REKLAMA

Deweloperzy: „Mieszkania oddamy w terminie”, ale problemów nie brakuje

Marcin Kaźmierczak2020-05-11 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2020-05-11 06:00

Choć na razie brak opóźnień na budowach i w przekazywaniu kluczy do mieszkań, w kolejnych miesiącach ryzyko przesuwania inwestycji w czasie może wzrosnąć – mówią deweloperzy w ankiecie przeprowadzonej przez Bankier.pl. Czy czekający na klucze do nowych mieszkań będą musieli uzbroić się w cierpliwość?

Pandemia koronawirusa nie uderzyła w branżę budowlaną tak mocno jak w turystykę czy transport. Mimo to przed deweloperami działającymi na polskim rynku pierwotnym wypiętrzyło się kilka trudności, z którymi będą musieli poradzić sobie w najbliższych miesiącach. To m.in. potencjalne załamanie na rynku pracy i kłopoty z podwykonawcami, trudności w realizacji dostaw, zwłaszcza spoza Unii Europejskiej oraz przedłużające się uzyskiwanie pozwoleń na budowę.

/ fot. Shutterstock.com /

Szczuplejsze kadry u podwykonawców

Część deweloperów zgłasza już mniejszą liczbę pracowników zatrudnianych na budowach przez podwykonawców.

– Na budowach naszych osiedli jest nieco mniej pracowników, zwłaszcza pochodzących z Ukrainy, niemniej prace na każdej budowie są realizowane zgodnie z harmonogramami – mówi Damian Kapitan, prezes zarządu Budimex Nieruchomości. – Sytuacja jest nawet lepsza, niż się spodziewaliśmy.

Zarówno my, jak i generalni wykonawcy, robimy wszystko, aby dotrzymać założonych terminów. Klienci mogą więc być spokojni, gdy mowa o przekazywaniu kluczy. Pandemia nie wpłynie na terminy oddawania mieszkań – dodaje.

Deweloper w 2020 r. planuje oddać 1430 mieszkania. W Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku Budimex stawia w tej chwili budynki, które pomieszczą łącznie 3250 lokali.

Z problemem szczuplejszej kadry na placach budów w pierwszych tygodniach pandemii koronawirusa borykali się także inni deweloperzy.

– Kilka tygodni temu część pracowników budowy wróciła na Ukrainę, jednak w tej chwili nie ma już problemów z obsadą zespołów na inwestycjach. Na ten moment utrzymujemy a nawet zwiększamy dotychczasowy poziom zatrudnienia – zwraca uwagę Dariusz Pawlukowicz, członek zarządu Vantage Development. Spółka na 2020 r. zaplanowała przekazanie kluczy do 850 mieszkań. – W tej chwili możemy więc z pełnym przekonaniem stwierdzić, że prace realizowane są według pierwotnych harmonogramów. Najlepszym dowodem na to jest wydanie 24 kwietnia nakazu rozpoczęcia robót budowlanych na terenie budynku H w Porcie Popowice we Wrocławiu – kontynuuje.

Z kolei Atal, planujący oddać w tym roku 3804 mieszkań o łącznej powierzchni ok. 205 tys. mkw. zamierza przeciwstawić się brakowi rąk do pracy własnym wykonawstwem.

– Taki model zmniejsza ryzyko opóźnień inwestycji w związku z trudnościami wynikającymi z korzystania z usług zewnętrznych wykonawców – mówi Agnieszka Fabich-Laszkowska z firmy Atal.

Materiały lepiej zamówić wcześniej

Nawet jeśli uda się ominąć problemy związane z brakiem rąk do pracy, budowy a tym samym przekazywanie kluczy nabywcom mogą utrudnić problemy z dostawami.

– Na początku kwietnia odnotowaliśmy pewne ograniczenia w dostawach materiałów, ale sytuacja już się unormowała – wspomina Dariusz Pawlukowicz.

Problemy z opóźnianymi dostawami odczuwane są także na budowach prowadzonych przez spółkę Lokum Deweloper.

– Dotyczą szczególnie materiałów sprowadzanych z zagranicy, głównie z Niemiec, Hiszpanii czy Włoch. W tych przypadkach zmieniamy dostawców – zdradza Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper. Jak dodaje, firma nie spodziewa się opóźnień, o ile nie dojdzie do zachorowań wśród pracowników skutkujących zamykaniem budów.

