Chiny dopiero teraz otwierają rynek finansowy na zagraniczną konkurencję. Lekcja dla Polski?

redaktor Bankier.pl

Chiny przez lata budowały i umacniały rodzime instytucje finansowe, ograniczając dostęp do rynku zagranicznej konkurencji. W piątek ogłosiły milowy krok w powolnym procesie liberalizacji - wkrótce obce podmioty będą mogły sprawować kontrolę nad firmami działającymi na rynku finansowym za Murem. Ta od dawna oczekiwana decyzja pojawia się w momencie, gdy jedne chińskie instytucje są na tyle silne, że nie muszą się obawiać nowych rywali, a innym przyda się zastrzyk kapitału. Czy Polska mogła podążyć podobną ścieżką?

Chiny są jednym z najmocniej ograniczających dostęp do rynku wewnętrznego państw na świecie. Wśród sześćdziesięciu krajów, którym przygląda się OECD, Państwo Środka zajmuje niechlubne czwarte miejsce - za Filipinami, Arabią Saudyjską i Mjanmą. W przypadku usług finansowych i bankowości jest to już miejsce drugie, a ubezpieczeń - trzecie.

FDI Regulatory Restrictiveness Index
FDI Regulatory Restrictiveness Index (OECD)

Zgodnie z obecnymi regulacjami obcokrajowcy chcący świadczyć usługi zarządzania papierami wartościowymi lub ubezpieczeniowe mogą to robić jedynie poprzez joint ventures - spółki zakładane w Chinach we współpracy z lokalnym partnerem (dzięki czemu do kraju trafia kapitał, wiedza i technologia). Nie mogą jednak posiadać większościowych pakietów w tych przedsiębiorstwach.

Wkrótce ma się to jednak zmienić. Zagraniczni inwestorzy dostaną zgodę państwa na obejmowanie większościowych (51 proc.) udziałów w joint ventures, a po trzech latach limit zostanie całkowicie zniesiony. W przypadku ubezpieczeń na życie pierwszy krok zostanie uczyniony w 2020 r., a likwidacja ograniczeń nastąpi dwa lata później.

Z kolei zagraniczne banki działają za Murem za pośrednictwem spółek córek, ale nie mają możliwości przejmowania lokalnych banków - w portfelu jednego podmiotu może być maksymalnie 20 proc. udziałów w danej instytucji, a w krajowych rękach musi pozostać 75 proc. Teraz Chińczycy obiecują zniesienie limitów. Bardziej szczegółowe rozwiązania mamy poznać wkrótce.

Chińscy giganci bezkonkurencyjni za Murem

Pekin przez lata ograniczał zagraniczną konkurencję, by umocnić rodzime instytucje. Dlatego za Murem nie dominują znane w świecie zachodnim marki bankowe (ING czy Santander), kartowe (Visa czy Mastercard) czy ubezpieczeniowe (AXA, Allianz), a Chińczycy masowo korzystają z krajowych podmiotów - banków ICBC, CCB, ABC i BoC, kart UnionPay czy ubezpieczeń China Life Insurance. Dzięki temu instytucje zza Muru należą do największych na świecie, np. wspomniane wyżej cztery największe banki w Chinach są również czterema największymi bankami na świecie. Poza tym w Państwie Środka na niespotykaną na Zachodzie skalę rozwinęły się płatności mobilne m.in. poprzez Alipay czy komunikator WeChat.

Dlatego dzisiejsze sensacje mogą nie mieć większego znaczenia - zagraniczna konkurencja zwyczajnie może sobie za Murem nie poradzić, także dlatego że mieszkańcy Państwa Środka są regularnie zachęcani do korzystania z usług i towarów rodzimego pochodzenia. Trudno liczyć także na przejęcia - wymagałyby one bowiem bardzo dużych nakładów i wiązałyby się ze sporym ryzykiem (eufemistycznie mówiąc sytuacja w niektórych segmentach rynku nie jest najlepsza, a brak przejrzystości sprawia, że może być jeszcze gorsza, niż się wydaje).

Co chce ugrać Pekin?

Z punktu widzenia Pekinu decyzja nie niesie zatem zagrożenia utraty kontroli, a może przynieść realne korzyści - głównie wizerunkowe, ale nie tylko. Prezydent Xi Jinping, premier Li Keqiang i inni najważniejsi politycy regularnie głoszą, że Państwo Środka jest zwolennikiem wolnego handlu i liberalizacji. Choćby w piątek Xi zapewniał, że Chiny będą dalej otwierać swój rynek, a "wszystkie firmy zarejestrowane w Chinach będą traktowane na równi". O ile z pierwszą częścią wypada się zgodzić (dodając słowa "stopniowo" i w naszym postrzeganiu "powoli"), to co do drugiej wątpliwości raczej podczas kadencji Xi się pogłębiają, niż rozwiewają. Jednak dzisiejsze ogłoszenie jest wyraźnym pozytywnym sygnałem dla zagranicy, która od dawna apelowała o lepszy dostęp do rynku za Murem.

Być może Pekin liczy na to, że Unia Europejska i USA będą skłonne odwdzięczyć się tym samym - chińskie przejęcia są niezbyt mile widziane na Zachodzie, szczególnie jeżeli dotyczą sektorów uznawanych za strategiczne dla bezpieczeństwa. A Chiny mają spory apetyt na zagraniczne banki. Przeciwnicy inwestycji mieli dotychczas mocny argument, twierdząc, że trudno umożliwiać firmom zza Muru dostęp do rynków amerykańskiego czy unijnego, podczas gdy Pekin blokuje analogiczne działania w Państwie Środka.

Napływ zagranicznego kapitału i konkurencyjnych podmiotów może się również przydać samemu sektorowi za Murem. W okresie zacieśniania polityki pieniężnej przez Ludowy Bank Chin przy równoczesnej ekspansji kredytowej, niektórym instytucjom zaczyna brakować kapitału. Poza tym, jak twierdzi sam prezes banku centralnego Zhou Xiaochuan, brak konkurencji "rozleniwił" krajowe instytucje, w większości należące do państwa - ich oferta nie jest zbyt atrakcyjna, szczególnie dla oszczędzających.

Polska nie mogła podążyć podobną ścieżką

Niektórym może się wydać kuszące porównywanie ścieżki rozwoju wybranej przed laty w Pekinie i tej, którą na początku transformacji ustrojowej podążyła Polska. W przestrzeni publicznej często pojawiają się zarzuty, że polscy politycy zdecydowali o sprzedaży polskich instytucji finansowych za bezcen, a wpuszczając zagraniczną konkurencję nad Wisłę, nie dali szans na przetrwanie krajowym firmom.

To jednak bardzo złudny punkt widzenia - należy pamiętać, że sytuacja Chin i Polski była i pozostaje skrajnie różna. Poczynając od miejsca na mapie świata i czasu, w którym zaczynały się proces reform, przez mentalność społeczeństwa i związany z nią system polityczny, po wielkość i potencjał kraju.

Przyzwyczajeni do silnej ręki państwa i skrajnej biedy z okresu Wielkiego Skoku i Rewolucji Kulturowej mieszkańcy Państwa Środka akceptowali ograniczenia i stopniowy proces bogacenia z bardzo niskiego poziomu. Plan rozwoju został zakrojony na dziesiątki lat, a interesy jednostki zostały podporządkowane interesom ogółu sformułowanego przez partyjną elitę. Równocześnie wyrastały ogromne fortuny osób blisko związanych z władzą. Bardzo niskie wynagrodzenia i potężne zasoby siły roboczej zachęcały zagranicznych inwestorów do lokowania kapitału za Murem, zapewniając stały dopływ dolarów. Sprzyjał temu mocno zaniżany kurs juana, który zmniejszał jednak siłę nabywczą obywateli, a więc ograniczał ich możliwości konsumpcyjne, a wzmacniał eksport. Z drugiej strony władze ograniczały ludziom możliwość wywozu pieniędzy za granicę. Wiele z tych zjawisk trwa po dziś dzień, blisko 40 lat po rozpoczęciu reform.

Polska weszła w proces transformacji dekadę po Chinach i od razu musiała się zmierzyć z problemem za Murem nieobecnym - była bankrutem, z ogromnym długiem zagranicznym zaciągniętym przez ekipę towarzysza Gierka, i na gwałt potrzebowała kapitału, nie tylko na inwestycje. Polacy zdążyli już poznać smak życia na Zachodzie i oczekiwali, że wkrótce będą funkcjonować na podobnym poziomie, a zaległości konsumpcyjne były ogromne.

Sukces Chin, także w obszarze finansów, jest efektem poświęceń setek milionów zwykłych Chińczyków, na które Polacy nie byli i nie są gotowi. Ponadto Polska nie była i nie jest tak silnym krajem, o tak dużym potencjale politycznym, gospodarczym i militarnym, by narzucać zagranicznym inwestorom podobne ograniczenia.

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 orle

Leszek Balcerowicz "transformator polskiej gospodarki z nadania Georga Sorosa "W rozmowie, jaką w 2011 roku przeprowadzili z nim Andrzej Stankiewicz i Piotr Śmiłowicz, redaktorzy „Newsweek Polska”, przechwalał się, że gdy u Jerzego Osiatyńskiego zdawał egzamin z ekonomii politycznej socjalizmu, to zaliczył go zaledwie na trójkę (Andrzej Stankiewicz, Piotr Śmiłowicz: „Balcerowicz musiał wrócić”, w „Newsweek Polska” nr 6/2011 z 13.02.11, str. 25).
Potem, gdy przystąpił do transformowania polskiej gospodarki, nie posiadał żadnej wiedzy, że w gospodarce centralnie zarządzanej przedsiębiorstwa funkcjonują przy dużo niższym stanie rezerw pieniężnych aniżeli w gospodarce rynkowej, w której wszystkie transakcje dokonują się za pośrednictwem strumieni pieniężnych. W gospodarce centralnie zarządzanej strumienie pieniężne krążyły tylko w sferze obrotu dóbr konsumpcyjnych. Przedsiębiorstwa, urzędy, instytucje i organizacje pobierały cyklicznie: co tydzień, lub co miesiąc z banku w ramach zaplanowanego i przyznanego funduszu płac środki pieniężne na wypłatę wynagrodzeń dla pracowników. Pieniądze wydawane na zakupy towarów i usług wracały do banku wpłacane przez organizacje handlowe i usługowe. I tyle tylko było obrotu pieniężnego. Obrót środków produkcji pomiędzy przedsiębiorstwami odbywał się w ramach planu i na zasadzie rozliczeń bezpieniężnych.
Balcerowicz wprowadzając „swą reformę transformacyjną?”(https://pl.wikipedia.org/wiki/Plan_Balcerowicza) od stycznia 1990 r. w ogóle nie pomyślał o tym i nie zatroszczył się, że wcześniej należało zasilić przedsiębiorstwa w kapitał pieniężny, tj. powiększyć ich rezerwy pieniężne do takiego poziomu, aby posiadały wystarczające środki do regulowania wszystkich nowych zobowiązań finansowych wprowadzonych ustawami transformacyjnymi. Można to było rozwiązać w ten sposób, że banki udzieliłyby przedsiębiorstwom kredytów obrotowych, z których mogłyby one finansować wszystkie swoje zobowiązania finansowe. Zamiast tego, oddziały wojewódzkie NBP, które zostały przekształcone w samodzielne banki, poczęły ściągać z przedsiębiorstw państwowych spłatę kredytów z inwestycji wcześniej realizowanych w ramach centralnych planów w PRL. Oczywiście, przedsiębiorstwa nie posiadały na ten cel żadnych środków płynnych. Najpierw należało wprowadzić zasadę obrotu komercyjnego na środki produkcji i odpowiednio dostosować do obrotu rynkowego system cen na środki produkcji i ewentualnie dopiero potem ściągać spłatę kredytów inwestycyjnych. Skutek był taki, że banki zabierały przedsiębiorstwom wszystkie środki płynne, jakie pojawiały się na ich bankowych rachunkach i nie posiadały żadnych pieniędzy na wypłaty nawet wynagrodzeń. W tych warunkach lepiej radziły sobie przedsiębiorstwa produkujące towary rynkowe; po prostu za swe dostawy żądały zapłaty w gotówce do kasy przedsiębiorstwa, czyli pieniądz gotówkowy zaczął krążyć poza systemem bankowym. Natomiast przedsiębiorstwa, które nie produkowały towarów rynkowych, nie posiadały żadnych środków płynnych nawet na wypłaty wynagrodzeń. Były szybko prywatyzowane przez takich tuzów polskiej transformacji, jak Waldemar Kuczyński i Janusz Lewandowski. A jeśli nie udawało ich się szybko sprywatyzować , to bankrutowały. Główny transformator, Balcerowicz tłumaczył się, że przedsiębiorstwa państwowe trzeba było szybko prywatyzować przede wszystkim podmiotom zagranicznym, bo w kraju nie było kapitału płynnego (sic!). Dlatego szybko i sprawnie prywatyzowano, zwłaszcza te najlepsze przedsiębiorstwa, nawet poniżej wycenionej ich wartości, bo te, których nie udało się szybko sprywatyzować, bankrutowały z powodu braku kapitału płynnego! Ignorancja?! Jeszcze inne bankrutowały dlatego, że były niedoinwestowane, produkowały na przestarzałych urządzeniach technicznych, nie były w ogóle przygotowane, gdyi od razu zostały wystawione na ostrą konkurencję zagraniczną. (Zobacz cały komentarz: https://www.bankier.pl/forum/temat_nie-zaklamywac-historii,23257257.html)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 4 borma

Siegziel , prawdopodobnie jestes zbyt mlody zeby znac tamte warunki. Polska byla bankrutem z olbrzymim dlugiem pochodzacym z czasow Gierka. W latach osiemdziesiatych na polkach sklepowych lezaly plaskie torebki z herbata zielona , tak zielona , bo byla to zrawa, sloiki oczywiscie puste i butelki z octem. Jesli te obrazki nie byly wyrazem bankructwa panstwa , to co nim moglo byc?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
9 30 sigziel

Panie Macieju niech Pan zajmie sie faktami a nie motywowaniem kardynalnej glupoty, ktorej dokonali nasi politycy w okresie tzw transformacji. Sam fakt, ze Pan rozwaza przyklad Chin swiadczy jednak o tym, ze ma Pan rowniez watpliwosci co do obranej drogi do dobrobytu. Stan gospodarki pogierkowskiej byl w lepszej kondycji niz gospodarki chinskiej ! Polska bankrutem nie byla a cala ta propaganda byla potrzebna by zlikwidowac konkurencje .. i to tanim kosztem.
W Polsce brakowalo wowczas kompetencji i wizji na to by oprzec sie zakusom wrogich przejec...
My wszyscy bedziemy za to jeszcze dlugo placili a nasze rzady beda caly czas szantazowane.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 21 ajwaj

To nie jest motywacja styropianowej PL, a krypto-prowokacja :)

Wszyscy wszystko wiedza, inwestycja w podzial wladzy po upadku ZSRR miedzy dawniej komune i nowa "demokracje" zwrócila sie 1000+ razy "inwestorom"

! Odpowiedz
5 16 karroryfer

Polska sytuacja była inna ale nie aż tak bardzo inna aby powielać złe ścieżki rodem z Ameryku Południowej czy Afryki.
Główna wina ograniczonych tępaków ( Balcerek do tej pory nie ma prof ! ) ze środowisk KLD i większej częsci UD..
No ale to było - teraz należało by się skupić na przyszłości. Jednym z wyzwań jest rozpowszechnienie BLIK ( i nie wpuszczanie np Apple Pay )
Itd - takich małych rzeczy są setki

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 27 wizytator

Bo u nas się idzie na łatwiznę, po co myśleć, Soros myślał za nas. Ci u władzy mieli i będą się mieli dobrze a o obywatelach zaczyna się myśleć przed wyborami a po już nikt nie pamięta. Takie mamy "standardy".

! Odpowiedz
23 51 bankierkomentuje

dlatego TUSK jako nieudaczny reformator ukradl kase z OFE, Nowaki zakupili zegarki, Kowalscy po misce ryzu a Sikorscy osmiorniczki i popijali Guinessem i zurkiem z Sheratona.

TUSK dolozyl kazdemu obywatelowi dlug do splaty tylko po to aby miec pretekst pozniej (mysla ze bedzie rzadzil wiecznie) do podwyzszania podatkow i obciazania i tak juz zniewolonego spoleczenstwa.

HGW zamiast gotowki wybrala kamiennice w sercu Warszawy a sa setki innych z PO o ktorych publicznie nawet sie nie mowi a maja za uszami grubo. TUSK do dzis szczeka tylko ze w Niemczech, dzis to nawet robi chau chau bo burczal wczesniej a Makrela ma pejczyk i go trenuje: raz po zadzie raz po worku.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 25 ajwaj

Ile dostaje posrednik kredytowy za gruby kredyt na reke ???

(oczywiscie wszelkie skojarzenia i podobienstwa sa pewnie przypadkowe)

! Odpowiedz
2 29 sel

Tyle że dzisiejsze długi są ponad 20 razy większe? ,a tamta katastrofa była wywołana przez blokadę ekonomiczną i podniesienie odsetek od kredytów z 3% do 20% co i teraz może się wydarzyć..

! Odpowiedz
4 33 sel

Przecież nawet dzisiaj rocznie zaciągamy większe kredyty niż w komunie przez dziesięć lat...

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,1% X 2017
PKB rdr 4,7% III kw. 2017
Stopa bezrobocia 6,6% X 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 574,35 zł X 2017
Produkcja przemysłowa rdr 4,3% IX 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl