Dług publiczny Stanów Zjednoczonych pokonał kolejną okrągłą barierę. W epoce pandemii koronawirusa światowe mocarstwo zadłużone jest już na ponad 25 biliony dolarów. Kolejny bilion przyrósł w mniej niż miesiąc.
Na tę kwotę składają się dług będący w posiadaniu agend rządowych (5 909 351 228 561,85 USD) oraz w rękach pozostałych podmiotów (19 148 572 794 844,95 USD), tzn. krajowych i zagranicznych inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych.
Bariera 25 bilionów dolarów przekroczona została 5 maja 2020 r. Poprzedni okrągły poziom 24 bilionów dolarów przebito po raz pierwszy 7 kwietnia 2020 r. Jest to oczywiście najszybszy przyrost o okrągły bilion w historii.

Warto pamiętać, że według tzw. skali krótkiej, stosowanej m.in. w USA, dług wynosi ponad 25 trylionów i z taką nazwą spotkają się państwo w przekazach anglojęzycznych mediów.
Oczywiście zegar amerykańskiego długu tyka ze zmienną częstotliwością – obecnie wpływ na wzrost zadłużenia ma pandemia koronawirusa. Jeszcze wcześniejsza „pełna godzina” na zegarze długu, wskazująca 23 bln USD, wybiła w listopadzie 2019 r. 22 bln USD przebito w lutym 2019 r., 21 bln USD w marcu 2018 r., 20 bln USD we wrześniu 2017 r., 19 bln USD w lutym 2016 r., a 18 bln USD w grudniu 2014 r.
Obecny poziom długu jest o ponad 11 bilionów dolarów wyższy niż jeszcze 10 lat temu. Na koniec 1979 r. dług publiczny USA wynosił nieco mniej niż bilion dolarów. W 1989 r. było to już 3 biliony, w 1999 r. 5,6 biliona, a w 2009 r. 11,9 biliona dolarów.
Obecny poziom długu jest o 11 bilionów dolarów wyższy niż jeszcze 10 lat temu. Na koniec 1980 r. dług publiczny USA wynosił 900 mld dolarów. W 1990 r. było to już ponad 3 biliony, w 2000 r. 5,6 biliona, a w 2010 r. 13,5 biliona dolarów.
Trump goni Obamę
Od inauguracji Donalda Trumpa (20 stycznia 2017 r.) amerykańskie zadłużenie wzrosło o 5,1 bln dol. czyli 25,6 proc. Dla porównania, 20 stycznia 2009 r., kiedy urząd objął Barack Obama, amerykańskie zadłużenie wynosiło 10,6 bln dolarów i do momentu przejęcia władzy przez Donalda Trumpa wzrosło w ujęciu nominalnym o 9,32 biliona, czyli aż o 87,7 proc. – związane było to m.in. z konsekwencjami kryzysu fianansowego. Z kolei za czasów prezydentury George'a W. Busha na liczniku długu przybyło 4,89 bln (+85,5 proc.), a za "panowania" wszystkich poprzednich 42 prezydentów uzbierało się jedynie 5,72 bln dolarów.
Relacja amerykańskiego długu do PKB wyraźnie przekracza też 100 proc. To wskaźnik w przeszłości obserwowany jedynie w czasie II wojny światowej – wszystko wskazuje na to, że definitywnie pobity zostanie rekord 109 proc. PKB z 1946 r. W okresie powojennym relacja amerykańskiego długu do PKB wyraźnie spadła (44 proc. w 1962 r.), obecnie trudno mówić o podobnych perspektywach.
Tylko w tym roku USA planują zwiększyć federalny deficyt budżetowy do 18 proc. wobec 4,6 proc. w 2019 r. W ujęciu nominalnym deficyt ma wynieść 3,7 bln dolarów wobec 1 bln dolarów w roku poprzednim. W 2021 r. sytuacja daleka będzie od unormowania, zakładany deficyt to kolejne 2,1 bln dolarów.
Analizując wzrost zadłużenia USA, nie można zapominać o radykalnym spadku siły nabywczej dolara. Nawet bazując na niedoskonałym pod wieloma względami wskaźniku inflacji CPI, można wyliczyć, że jeden dolar w 1913 r. miał siłę nabywczą porównywalną z dzisiejszymi 26 dolarami. Nie można także zapominać o tym, że dolar jest światową walutą rezerwową, wobec czego amerykańskie deficyty są przez rynki finansowe zdecydowanie traktowane łagodniej niż w przypadku innych państw.
Istotnym elementem zadłużeniowej układanki jest także postawa Rezerwy Federalnej, która ogłosiła gotowość prowadzenia nieograniczonych zakupów amerykańskich obligacji. Pod koniec kwietnia szef amerykańskiego banku centralnego Jerome Powell wprost stwierdził, że "to nie czas, aby martwić się o dług".
Michał Żuławiński





























