Firma zamierza oddać w 2020 r. 400 lokali. Część planów już wykonała, przekazując w pierwszym kwartale klucze do 253 mieszkań. W budowie pozostaje łącznie jeszcze tysiąc lokali: 750 w Krakowie i 250 we Wrocławiu i pobliskiej Sobótce.

Jak z kolei informuje Weronika Ukleja z biura prasowego Echo Investment, pracujący dla firmy podwykonawcy zamawiają niezbędne materiały z dużym wyprzedzeniem.

Aby ograniczyć ryzyko zamknięcia budowy z powodu zakażeń koronawirusem wśród pracowników, wykonawcy musieli wprowadzić nowy reżim sanitarny. To, oprócz środków dezynfekujących i dodatkowych środków ochrony osobistej, podział pracowników na mniejsze brygady, czy limity osób mogących przebywać w kantynach.

Ciepła zima dała wytchnienie

Deweloperom w sukurs przyszła także ciepła zima, która dzięki szybszej realizacji inwestycji pozwoliła z większym spokojem spoglądać na terminy realizacji inwestycji.

– Dzięki sprzyjającym warunkom pogodowym w ostatnich miesiącach, na większości projektów udało się wypracować rezerwy czasowe, tym samym nie zakładamy opóźnień, a wręcz przekazywanie mieszkań szybciej niż początkowo planowaliśmy – informuje Kama Polak z biura prasowego Develii (dawniej LC Corp). Spółka na 2020 r. zaplanowała ukończenie i oddanie do użytku od 1000 do 1100 mieszkań. Obecnie buduje 2800 lokali w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i Katowicach.

Nowe inwestycje przesuwane

Inaczej jednak wygląda sprawa w przypadku planowanych inwestycji. Realizacja części z nich została lub zostanie przesunięta. Takie decyzje podjęły m.in. spółki Dom Development, Lokum Deweloper i Ronson Development.

– Nie rezygnujemy z przedstawionych w marcu planów, zakładających uruchomienie w tym roku siedmiu projektów, w których powstanie łącznie ponad 900 lokali. Ostateczne terminy uruchamiania nowych etapów będziemy oczywiście dostosowywać do bieżących warunków rynkowych – mówi Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development.

Z kolei zarząd Lokum Deweloper postanowił opóźnić start dwóch nowych wieloetapowych inwestycji we Wrocławiu – Lokum Porto i Lokum Verde. W pierwszych etapach tych projektów ma powstać łącznie blisko 600 mieszkań. Pierwotnie miały zostać oddane pod koniec 2021 r. Nowym terminem jest 2022 rok.

Zbudują, ale czy sprzedadzą?

Choć trwające budowy z mniejszymi lub większymi kłopotami są realizowane w terminie, wśród deweloperów panuje atmosfera wyczekiwania, związana m.in. z niepewnością, jak długo potrwa pandemia koronawirusa.

– Sytuacja jest bardzo dynamiczna i trudno przewidzieć, z jakimi warunkami rynkowymi będziemy mieć do czynienia za kilka miesięcy – ocenia Andrzej Gutowski.

Jak z kolei czytamy w komunikacie wydanym przez spółkę Marvipol, nie można wykluczyć, że w przypadku przedłużenia się pandemii może do zatrzymania procesu budowlanego, a także rezygnacji z zawartych umów sprzedaży mieszkań.

Deweloperzy muszą przygotować się także na przesuwanie decyzji o zakupie mieszkań przez potencjalnych klientów, a wpływ na to może mieć zwłaszcza sytuacja na rynku pracy i rosnąca stopa bezrobocia.

– Zdajemy sobie sprawę, że wiele osób ważne decyzje, a takim jest z pewnością zakup mieszkania, odkłada na „lepsze” czasy. Dziś jeszcze tych skutków nie odczuwamy. Przede wszystkim monitorujemy sytuację i, jak cała branża, na bieżąco weryfikujemy nasze plany sprzedażowe – twierdzi Krzysztof Olszewski, rzecznik prasowy spółki Polnord.

Inaczej niż w przypadku używanych mieszkań, rynek pierwotny łagodniej przeszedł pierwszą fazę koronawirusa związaną z obostrzeniami w przemieszczaniu się i ograniczoną aktywnością Polaków. Mieszkanie od dewelopera kupujemy zazwyczaj z katalogu, ponieważ inwestycja nierzadko jest na etapie dziury w ziemi. Równie dobrze można to zrobić więc przez internet.

