W październiku bezrobocie rejestrowe zmalało do 11,3% - to najlepszy wynik od czterech lat. W sumie z rejestru wykreślono 37 tysięcy osób. Kłopot w tym, że nie każdy dostał pracę. Z danych o zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw wynika, że pracę w firmach zatrudniających co najmniej 9 osób, znalazło raptem 7 tys. ludzi.


Pozostali dostali etat w mniejszych firmach, wyjechali za granice lub zostali wyrejestrowani z przyczyn formalnych, np. nie skorzystali z ofert pracy przedstawianych przez PUP-y. Bezrobocie w Polsce maleje, ale nie wiadomo, czy trwale i skutecznie, a nie np. z powodu uruchomienia środków z Funduszu Pracy na staże i szkolenia.
W warunkach lekkiej deflacji odnotowaliśmy wzrost wynagrodzeń o 3,8% rdr, co wskazuje, że mamy minimalną presją płacową - na tej podstawie można wnioskować, że jednak wykreśleni bezrobotni zostają w Polsce (spada podaż pracy, czyli liczba ludzi bez zajęcia, a zwiększa się popyt na nią, czyli pracodawców chętnych do zatrudnienia nowych pracowników) - pochodną tej sytuacji zwykle są podwyżki płac.
Październik najprawdopodobniej był ostatnim miesiącem spadku stopy rejestrowej. Od tego momentu, na skutek wahań sezonowych, liczba bezrobotnych powinna rosnąć do marca. Wątpię jednak, by liczba bezrobotnych w 2015 roku przekroczyła 2 mln osób.
Druga sprawa to oczekiwany wzrost PKB. Jeżeli dane z III kw. potwierdzą, że rzeczywiście odnotowaliśmy 3,3% wzrostu PKB rdr., to niewykluczone, że zapowiadane na 2015 rok czarne scenariusze się nie sprawdzą.
Na razie Polska gospodarka radzi sobie bez funduszy unijnych – po ich uruchomieniu w drugiej połowie 2015 roku sytuacja powinna ulec dalszej poprawie. Niemniej, Polsce potrzebny jest wzrost na poziomie minimum 4% rdr. Tylko wtedy dochodzi do poważnych zmian strukturalnych m.in. na rynku pracy.

































































