Dług publiczny Stanów Zjednoczonych osiągnął kolejną okrągłą barierę. Światowe supermocarstwo zadłużone jest już na przeszło 30 bilionów dolarów. Lawinowy przyrost zadłużenia USA zdaje się nie mieć końca.


Według codziennych danych udostępnianych przez Departament Skarbu 31 stycznia amerykański dług publiczny wynosił 30 012 386 059 238,29 dolarów (słownie: trzydzieści bilionów i dwanaście miliardów trzysta osiemdziesiąt sześć milionów oraz pięćdziesiąt dziewięć tysięcy dwieście trzydzieści osiem dolarów i dwadzieścia dziewięć centów).
Na tę kwotę składa się dług będący w posiadaniu agend rządowych (6 525 205 197 513,93 USD) oraz rękach pozostałych podmiotów (30 012 386 059 238,29 USD), tzn. krajowych i zagranicznych inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych.
Warto pamiętać, że według tzw. skali krótkiej, stosowanej m.in. w USA, dług wynosi ponad 30 trylionów i z taką nazwą spotkają się państwo w przekazach anglojęzycznych mediów.
Jak wziąć kredyt hipoteczny w trudnych czasach
17 lutego o godz. 15:00 eksperci z Santander Bank Polska poprowadzą webinar, w którym przybliżą najważniejsze dylematy stojące dziś przed kredytobiorcami. Podpowiedzą, jak przygotować się do zaciągnięcia zobowiązania i na co zwrócić uwagę w kontekście badania zdolności kredytowej. Przeanalizują ciemne i jasne strony kredytów ze zmienną i okresowo stałą stopą, a także wskażą najważniejsze kroki w procesie starania się o hipotekę.
Wydarzenie będzie dostępne dla zarejestrowanych uczestników, a specjaliści odpowiedzą także na pytania użytkowników. Udział w webinarze jest bezpłatny, jednak wymaga wcześniejszej rejestracji za pomocą formularza widocznego obok. Zapraszamy do zapisów. Szczegóły webinaru i możliwość zapisu znajdują się także na stronie poświęconej temu wydarzeniu.
Webinar poprowadzą Lidia Biedrzycka, ekspert w zespole rozwoju produktów i procesów kredytowych w Santander Bank Polska oraz Tomasz Borkowski, ekspert ds. kredytów hipotecznych w Santander Bank Polska.

Ekonomiści, inwestorzy i opinia publiczna w ostatnich latach przyzwyczaili się już, że zadłużenie Stanów Zjednoczonych przyrasta szybciej, niż większość z nich jest w stanie to ogarnąć umysłem. Bariera 25 bilionów USD została przekroczona niespełna dwa lata temu, w maju 2020 roku. Raptem pół roku wcześniej raportowaliśmy o przekroczeniu 23 bln USD.
Wcześniej poprzednia „pełna godzina” na zegarze długu, wskazująca 22 bilionów dolarów, wybiła w lutym 2020 roku. Oczywiście zegar ten tyka ze zmienną częstotliwością: 18 bilionów „pękło” w grudniu 2014 r., 19 bilionów przekroczono w lutym 2016 r., zaś o 20 bilionach informowaliśmy we wrześniu 2017 r. Z kolei 21 bilionów przekroczone zostało w marcu 2018 r. Dawno już więc minęły czasu, gdy ktokolwiek przesadnie przejmował się osiągnięciem kolejnego bulionu zadłużenia.
Szerzej o roli i znaczeniu gigantycznego długu Stanów Zjednoczonych pisaliśmy rok temu w tekście zatytułowanym „Stany Zadłużone Ameryki. Dług publiczny USA równie wielki, co wyjątkowy”.
Niemniej jednak w ujęciu nominalnym skala przyrostu zadłużenia Ameryki w ostatnich latach jest absolutnie wyjątkowa. Multibilionowe deficyty fiskalne sprawiły, że tylko przez ostatnie dwa lata długi Wuja Sama zwiększyły się o ok. 7,8 bln USD. To mniej więcej tyle, co PKB Niemiec i Wielkiej Brytanii (czyli dwóch największych gospodarek Europy) razem wziętych. Przez poprzednie 10 lat zadłużenie Ameryki więcej niż się podwoiło, przyrastając o prawie 16 bilionów dolarów.
A jeszcze 15 lat temu przed wybuchem wielkiego kryzysu finansowego dług publiczny USA wynosił „tylko” 9 bln USD. Po pęknięciu „bańki internetowej” na początku XX wieku było tego 5,7 bln USD. Na koniec 1979 r. dług publiczny USA wynosił nieco mniej niż bilion dolarów, a w 1989 r. było to już 3 biliony.
Za kadencji Donalda Trumpa (20 stycznia 2017 r.) amerykańskie zadłużenie wzrosło o 7,5 bln USD. Dla porównania, 20 stycznia 2009 r., kiedy urząd objął Barack Obama, amerykańskie zadłużenie wynosiło 10,6 bln dolarów i do momentu przejęcia władzy przez Donalda Trumpa wzrosło w ujęciu nominalnym o 9,32 biliona, czyli aż o 87,7 proc. – związane było to m.in. z konsekwencjami kryzysu fianansowego. Z kolei za czasów prezydentury George'a W. Busha na liczniku długu przybyło 4,89 bln (+85,5 proc.), a za "panowania" wszystkich poprzednich 42 prezydentów uzbierało się jedynie 5,72 bln dolarów. Na „konto” Joe Bidena można więc policzyć ok. 2,5 bln USD, o które dług USA wzrósł przez poprzednie 12 miesięcy.
Relacja amerykańskiego długu do PKB wyraźnie przekracza też 100 proc. Wiosną 2020 roku dług publiczny USA sięgnął rekordowych 136% PKB, by do końca 2021 roku obniżyć się do mniej więcej 123,4%. W ten oto sposób dzięki bardzo wysokiej inflacji (w IV kwartale deflator PKB sięgnął aż 7%) i wysokiemu nominalnemu wzrostowi gospodarczemu (prawie 12% rdr) Ameryka szybko obniżyła relację zadłużenia do PKB, choć wciąż pozostaje ona bardzo wysoka jak na historyczne standardy.
Analizując wzrost zadłużenia USA, nie można zapominać o radykalnym spadku siły nabywczej dolara. Nawet bazując na niedoskonałym pod wieloma względami wskaźniku inflacji CPI, można wyliczyć, że jeden dolar w 1913 r. miał siłę nabywczą porównywalną z dzisiejszymi 28,45 USD. Nie można także zapominać o tym, że dolar jest światową walutą rezerwową, wobec czego amerykańskie deficyty są przez rynki finansowe zdecydowanie traktowane łagodniej niż w przypadku innych państw.
Istotnym elementem zadłużeniowej układanki jest także postawa Rezerwy Federalnej, która przez ostatnie dwa lata skupiła obligacje za przeszło 4,7 bln dolarów. Program skupu obligacji (potocznie zwany drukowaniem pieniędzy) zakończy się jednak już w marcu.
Krzysztof Kolany






























































