więcej niż w całym 2016 r.

Rekordowe wzrosty popularności notują obligacje, które mogą nabyć wyłącznie beneficjenci programu "rodzina 500+". Na ich zakup Polacy wydali w ubiegłym miesiącu 19 mln zł, rok wcześniej były to niecałe 3 mln zł.

(Ministerstwo Finansów)

Wielkość i struktura sprzedaży zestawione z bieżącymi doniesieniami z gospodarki sugerują, co motywuje Polaków do lokowania oszczędności w obligacje detaliczne Skarbu Państwa. Ceny rosną najszybciej od 8 lat, a konsumenci (i eksperci) oczekują, że taka sytuacja potrwa jeszcze co najmniej parę miesięcy. Tymczasem Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie, a samym bankom nie zależy specjalnie na pozyskiwaniu kapitału.

Dlatego bardzo niskie pozostaje oprocentowanie depozytów bieżących i terminowych. W efekcie Polacy muszą liczyć się z erozją oszczędności. Brakuje bezpiecznego produktu finansowego chroniącego przed inflacją. Oprocentowanie lokat jest zazwyczaj (choć nie zawsze) tak niskie, że oszczędzający wolą kupować nawet przynoszące realną stratę obligacje trzymiesięczne. Średnie oprocentowanie lokat było w styczniu prawdopodobnie (nie ma jeszcze danych za ten okres, przyjęliśmy dane z grudnia) nieznacznie niższe niż papierów rządowych — wyniosło 1,42 proc. w skali roku brutto wobec 1,5 proc. Oznacza to, że na przeciętnej lokacie tracono w ubiegłym miesiącu ponad 3 proc. - najwięcej od wczesnych lat 90.

Od średniego oprocentowania lokat odliczyliśmy podatek Belki oraz inflację CPI *brak danych o oproc. w styczniu - przyjęliśmy poziom z grudnia
Od średniego oprocentowania lokat odliczyliśmy podatek Belki oraz inflację CPI *brak danych o oproc. w styczniu - przyjęliśmy poziom z grudnia (Bankier.pl na podstawie danych NBP i GUS)

W obliczu przyspieszenia inflacji nie dziwi również wzrost popularności tych papierów, z których zwrot zależy właśnie od zmiany cen. Tyle że niestety i one wcale nie muszą ochronić oszczędności przed utratą wartości. Można na nich realnie stracić, ale i tak mniej niż na koncie czy lokacie.

Kto kupuje obligacje oszczędnościowe?

Pomimo imponująco rosnącej sprzedaży, obligacje detaliczne wciąż stanowią margines oszczędności Polaków. Na depozytach bankowych gospodarstw domowych znajduje się ponad 800 mld zł, w obligacjach oszczędnościowych ulokowane jest ok. 30 mld zł. W swoim portfelu ma je 143 tys. osób oraz 25,5 tys. na kontach IKE-Obligacje.

W styczniu obligacje oszczędnościowe kupiły rekordowe 27 724 osoby — o niemal 7 tys. więcej niż w grudniu. Pomijając (także rekordowe, przekraczające 100 mln zł) zakupy na IKE, przeciętny nabywca ulokował w rządowych papierach ponad 86 tys. zł.

(Bankier.pl na podstawie danych Ministerstwa Finansów)

W ubiegłym roku Ministerstwo Finansów pozyskało ze sprzedaży obligacji oszczędnościowych aż 13,8 mld zł (po odjęciu wyemitowanych i wykupionych w 2019 r. papierów trzymiesięcznych) - jest to prawdopodobnie kwota większa, niż wyniósł deficyt budżetu państwa. W tym roku, w obliczu bardzo wysokiej, przekraczającej 4 proc. inflacji, można się spodziewać jeszcze wyższej popularności tych obligacji. Szczególnie że na horyzoncie wciąż nie widać szans na podwyżkę stóp procentowych, a niektórzy członkowie RPP przebąkują nawet o ich obniżce.

W takich okolicznościach obligacje detaliczne mogą być ostatnią deską ratunku dla tych Polaków starających się ochronić oszczędności przed utratą wartości, którzy nie chcą podejmować zbyt dużego ryzyka, wchodząc na rynek akcji, czy też nie mają środków lub ochoty na zaciągnięcie kredytu na zakup mieszkania na wynajem.

Pomocną dłoń do oszczędzających mogłyby wyciągnąć polskie władze, które mają możliwość wprowadzenia kwoty wolnej od podatku Belki. Ciekawą propozycję mają w tym zakresie Węgrzy, gdzie oprocentowanie jest relatywnie wysokie, a ponadto zysk nie jest objęty podatkiem od dochodów kapitałowych.

Maciej Kalwasiński

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
5 10 henk54

To wygląda jak sponsorowany artykuł od rządu.

! Odpowiedz
7 13 henk54

Kupując obligacje pożyczasz pieniądze rządowi, który z kolei obiecuje ci, że w przyszłych latach zabierze ci w podatkach te pieniądze, żeby ci je z powrotem oddać :-)

! Odpowiedz
11 12 henk54

Przecież oficjalnie podawana inflacja jest zaniżana. I jeszcze podatek Belki... Także posiadacze obligacji są grubo w plecy.

! Odpowiedz
18 20 nhl

Rada Polityki Pieniężnej i NBP poprzez utrzymywanie niskich a w rzeczywistości ujemnych realnie stóp procentowych niszczą wartość złotówki i odbierają w ten sposób polakom oszczędności Robią to zresztą świadomie i z premedytacją czym łamią to do czego zostały powołane , Jeżeli dodamy do tego słynny już podatek Belki który w rzeczywistości jest podatkiem od strat to rysuje się bardzo nieciekawy obraz . I jeszcze jedno , nie ma w Polsce niezależnych instytucji czy ekonomistów którzy wyliczyliby prawdziwą inflację , bo ta liczona przez GUS nijak się ma do rzeczywistej , To smutny obraz rządów PiS a wcześniej Platformy i PSLu .

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 11 tokio102

Po co podajecie tą Gusowską inflację, przecież ona nie ma nic wspólnego z prawdziwą inflacją. W ciągu ostatnich 10 lat ceny wzrosły o 20% to żart? Jakiś żywność kosztuje 100% więcej niż W 2010 stomatolog ponad 100% więcej niż W 2010 roku, wymiana sprzęgła w aucie 150% więcej niż W 2010, oczywiście wszystko jest gorszej jakości. Jakby uwzględnić produkty z tego samego materiału co 10 lat temu toibflacja bedzie kosmiczna w ostatnich 10 latach.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
16 46 open_mind

Inflacja jest tą formą podatku, którą można nałożyć bez ustawy. I ludzie to potulnie łykną, przynajmniej na początku.

Elity doprowadziły do tego że nawet na studiach przynajmniej w USA uczą że inflacja to niemal zbawianie w nowoczesnej ekonomi, dopuszczenie do deflacji jest absolutnie nie wskazane a złoto to nic więcej jak zwykły metal bez znaczenia dla finansów. Zrobili matrix ludziom z mózgów.

Dzisiaj ludzie są kompletne zdezorientowani, bo dzięki rozwojowi technologi żyjemy lepiej i nowocześniej jak np. królowie np. 300 lat temu. Niestety dzięki propagandzie bankiersko politycznej wylewającej się z mas. mediów, skretyniały naród myśli że to wszystko (internet telewizory samochody technologie itp.) posiadamy dzięki politykom i banksterom. A ja twierdzę że gdyby nie inflacja, podatki i powszechna kradzież naszych dochodów jaką nam ten przestępczy klan narzuca, świat żyłby na znacznie wyższym poziomie. A system szczuro-wyścigu byłby światu nie znany.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
39 13 silvio_gesell

Starzenie się dóbr materialnych to też forma podatku? Pieniądz może być realnie dodatnio oprocentowany tylko jeśli rośnie populacja, bo to jest jeden wielki schemat Ponziego.

! Odpowiedz
20 17 silvio_gesell_

Nie chce i się pracować więc te bajeczki powtarzać będę zawsze, może kiedyś uwierzycie. Kropla drąży skałę.

! Odpowiedz
0 0 silvio_gesell odpowiada silvio_gesell_

Taka jest natura. Z nią nie wygrasz.

! Odpowiedz
26 27 boris-vodka

Kamieni kupa.......Okradanie ludzi przez populistów podatkiem inflacyjnym trwa

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne