Po szybkiej przecenie nadszedł gwałtowny wzrost kursu – bitcoin 18 września zbliżył się znowu do poziomu 4 tys. dolarów. W ciągu trzech dni jednostka najpopularniejszej kryptowaluty zdrożała o tysiąc dolarów. Do osiągniętego na początku września rekordu brakuje kolejnego tysiąca.
W piątek 15 września w południe na największych giełdach kurs bitcoina nieznacznie przekraczał 3 tys. dolarów. Cena BTC szybko topniała po serii kiepskich informacji z Chin. Tamtejsi regulatorzy w ciągu dwóch tygodni najpierw uderzyli w rynek ICO, czyli pierwotnych ofert kryptotokenów, by następnie zaatakować giełdy wirtualnych walut. Kilka platform ogłosiło, że z końcem miesiąca wstrzyma działalność.
W ciągu kilku kolejnych godzin kurs gwałtownie wspiął się do poziomu 3700 dolarów, by po stosunkowo niewielkich wahaniach w weekend, zbliżyć się do granicy 4000 dolarów 18 września. Jak donosi serwis Bitcoin.com, w trakcie „dołka” zakupów papierów śledzących kurs kryptowaluty (XBT, bitcoin exchange traded notes) dokonała m.in. powiązana z bankiem JP Morgan spółka JP Morgan Securities. Przypomnijmy, że zaledwie parę dni wcześniej CEO instytucji, Jamie Dimon, określił bitcoina mianem oszustwa.
Wrzesień jak dotąd obfitował w ważne wydarzenia na rynku kryptowalut. Jeszcze na początku miesiąca za jednego bitcoina płacono 5 tys. dolarów. Najpopularniejsza kryptowaluta ustanowiła wówczas kolejny rekord wyceny. W ciągu zaledwie dwóch tygodni seria informacji zza Wielkiego Muru przyniosła ze sobą spadki, z których część została właśnie zniwelowana.
Duża zmienność wartości w stosunku do „klasycznych” walut to cecha, którą często przypisuje się kryptowalutom. Z jednej strony przyciąga to zainteresowanie i angażuje spekulantów, z drugiej – utrudnia zastosowanie w rozwiązaniach płatniczych. Warto jednak przypomnieć, że bitcoin miał w swojej krótkiej historii także „nudne” okresy stosunkowo długiej stabilizacji. Przez większą część 2015 r., gdy kurs oscylował w okolicach 250 dolarów, kryptowaluta rzadko gościła w mediach, a niektórzy komentatorzy wieszczyli, że to początek końca monetarnego fenomenu.




























