– Dzięki kilku zdalnym formom kontaktu klientów z pracownikami biura sprzedaży, na przykład poprzez wideokonferencje utrzymaliśmy płynność obsługi i sprzedaży. Rezerwacji mieszkania można dokonać zdalnie, a umowę rezerwacyjną podpisać za pomocą specjalnej aplikacji. Jest również możliwość podpisania umowy przedwstępnej – wymienia Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska.

Choć branża nie obserwuje jeszcze spowolnienia w prowadzeniu inwestycji, wskazuje jednak na występujące problemy natury formalno–administracyjnej. To przede wszystkim wydłużający się proces uzyskiwania pozwoleń na budowę, który może wpływać na rozpoczynanie nowych inwestycji i tym samym prowadzić w przyszłości do spadku sprzedaży.

Źródło:
Marcin Kaźmierczak
Marcin Kaźmierczak
redaktor Bankier.pl

Zajmuje się tematyką nieruchomości. Przygotowuje raporty dotyczące cen mieszkań, pisze o trendach na tym rynku, monitoruje najciekawsze inwestycje w Polsce i za granicą. Na co dzień śledzi także rynek motoryzacyjny, a swoimi spostrzeżeniami dzieli się w sekcji Moto portalu Bankier.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie Wrocławskim.

Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (196)

dodaj komentarz
ameba1
Dla mnie ceny mogą nie spadać, ale kuźwa niech zrobią coś z jakością tych nowych bloków bo jest tragiczna. Ostatnio znajomy robił miejsce na gniazdko na 7cm i okazało się że ściana dzieląca dwa mieszkania ma 8cm!
detektorjusia
Hehe dobre! I co, przebił dziurę do sąsiada?
detektorjusia
O, już znalazłem potencjalnego klienta na zakup tych mieszkań

https://www.youtube.com/watch?v=ID8pXXDGoxk
adam.1983
" Na budowach naszych osiedli jest nieco mniej pracowników, zwłaszcza pochodzących z Ukrainy, niemniej prace na każdej budowie są realizowane zgodnie z harmonogramami – mówi Damian Kapitan"

czyli było za dużo ludzi i zła organizacja skoro jest mniej pracowników a itak robota zrobiona na czas.
Druga
" Na budowach naszych osiedli jest nieco mniej pracowników, zwłaszcza pochodzących z Ukrainy, niemniej prace na każdej budowie są realizowane zgodnie z harmonogramami – mówi Damian Kapitan"

czyli było za dużo ludzi i zła organizacja skoro jest mniej pracowników a itak robota zrobiona na czas.
Druga wersja to ci co zostali robią na 2 etaty
mknowak
Od 2-3 lat deweloperzy robią harmonogramy z zapasem czasu. Coś co kiedyś budowali w 1,5 roku teraz planują na 2 lata. Deweloperzy kryzysu spodziewali się od dłuższego czasu i stąd wydłużanie budów żeby było więcej czasu na sprzedaż i mniejsze koszty budowy bo wbrew pozorom dla nich jak się dłużej buduje to koszt Od 2-3 lat deweloperzy robią harmonogramy z zapasem czasu. Coś co kiedyś budowali w 1,5 roku teraz planują na 2 lata. Deweloperzy kryzysu spodziewali się od dłuższego czasu i stąd wydłużanie budów żeby było więcej czasu na sprzedaż i mniejsze koszty budowy bo wbrew pozorom dla nich jak się dłużej buduje to koszt jest mniejszy.
1a2b
Jak im się nie podoba to niech se zmienią branżę. To ten Damian Kapitan (ale jaja, on się z jakiejś kreskówki urwał?) szybko dojdzie do wniosku że to układanie pustaków to jest dosyć komfortowe zajęcie.
marxs
a po wuja teraz te wasze mieszkanka deweloperzy? Janusze i Grażyny już wystarczajaco dużo nakupili samospłacajacych sie kawalerek tak dużo że teraz przez okrągły dzień chodza w pampersach
detektorjusia
Może chcą dokupić aby flipować między sobą podbijając ceny?
denim292
Co to jest Nowoczesna Teoria Monetarna i dlaczego wynika z tego hiperinflacja

Warunki uzasadniające MMT
Wnioski z teorii MMT budzą wiele kontrowersji i wywołują krytykę. Wskazuje się na ryzyko hiperinflacji, nadmiernego uproszczenia procesów inflacyjnych i innych elementów gospodarki realnej w modelu (takich jak
Co to jest Nowoczesna Teoria Monetarna i dlaczego wynika z tego hiperinflacja

Warunki uzasadniające MMT
Wnioski z teorii MMT budzą wiele kontrowersji i wywołują krytykę. Wskazuje się na ryzyko hiperinflacji, nadmiernego uproszczenia procesów inflacyjnych i innych elementów gospodarki realnej w modelu (takich jak deprecjacja kursu walutowego) oraz brak wykorzystania podatków jako narzędzia korekty inflacji (Palley 2013, 2019, Summers 2019). Krytycy argumentują, że tezy MMT nie są spójne z faktem, że wiele krajów zaangażowanych w monetyzację długu doświadczyło w przeszłości znacznej inflacji lub hiperinflacji.

Nowoczesna teoria pieniądza (ang. Modern Monetary Theory, MMT) stała się ostatnio częstym tematem dyskusji o polityce gospodarczej. MMT jest znana od pewnego czasu, ale szczególną uwagę zyskała niedawno, po tym, jak na początku tego roku kongresmenka z Nowego Jorku Alexandria Ocasio-Cortez podkreśliła jej rolę w zwiększaniu publicznych nakładów na edukację i usługi medyczne. Coraz częstsze eksponowanie ekspansywnej polityki fiskalnej odzwierciedla rozczarowanie efektami niekonwencjonalnego łagodzenia polityki pieniężnej – w tym niższym niż oczekiwano wzrostem gospodarczym i poziomem inflacji. Za luźną polityką fiskalną przemawiają ponadto: globalne spowolnienie gospodarcze, rosnące względne ubóstwo i nierówności oraz ograniczone możliwości dalszego łagodzenia polityki pieniężnej.

MMT jest wprawdzie spójna z „profiskalnym” podejściem w polityce gospodarczej, ale proponuje wyjątkowe ujęcie roli wydatków publicznych. Zgodnie z tą teorią rządy zawsze będą w stanie spłacić dług denominowany we własnej walucie, ponieważ to właśnie suwerenny monetarnie rząd jest jej monopolistycznym dostawcą (np. Tymoigne i Wray 2013). Tym samym rząd powinien zwiększać wydatki publiczne w „równoległej” walucie krajowej, którą jest saldo rezerw określonych instytucji finansowych w banku centralnym. W ten sposób może on, jako pracodawca ostatniej instancji, osiągnąć pełne zatrudnienie, a także stabilność cen – bez obaw o wzrost deficytu budżetowego i długu publicznego. Ponieważ rząd nie ma ograniczeń w zakresie finansowania wydatków publicznych nie są konieczne ani podatki, ani emisja obligacji. Ekspansywna polityka fiskalna może być kontynuowana do czasu pojawienia się znacznego ryzyka inflacji, którą z kolei można kontrolować poprzez podwyżkę podatków. Podatki traktuje się nie tylko jako narzędzie korekty inflacji, ale także zwiększające publiczny popyt na pieniądz.

Dominacja polityki fiskalnej nad polityką pieniężną
Główna teza MMT głosi, że polityka fiskalna jest skuteczna, w przeciwieństwie do polityki pieniężnej – a to z kilku powodów.

Po pierwsze, akomodacja pieniężna lub obniżenie stóp procentowych w trakcie spowolnienia gospodarczego niekoniecznie generuje wystarczająco duży popyt sektora prywatnego na kredyty, z uwagi na słabe perspektywy kształtowania się zysków i dochodów w gospodarce w tym punkcie cyklu koniunkturalnego.

Po drugie, obniżka stóp procentowych może wpłynąć hamująco na wzrost gospodarczy, ponieważ zmniejszone dochody z tytułu odsetek zniechęcają sektor prywatny do aktywnego wydatkowania środków. Obniżka stóp procentowych sprzyja też niesprawiedliwemu transferowi dochodów odsetkowych od wierzycieli do dłużników, powodując zniekształcenia w dystrybucji dochodów. Z tych to powodów MMT odrzuca politykę ujemnych stóp procentowych. Podobnie zaostrzenie polityki pieniężnej w fazie ekspansji niekoniecznie powstrzyma wzrost akcji kredytowej i nadmierną inflację, gdyż wyższe dochody z odsetek mogą zwiększać popyt krajowy.

Po trzecie, łagodzenie polityki pieniężnej sprzyja narastaniu zadłużenia sektora prywatnego, a tym samym zmniejszeniu jego zamożności.

Niektóre z tych punktów – zwłaszcza związanych ze skutecznością polityki pieniężnej – wydają się po części wiązać z faktem, że niekonwencjonalne łagodzenie polityki pieniężnej przez główne banki centralne po zakończeniu światowego kryzysu przyniosło niezadowalające wyniki w zakresie popytu zagregowanego, inflacji i długoterminowych oczekiwań inflacyjnych. Rząd natomiast jest w stanie bezpośrednio zwiększać zatrudnienie poprzez inwestycje publiczne. Ekspansywna polityka fiskalna raczej obniża stopy procentowe niż je podwyższa – wbrew rozpowszechnionej wierze w efekt wypierania na rynku funduszy pożyczkowych. Taki mechanizm mógłby ujawnić się, gdyby zwiększone wydatki rządowe zwiększyły salda rezerw i wywarły presję na obniżanie rynkowych stóp procentowych.

MMT podkreśla, że bank centralny powinien wspierać politykę fiskalną poprzez konsekwentne i pasywne utrzymywanie stóp procentowych na poziomie około 0 proc., w celu maksymalizacji skuteczności polityki fiskalnej. Utrzymaniu niskich stóp procentowych służą operacje otwartego rynku przy wykorzystaniu obligacji skarbowych. Celem polityki pieniężnej powinno być zatem zapewnianie jak największej skuteczności polityki fiskalnej w jej tradycyjnej roli stymulowania/hamowania popytu i inflacji. Prowadzi to do prowokacyjnego wniosku, że przy pomocy polityki pieniężnej nie można kontrolować inflacji, a jedynie stopy procentowe, co stanowi poważne wyzwanie dla współczesnej praktyki banków centralnych, które podkreślają mandat w zakresie stabilności cen i niezależności.

Trzy warunki uzasadniające MMT
Wnioski z teorii MMT budzą wiele kontrowersji i wywołują krytykę. Wskazuje się na ryzyko hiperinflacji, nadmiernego uproszczenia procesów inflacyjnych i innych elementów gospodarki realnej w modelu (takich jak deprecjacja kursu walutowego) oraz brak wykorzystania podatków jako narzędzia korekty inflacji (Palley 2013, 2019, Summers 2019). Krytycy argumentują, że tezy MMT nie są spójne z faktem, że wiele krajów zaangażowanych w monetyzację długu doświadczyło w przeszłości znacznej inflacji lub hiperinflacji.

Zdaniem autorki artykułu, aby wnioski MMT okazały się słuszne konieczne jest spełnienie co najmniej trzech warunków.

Po pierwsze, wydatki publiczne powinny w sposób priorytetowy traktować infrastrukturę, kapitał ludzki i innowacje zwiększające produktywność i potencjalny wzrost gospodarczy, co powinno zapobiegać nadmiernemu wzrostowi inflacji.

Po drugie, priorytetem powinno być emitowanie własnej waluty, a nie emisje obligacji za pośrednictwem rynków kapitałowych, które są wrażliwe na nastroje inwestorów i narażone na zmienność. W tym celu należy unikać dolaryzacji lub dominacji waluty obcej w krajowych transakcjach gospodarczych i finansowych. Opinia publiczna musi budować zaufanie do banku centralnego i jego waluty emisyjnej.

Po trzecie, sektor prywatny musi osiągnąć długoterminową zdolność obsługi zadłużenia, aby w przyszłości uniknąć kryzysu sektora bankowego i prywatnego, których zadłużenie wymagałoby bolesnej restrukturyzacji. Zgodnie bowiem z teorią MMT, dług publiczny jest bardziej pożądany i łatwiejszy w obsłudze niż dług sektora prywatnego. Wynika to z faktu, że rosnący dług publiczny może podnieść poziom zamożności finansowej netto w sektorze prywatnym, a tym samym poprawić dobrobyt, pozwalając na przyszłą konsumpcję poprzez obecne oszczędności. Natomiast rosnące zadłużenie sektora prywatnego zmniejsza jego poziom zamożności i zwiększa ryzyko niewywiązania się ze zobowiązań. Rozluźnienie polityki pieniężnej może sprzyjać akumulacji zadłużenia sektora prywatnego, co może prowadzić do przyszłych kryzysów tego sektora. Potwierdzeniem tego są wydarzenia historyczne. Kryzysy zadłużenia sektora prywatnego występowały często w przeszłości na całym świecie. Do kryzysów długu publicznego dochodziło raczej rzadko w gospodarkach rozwiniętych, gdzie większość tego długu w posiadaniu inwestorów zagranicznych jest denominowana w ich własnej walucie krajowej.
disnej2x
jak wplywa inflacja podczas kryzysu na ceny mieszkan? odpowiedz na tym wykresie: https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_15861684145INk2qCy0O42omXuLeycZ2.jpg

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki