Xi Jinping - jak czerwone książątko wyrosło na cesarza

redaktor Bankier.pl

Zaczynał jako czerwony arystokrata, przetrwał Rewolucję Kulturalną, piął się po partyjnej drabinie, by osiągnąć pozycję najpotężniejszego człowieka na świecie. Mówi, że ma charakter jak Władimir Putin, a jego główna działalność koncentruje się na polowaniu na tygrysy, muchy i lisy. Lubi piłkę nożną i książki, ale nie ma na nie czasu, bo wciąż musi zmieniać kapelusze i kontrolować wszystkie aspekty działalności państwa. Xi Jinping został właśnie wybrany na sekretarza generalnego KPCh na drugą kadencję i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie będzie to kadencja ostatnia.

(fot. Dale De La Rey / FORUM)

Czerwony arystokrata

Xi jest pierwszym przywódcą, który urodził się już po rewolucji, w wyniku której w 1949 r. powstała Chińska Republika Ludowa. Na świat przyszedł w 1953 r. w rodzinie należącej do tzw. "czerwonej arystokracji" - kasty składającej się z komunistycznych rewolucjonistów. Jego ojcem był towarzysz Mao Zedonga i wicepremier rządu - Xi Zhongxun. Młody Xi trafił do partyjnej "kuźni talentów" - elitarnej szkoły Pierwszego Sierpnia. Sielanka jednak nie trwała długo - na początku lat 60. ojciec Xi popadł w niełaskę (zarzucono mu m.in. że podczas wizyty w podzielonym Berlinie spoglądał przez lornetkę w stronę zachodniej części miasta), a wkrótce za Murem wybuchła Rewolucja Kulturalna, w czasie trwania której zmarła także siostra przyszłego przywódcy Chin.

Po ponad dwóch traumatycznych latach w Pekinie, gdy kilkukrotnie został zatrzymany przez Czerwoną Gwardię, która groziła mu śmiercią, 15-letni Xi Jinping został odesłany ze stolicy. Trafił do wioski Liangjiahe w prowincji Shaanxi. Tam przez kilka lat zajmował się m.in. świniami i sprzątaniem toalet, budował tamy i remontował drogi. Praca była tak ciężka, że zaczął palić - nikt nie czepiał się palącego mężczyzny. Spał w przystosowanej do życia przez miejscowych jaskini.

Mimo to jego wiara w komunizm była niezachwiana. W ciągu 7 lat trzykrotnie przeczytał "Kapitał" Marksa, aplikował także do partyjnej młodzieżówki. Jego wniosek był odrzucany 7 razy, ale w 1971 r. zyskał akceptację lokalnego urzędnika i został przyjęty. W 1974 r. został członkiem KPCh i sekretarzem wioski. Rok później rozpoczął studia na prestiżowym Uniwersytecie Tsinghua na kierunku technologia chemiczna i inżynieria procesowa.

Śmierć Mao, koniec Rewolucji Kulturalnej i rehabilitacja ojca otworzyły mu drogę do partyjnej kariery. Zaczynał w Pekinie, pod skrzydłami byłego podwładnego ojca - Geng Biao. Zdawał sobie jednak sprawę, że droga do partyjnych szczytów prowadzi przez prowincję. W trakcie 25 lat poza Pekinem zajmował ważne stanowiska w prowincjach Hebei, Fujian, Zhejiang i krótko w Szanghaju.

W 1987 r. poślubił Peng Liyuan, gwiazdę wojskowej sceny muzycznej. Wówczas jego druga żona (wcześniej krótko był mężem córki ambasadora Chin w Wielkiej Brytanii) była dużo bardziej znana od niego. 5 lat później para doczekała się córki.

Xi Jinping i jego druga żona, Peng Liyuan
Xi Jinping i jego druga żona, Peng Liyuan (fot. Sergei Karpukhin / FORUM)

Atak na partyjne szczyty rozpoczął w 2002 r., gdy został członkiem Komitetu Centralnego, 5 lat później trafił do 9-osobowego Stałego Komitetu Politbiura - ścisłego kierownictwa partii. Już wtedy był faworytem do objęcia fotela sekretarza generalnego, co zostało potwierdzone w marcu 2008 r., gdy zajął stanowisko wiceprezydenta. Pozycję nr 1 za Murem uzyskał w 2012 r., a prezydentem został kilka miesięcy później. Tuż przed wyborem na sekretarza generalnego zniknął na kilka tygodni, odwołując m.in. spotkanie z sekretarz stanu USA Hillary Clinton i śląc wyraźny sygnał skonfliktowanym partyjnym frakcjom, że nie są w stanie pogodzić się co do innego kandydata.

Xi o wielu twarzach

Już od momentu objęcia władzy rozpoczął szybką konsolidację. Centralizację ułatwiła trudna sytuacja w partii i kraju - gospodarka Chin wyraźnie zwalniała, poprzedni przywódcy nie mieli pomysłu na przyspieszenie poza pompowaniem długu, a członkowie KPCh byli oderwani od rzeczywistości milionów Chińczyków, pogrążając się w korupcji i ekstrawaganckim życiu za publiczne pieniądze.

W przeciwieństwie do poprzednika - Hu Jintao - Xi błyskawicznie zdobył trzy "kapelusze" chińskiego władcy - został nie tylko szefem partii i państwa, ale stanął także na czele Centralnej Komisji Wojskowej, zyskując zwierzchnictwo nad armią. Wkrótce potem jeszcze poszerzył swoje wpływy - objął m.in. pozycję szefa komisji i grup ds. bezpieczeństwa (kontrola nad służbami), pogłębionych reform (gospodarka), spraw międzynarodowych i internetu. W zeszłym roku partia obwołała go "rdzeniem" KPCh, a teraz XIX Zjazd wpisał jego myśl polityczną wraz z nazwiskiem do statutu partii, obok Mao i Denga Xiaopinga.

"Przewodniczący wszystkiego" musi w związku z tym prezentować społeczeństwu i światu wiele twarzy. Xi pokazał siłę, walcząc z korupcją i podporządkowując armię. W 2013 r. rozpoczął wielkie polowanie na tygrysy, muchy i lisy - czyli skorumpowanych urzędników najwyższego i niższego stopnia oraz tych, którzy uciekli za granicę. W niespełna pięć lat ukarano ponad milion osób, w tym takie persony, jak Zhou Yongkang, były członek SK Politbiura i minister bezpieczeństwa publicznego, czy generał Xu Caihou, były wiceszef potężnej Centralnej Komisji Wojskowej.

Obok walki z korupcją, sztandarowym przykładem działań silnego Xi okazała się kwestia budowy sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim. Pekin nie przejął się orzeczeniem Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Hadze, który stwierdził, że Państwo Środka nie ma prawa do spornych wysepek, a co za tym idzie - nie należy mu się prawo do kontroli nad większym obszarem wód terytorialnych, obfitujących w surowce naturalne i ryby.

(FORUM)

Kwestia spornych wysp, podobnie jak Hongkongu, Tajwanu czy Makau, daje także Xi duże pole do zaprezentowania twarzy chińskiego patrioty. Przewodniczący podkreśla niepodzielność Państwa Środka oraz kreśli wizje "chińskiego snu" - odnowy narodu chińskiego, który ma stać się bardziej zamożny i odzyskać przynależną mu pozycję na świecie. Jak podkreślają Chińczycy, cywilizacja Państwa Środka liczy sobie tysiące lat i przez większość tego czasu należała do najbardziej rozwiniętych na świecie. Dopiero XIX w., czyli "sto lat hańby i upokorzenia" za sprawą Europejczyków, sprowadził kraj za Murem do roli gracza nieistotnego na arenie międzynarodowej. Teraz Chiny rezygnują z ukrywania swojego potencjału i angażowania się w kwestie globalne - przykładem może być wizja "Pasa i Szlaku" czy powstanie Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych. Przed dwustu laty Napoleon stwierdził, że Chiny są jak śpiący lew, który gdy się zbudzi, wstrząśnie światem. Wydaje się, że Xi lwa właśnie obudził, choć chiński przywódca podkreśla, że jest to lew "pokojowo nastawiony".

Zwiększając zaangażowanie w sprawy globalne, Xi prezentuje światu twarz potencjalnego lidera rozwoju współpracy międzynarodowej, zastępując w tej roli prezydenta USA. Podkreśla przywiązanie Chin do wolnego handlu i obiecuje walkę z niekorzystnymi zmianami klimatu. Choć wielu polityków zdaje się być oczarowanych słowami chińskiego przywódcy, przybierającego również twarz reformatora, to w rzeczywistości retoryka Xi znajduje się daleko od rzeczywistości. Na razie Pekin wciąż prowadzi politykę protekcjonistyczną i jest największym emitentem dwutlenku węgla na świecie. Najważniejszą zmianą za jego pierwszej kadencji było zniesienie polityki jednego dziecka. Inne oczekiwane reformy nie są realizowane - liberalizacja rynków finansowych została zahamowana przez tąpnięcie z 2015 r. i odpływ kapitału, a obiecywana niewidzialna ręka rynku wciąż zazwyczaj ustępuje widzialnej ręce państwa.

I tu dochodzimy do ostatniej twarzy Xi - komunisty. Przywódca Chin jest oddany tradycyjnym leninowskim wartościom nie tylko w obszarze politycznym - ograniczaniu wolności mediów czy wypowiedzi, ale również gospodarki. Pod jego przywództwem "reforma' państwowych przedsiębiorstw polega na ich łączeniu w jeszcze większe behemoty kierowane przez partię. Partyjne komórki są masowo tworzone również w firmach prywatnych, w tym międzynarodowych. Państwo wciąż wyznacza cele w produkcji stali czy wydobyciu węgla i żąda udziałów w prywatnych przedsiębiorstwach, podkreślając jednocześnie zobowiązania "prywaciarzy" wobec partii i kraju.

Mao 2.0?

Konsolidacji władzy w rękach Xi towarzyszy nieustanna kampania medialna, która zdążyła już przeobrazić się w prawdziwy kult wodza. Choć Xi i inni chińscy politycy odżegnują się od porównań oddania i miłości, jakim darzą obecnego przywódcę zwykli Chińczycy, do kultu Mao Zedonga, to jego oznaki widać na każdym kroku.

Kandydaci na studia rysują portrety Xi podczas rekrutacji, w internecie pojawiają się filmiki sławiące "ojczulka Xi" i "mamę Peng", korzystający ze smartfonów mogą zagrać w grę polegająca na oklaskiwaniu prezydenta, a dzieci uważnie słuchają jego 3,5-godzinnego przemówienia. Xi, który ograniczył kolektywne przywództwo, jest nie tylko uznawany za najpotężniejszego lidera od czasów Mao, ale, jak wynika z sondażu przeprowadzonego przed kilkoma laty, za najbardziej popularnego zarówno w kraju, jak i za granicą.

Trudno się dziwić, bo w porównaniu do swoich poprzedników wydaje się naprawdę "ludzki". Emanuje władzą, przebojowością i pewnością siebie, ale zdarza mu się rzucić żart czy nawiązać kontakt ze zwykłymi ludźmi, co nie jest typowe dla chińskiej tradycji politycznej. Jego wizyty, np. w restauracji fast food, gdzie sam złożył zamówienie, zapłacił za danie i zjadł razem z innymi klientami, są pozytywnie odbierane przez społeczeństwo i tylko w niewielkim stopniu przypominają starannie zaplanowane siermiężne wizyty w terenie partyjnych dygnitarzy sprzed lat.

Xi zyskuje także poparcie społeczeństwa, dzięki swojej polityce - zarówno kampania antykorupcyjna, jak i wielkie wizje "chińskiego snu" czy "Pasa i Szlaku" są ciepło przyjmowane przez Chińczyków. Podobnie jak "cesarskie" zachowanie wobec światowych liderów przybywających do Hangzhou na szczyt G20, którzy zdawali się składać hołd chińskiemu cesarzowiw, a nie spotykać się z równorzędnym partnerem. O wielkim szacunku dla Xi i Chin zaczynają mówić najpotężniejsi ludzie świata, nawet ci o największym ego, jak Donald Trump czy Władimir Putin, a w książce zawierającej przemówienia Xi zaczytują się miliarderzy pokroju Marka Zuckerberga.

(fot. Sergei Ilnitsky / FORUM)

Ogromna władza i otaczający go kult dają Xi narzędzia do wprowadzenia za Murem prawdziwej dobrej zmiany. To, czy Chiny w końcu doczekają się niezbędnych reform, zależy tylko od niego.

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Ludzie:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
11 44 ajwaj

+ bankier.pl Very ciekawe :)
Dla calosci jest wazna niepowtarzalna rola Xi Linping... Bycie SZEFEM panstwa o liczbie ludnosci 1 370 000 000 to sztuka bez jakiegokolwiek porównania. Wiekszosc "zarzadzajacych" panstwami 10-40 mln aferzy od wyborów do wyborów i znika w nieslawie...

! Odpowiedz
2 4 resisdus

Taki potezny a Kubusia Puchatka to sie boi...https://www.bankier.pl/wiadomosc/Chinska-cenzura-blokuje-Kubusia-Puchatka-7533015.html

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,5% XI 2017
PKB rdr 4,9% III kw. 2017
Stopa bezrobocia 6,6% X 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 574,35 zł X 2017
Produkcja przemysłowa rdr 12,3% X 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl