Zubelewicz: Wniosek o podwyżkę stóp możliwy w IV kw. ’19. RPP stóp jednak nie zmieni

Jeżeli inflacja będzie kształtować się jak w lipcowej projekcji, to pod koniec 2019 r. możliwe jest złożenie wniosku o podwyżkę stóp procentowych - powiedział PAP Biznes członek RPP Kamil Zubelewicz. Jego zdaniem, obecna RPP raczej nie zmieni jednak kosztu kredytu, choć w kraju rośnie wewnętrzna presja inflacyjna, czemu sprzyja także niedowartościowany złoty.

(RPP)

„Obecnie nie spodziewam się zmiany stóp procentowych, jednak wnioski o ich podwyżkę prawdopodobnie pojawią się w ostatnich miesiącach tego roku, jeśli ceny będą rosły zgodnie z lipcową projekcją” – powiedział.

Podtrzymał swoją opinię, że możliwie szybka podwyżka stóp procentowych o 50 pb. wyeliminowałaby nadmierne ryzyka inflacyjne w Polsce. „Niestety skłonność obecnej Rady do reakcji nie jest duża, choć rosnąca część RPP wyraża swój dyskomfort w związku z perspektywami wzrostu cen. Moim zdaniem istnieje duże prawdopodobieństwo, że obecna RPP nie zmieni poziomu stóp procentowych do końca kadencji” – dodał.

Zdaniem Zubelewicza w kraju rośnie wewnętrzna presja inflacyjna. „Od zakończenia krótkotrwałej deflacji obserwujemy w Polsce coraz szybszy wzrost cen. Silny wzrost gospodarczy powinien skutkować wyraźnym umocnieniem złotego. Tymczasem, nie licząc ostatnich tygodni, kurs złotego był stabilny. Istnieje zatem czynnik, który równolegle osłabia naszą walutę. Moim zdaniem jest nim inflacja, wynikająca niestety z polityki RPP” – powiedział Zubelewicz.

Centralna ścieżka lipcowej projekcji NBP zakłada wzrost PKB w 2019 r. na poziomie 4,5 proc., w 2020 r. na poziomie 4,0 proc., a w 2021 r. na poziomie 3,5 proc. Ścieżka dla inflacji kształtuje się odpowiednio na poziomie: 2,0 proc., 2,9 proc. oraz 2,6 proc. Inflacja bazowa ma zaś wynieść 1,7 proc. w 2019 r., 2,4 proc. w 2020 r. oraz 2,3 proc. w 2021 r.

Zubelewicz zwrócił uwagę, że centralna ścieżka inflacji z lipcowej projekcji właściwie w całym jej horyzoncie, do końca 2021 r., kształtuje się powyżej 2,5 proc., czyli celu przyjętego przez innych członków Rady. Jego zdaniem lepiej byłoby utrzymywać inflację poniżej 2 proc.

„Jeżeli przy sprzyjających okolicznościach zewnętrznych CPI ma utrzymywać się powyżej celu, to Radzie zostaje wąski margines na reakcję na wypadek presji inflacyjnej z zagranicy. Ponadto, cel inflacyjny na poziomie 2,5 proc. oznacza systematyczne osłabianie wartości polskiego pieniądza. Od wejścia do Unii Europejskiej siła nabywcza złotego spadła już o 25 proc.” – powiedział.

Zubelewicz obawia się, że inflacja może przebić 3,5 proc. nawet przy spowalniającym wzroście gospodarczym. „Według mnie, aktualnie lepsza od oczekiwanej sytuacja gospodarcza skutkuje niższą inflacją. Przyrost produkcji działa na rzecz obniżki cen” – dodał.

Ekonomista wskazał na szereg czynników, które jego zdaniem podwyższają presję cenową w kraju „Wydatki publiczne w 2019 r. mają wyraźnie wzrosnąć, co sprzyja wzrostowi cen. Z uwagi na efekty popytowe wprowadzenie pierwszej wersji programu „Rodzina 500+” przyczyniło się nie tylko do poprawy sytuacji wielu gospodarstw domowych, ale też do wzrostu cen. Nowe transfery socjalne również wzmocnią presję inflacyjną” – powiedział. „Społeczeństwo już widzi rosnące ceny, zwłaszcza w obszarze żywności i usług. Biorąc pod uwagę, że większość Polaków zarabia poniżej średniej krajowej, inflacja dla grup najniżej uposażonych jest wyższa od uśrednionego wskaźnika CPI podawanego przez GUS. Niższa inflacja zmniejszyłaby presję płacową oraz konieczność waloryzacji świadczeń społecznych” – dodał.

Zubelewicz podkreślił, że tylko umocnienie złotego może uchronić przed nadmiernym wzrostem inflacji w Polsce.

Ekonomista wskazał na konieczność monitorowania dynamiki cen nieruchomości. Podkreślił, że szeroka miara cen w gospodarce – deflator PKB – rośnie szybciej niż CPI. „Jak rozumiem, tak szybki wzrost cen, zgodny z przyjętymi Założeniami polityki pieniężnej (2,5 proc., +/- 1 pkt. proc. – PAP) jest zadowalający dla większości członków Rady. Według mnie to błąd. Należy podkreślić, że deflator PKB w horyzoncie projekcji rośnie jeszcze szybciej niż CPI. Oznacza to, że wzrost cen w obszarze dóbr eksportowych i kapitałowych będzie wyższy niż dóbr konsumpcyjnych” – powiedział.

Jak podał NBP w informacji o cenach mieszkań i sytuacji na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych w Polsce za I kw. 2019 r., ceny wyznaczone przy udziale indeksu hedonicznego wzrosły w 6 największych polskich miastach (bez Warszawy) o 12,5 proc. rdr. W Warszawie ceny hedoniczne w I kw. wzrosły o 13,3 proc. rdr. Indeks hedoniczny cen mieszkań zawiera korektę uwzględniającą różnice w atrybutach mieszkań (np. lokalizacja, powierzchnia użytkowa, standard wykończenia).

„Wskaźnik CPI w Polsce nie uwzględnia wysokiej dynamiki cen mieszkań. Osoby, które w mniejszym stopniu odczuwają inflację i mogą pozwolić sobie na gromadzenie oszczędności – a w Polsce oszczędza się głównie na zakup mieszkania – widzą dziś wzrost cen mieszkań o 12 proc.” – dodał.

RPP ma problem z realizacją obu mandatów. Mocniejszy złoty nie zaszkodzi gospodarce

Zubelewicz wyraził „duże wątpliwości”, czy obecna polityka RPP realizuje zarówno mandat stabilności cen, jak i wspierania polityki gospodarczej rządu.

„Obecna polityka RPP nie jest konserwatywna. Depozyty bankowe są często oprocentowane poniżej inflacji, a ujemne realne stopy procentowe pogłębiają się. Nie ma dbałości o wartość pieniądza, widać za to systematyczne obniżanie jego siły nabywczej. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej złoty stracił już 25 proc. swojej wartości. RPP coraz słabiej realizuje swój podstawowy mandat. Paradoksalnie inflacja uderza w tych, którzy oszczędzają w bankach, czyli w osoby średniozamożne oraz w osoby najuboższe, którym trudno jest renegocjować wynagrodzenia lub które otrzymują waloryzowane z opóźnieniem świadczenia z sektora finansów publicznych, np. z rent czy emerytur” – powiedział.

Zgodnie z art. 3 ustawy o NBP, podstawowym celem działalności banku jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP.

Zubelewicz widzi w RPP „pewien rozdźwięk” w postrzeganiu wspierania polityki gospodarczej rządu „Część osób sprowadza wspieranie polityki gospodarczej do zaniżania stóp procentowych i osłabiania kursu złotego. Niskie stopy mają powodować wzrost akcji kredytowej i mniejsze koszty obsługi długu publicznego zaciągniętego w złotym. Słaby kurs złotego ma sprzyjać polskim eksporterom i zwiększać wynik finansowy NBP dzięki dodatnim różnicom w wycenie rezerw. Tymczasem za niskie stopy procentowe skutkują już zauważalnym wzrostem cen. Zbyt tani kredyt oznacza, że traci na tym każdy, kto kredytu nie ma – zwykli konsumenci, dokonujący zakupów z bieżących dochodów; przedsiębiorcy, finansujący się z własnych środków; osoby zbierające na kupno nieruchomości, rząd, który musi zabezpieczyć więcej środków na wyższe wydatki” – powiedział.

Zubelewicz zauważył, że jednym z celów rządu jest zmniejszenie zadłużenia zagranicznego, w czym pomaga umacnianie się złotego. „Zbyt niskie stopy skutkują też spadkiem kursu złotego. Niedowartościowany złoty uderza we wszystkich konsumentów, którzy muszą więcej zapłacić za importowane dobra; dotyka podmioty zadłużone w walutach obcych, którym rosną raty kredytów do spłacania; generuje wzrost wolumenu i kosztu obsługi zadłużenia zagranicznego osób fizycznych, przedsiębiorstw i Skarbu Państwa; podraża wreszcie koszt nowych technologii. Słabszy złoty ułatwia wykup polskiej własności, w tym nieruchomości, przez podmioty zagraniczne, słabszy złoty utrudnia modernizację polskiej armii” – dodał.

Zdaniem Zubelewicza umocnienie złotego nie będzie miało negatywnych konsekwencji dla eksportu „Dla przedsiębiorców kluczowe są stopniowe zmiany, bo do nich łatwiej się dostosować. Polscy przedsiębiorcy deklarują, że obecny kurs jest dla nich bardzo dobry, a do mocniejszego złotego mogą się zaadaptować. Niewielkie umocnienie złotego nie będzie miało żadnych negatywnych konsekwencji dla polskiego eksportu” – powiedział.

Kurs EUR/PLN, przy którym eksport staje się nieopłacalny w II kw. 2019 r. wynosił 4,00 zł/euro, tyle samo co w I kw. - wynika z lipcowej edycji opracowania NBP "Szybki monitoring. Analiza sytuacji sektora przedsiębiorstw".

Zubelewicz ocenił ponadto, że narracja o możliwości obniżek stóp procentowych w Polsce pojawia się w kontekście obaw przed umocnieniem się złotego. „Ani nie musimy, ani nie powinniśmy naśladować zachodnich banków centralnych w luzowaniu polityki. W obliczu spodziewanego luzowania polityki przez FED i EBC złoty powinien się umocnić, co zresztą zakłada lipcowa projekcja inflacji i PKB. Naturalne umacnianie się złotego to najbardziej dogodne narzędzie, pozwalające trzymać inflację w ryzach bez konieczności podnoszenia stóp procentowych” – dodał.

Ekonomista podkreślił też, że stabilizacja stóp procentowych sprzyja procesom nakierowanym na poprawę sytuacji części sektora bankowego, zwłaszcza bankowości spółdzielczej.

Wyrok TSUE ws. frankowców kluczowy dla stabilności systemu finansowego

Zubelewicz uważa, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE ws. kredytów frankowych okaże się bardzo istotny dla polskiej gospodarki.

TSUE rozpatruje zapytanie warszawskiego Sądu Okręgowego w sprawie stosowania przy kredytach walutowych regulacji unijnych w zakresie klauzul niedozwolonych w umowach konsumenckich. Trybunał ma podjąć decyzję najpóźniej we wrześniu. Rzecznik generalny TSUE wydał w maju opinię, która nie jest wiążąca dla samego Trybunału, że klauzula indeksacyjna jest nieuczciwym warunkiem w umowie kredytowej. Jego zdaniem, staje się ona nieważna, wobec czego kredyt denominowany w CHF – oprocentowany według stawki LIBOR – przekształca się w złotowy, oparty nadal o stopę procentową właściwą dla franka szwajcarskiego.

Związek Banków Polskich wycenia koszty uznania klauzul indeksacyjnych za nieważne na 60 mld zł.

„Negatywne dla polskich banków rozstrzygnięcie może wpłynąć na stabilność sektora finansowego i równocześnie polepszyć sytuację wielu gospodarstw domowych. Prawdopodobnie orzeczenie TSUE będzie dotyczyć jedynie umów, w których nie oznaczono sposobu ustalania kursu. W takiej sytuacji pojawią się dwie niezadowolone grupy – konsumentów z dobrze sporządzonymi umowami, spłacających kredyty frankowe oraz banków, które nieumiejętnie udzieliły kredytów frankowych. Warto w tym miejscu podkreślić, że stopa LIBOR przestanie istnieć do końca 2021 r., co może rodzić kolejne spory” – powiedział Zubelewicz.

„Umocnienie złotego nie tylko chroni przed znacznym wzrostem inflacji w Polsce, ale minimalizuje problem kredytów frankowych” – dodał.

Zwiększenie rezerw złota pozytywne, potrzeba dalszych zakupów kruszcu

Zubelewicz pozytywnie ocenia ostatnie decyzje NBP dotyczące struktury rezerw.

„Pozytywnie przyjmuję zwiększenie rezerw złota przez NBP, to krok w bardzo dobrym kierunku. Według mnie NBP powinien jeszcze zwiększyć zakupy tego kruszcu” – powiedział.

NBP podał na początku lipca, że w latach 2018-2019 zasoby złota NBP zostały zwiększone o 125,7 ton do 228,6 ton. Blisko połowa polskiego złota ma zostać sprowadzona do kraju i będzie przechowywana w skarbcach NBP.

Rafał Tuszyński

Źródło: PAP Biznes

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 waldek6868

Kamil Zubelewicz to jeden z nielicznych jeśli nie jedyny rozsądny człowiek w bagnie zwanym RPP.

! Odpowiedz
1 13 riku

Okradania pracujących i oszczędzających ciąg dalszy - lepiej w tym kraju nie mieć nic i po wszystko wyciągać ręce do państwa lub żyć za cudze - czyli na kredyt.

! Odpowiedz
2 31 jes

Ciekawy kraj, w którym o stopach procentowych decyduje prezes partii i delegat banków.

! Odpowiedz
8 0 silvio_gesell

Jeszcze ciekawsze, że tak naprawdę to rynek decyduje o stopach, których nie ma jak ich podnieść, bo się odwróciła krzywa rentowności i byłaby zapaść kredytowa.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne