Za sprawą wiosennego umocnienia złotego cena złota wyrażona
w polskiej walucie spadła do najniższego poziomu od wybuchu wojny na Ukrainie.
Także dolarowe notowania kruszcu zalazły się pod presją „jastrzębiego”
nastawienia Rezerwy Federalnej.


Czy to jest dobry moment na zakup złota?
Już dziś o godz. 12:00 zapraszamy na rozmowę o bieżącej sytuacji na rynku złota, o tym jak przez ostatnie lata zmienił się polski rynek złota inwestycyjnego oraz czy teraz jest dobry moment na zakup złota. Rozmawiać będą Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl oraz Michał Tekliński, ekspert rynku złota z Goldsaver.pl. Zapraszamy o 12:00 na Bankier.pl.
Pod koniec czerwca „giełdowy” kurs złota wyrażony w PLN obniżył się do 7720 zł/oz. i tym samym wyznaczył najniższy poziom od lutego 2022 roku. „Aptekarskie” podejście do analizy technicznej dostrzegłoby tu naruszenie trwającej od ponad roku konsolidacji, w ramach której złotowe notowania złota wahały się w przedziale 7750-8750 zł/oz. Czyli w zakresie tysiąca złotych za uncję.
28 czerwca uncja złota była wyceniana na niespełna 7 800 zł i była o ok. tysiąc złotych tańsza niż w połowie marca, gdy chwiał się amerykański system bankowy. Trzeba przy tym pamiętać, że mówimy tu o „cenie hurtowej”, czyli notowaniach najaktywniejszego kontraktu terminowego na nowojorskim Comeksie przeliczonego przez międzybankowy kurs USD/PLN. Natomiast kupując fizyczną uncjową monetę lub sztabkę inwestycyjną, musimy do tego doliczyć koszty produkcji oraz marżę dilerską. W efekcie ceny popularnych jednouncjowych bulionówek zaczynają się obecnie od ok. 8 100 zł.
Okazja czy pułapka?
Zwolennicy inwestowania w złoto zapewne bez wahania powiedzieliby, że to idealna okazja do akumulacji „barbarzyńskiego reliktu” po w miarę okazyjnej cenie. „Kupujcie, bo taniej nie będzie” – ten znany z polskiego rynku mieszkaniowego slogan zapewne można teraz usłyszeć w branży bulionowej. Jednakże na rynku rzadko kiedy wszystko bywa takie proste.
Szybki rzut oka na wykresy pozwala się zorientować, że za czerwcową promocję na złocie w znacznej mierze odpowiada słabość dolara połączona z nadzwyczajną wręcz siłą polskiego złotego. Od wrześniowego dołka nasza waluta zyskała niemal 24% względem USD. Sentyment na rynku złotego w ciągu kilku miesięcy uległ zmianie o 180 stopni. Latem i jesienią ubiegłego roku zagranica wyprzedawała polskie aktywa (złotego, akcje i obligacje skarbowe), jakby już za moment rosyjskie wojska miały przekroczyć Bug. Zamiast tego kilka tygodni później wycofały się za Dniepr.
Polsce nie zabrakło też prądu i nie umarliśmy z zimna z powodu braku węgla i gazu. Recesja tak w naszym kraju, jak i w całej strefie euro, póki co okazała się bardziej faktem statystycznym, niż faktyczną zapaścią w gospodarce. Nawet inflacja zaczęła spadać, pomimo bierności Narodowego Banku Polskiego. Wygląda na to, że znów mieliśmy szczęście i że pozytywny splot wydarzeń na świecie uratował nas przed konsekwencjami krajowych błędów i nonszalancji decydentów.
Kto jeszcze ufa Fedowi?
Patrząc na dolarowe notowania złota, sytuacja nie wygląda tak bardzo niepokojąco. Owszem, przez poprzednie 8 tygodni kurs żółtego metalu spadł o 7,5% i znalazł się najniżej od połowy marca. Tyle tylko, że był to spadek z niemal rekordowo wysokich poziomów – ponad 2070 USD/oz. Majowo-czerwcowe cofnięcie jest więc stosunkowo niewielkie i nadal bezpiecznie mieści się w szerokim trendzie bocznym (1620-2070 USD/oz.) obserwowanym po sierpniu 2020 roku.
Takie zachowanie kursu dowodzi, że złoto całkiem nieźle znosi najostrzejszy od ponad 40 lat cykl zacieśnienia polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych. Od marca ’22 do maja ’23 stopa funduszy federalnych została podniesiona praktycznie z zera do przeszło 5%. Równocześnie od roku Rezerwa Federalna „odsysa” dolary z systemu bankowego (z krótką przerwą w marcu na ratowanie banków). W rezultacie w Ameryce mamy już realnie dodatnią stopę procentową liczoną ex post – tj. bieżąca stopa w Fedzie przewyższa inflację CPI zrealizowaną za poprzednie 12 miesięcy.
Po czerwcowym posiedzeniu członkowie Federalnego Komitatu Otwartego Rynku zasygnalizowali, że chcieliby do końca roku podnieść stopy jeszcze o 50 pb, czyli wynieść je do najwyższego poziomu w XXI wieku. Rynek jednak nie bardzo wierzy w te „jastrzębie” pohukiwania. Uczestnicy rynku terminowego na niemal 75% wyceniają szanse, że w lipcu Fed dokona podwyżki o 25 pb. Ale na tym koniec. Stopa funduszy federalnych ma zostać utrzymana w przedziale 5,25-5,50% przynajmniej do końca roku. Obniżki są obecnie oczekiwane dopiero w przyszłym roku, choć jeszcze parę miesięcy temu rynek terminowe wyceniał ostre cięcia stóp w USA jeszcze tej jesieni.
Jak oceniają Państwo bieżącą sytuację na rynku złota?
Sytuacja złota jest obecnie dość skomplikowana. Cena złota jest skorelowana z siłą dolara amerykańskiego, z kondycją gospodarek i rynków finansowych. Amerykański FED balansuje obecnie na ostrzu noża – musi okiełznać inflację, nie powodując upadku gospodarki. Każdy z tych scenariuszy – inflacja poza kontrolą lub głęboka recesja – są dla złota dobre. Ale dopóki sytuacja nie idzie w żadnym z tych kierunków, nie ma także rozstrzygnięć na linii dolar-złoto, ani inwestorzy-rynki. Teoretycznie zdarzyć się może wszystko, łącznie ze scenariuszem, że udaje się okiełznać inflację bez demolowania gospodarki. Choć wszyscy wiemy, że scenariusz ten jest najmniej realistyczny.
Cena złota ma więc wszystko, czego potrzeba do tego, by osiągać swoje nowe historyczne maksima. Nie dzieje się to jednak tylko dlatego, że – używając terminologii sportowej – piłka wciąż jest w grze. A dopóki tak się dzieje, posiadacze dużego kapitału będą starali się ugrać jak najwięcej dla siebie, wykonując liczne operacje kupna i sprzedaży, posługując się przy tym dolarem, który, umacniając się, dociska złoto w dół.
W moim mniemaniu jest to sytuacja korzystna dla wszystkich tych, którzy chcieliby złoto kupić. Jeśli nastąpi moment, w którym sytuacja stanie się bardzo klarowna, złoto również będzie zachowywało się bardziej zdecydowanie niż teraz.
W ten sposób Jerome Powell i spółka chcą swoją restrykcyjną polityką monetarną trwale zdusić wybujałą inflację. „Wyżej na dłużej” – przekonywał Powell i chyba dopnie swego. Jednak tylko czas pokaże, czy obecne kierownictwo Rezerwy Federalnej nie powtórzy błędu swych poprzedników, którzy pół wieku temu zbyt szybko zaczęli luzować politykę monetarną w obliczu malejącej (ale wciąż wysokiej!) inflacji. Rezultatem była druga i jeszcze wyższa inflacyjna fala i rekordowo wysokie (w ujęciu nominalnym do dziś niepobite) ceny złota. Potrzeba było dopiero Paula Volckera i stóp na poziomie 20%, aby trwale stłumić inflację w Ameryce.
Echo sprzed pół wieku
W latach 1969-74 dolarowe notowania złota wrosły przeszło 5,5-krotnie na fali inflacji wywołanej finansowaniem wojny w Wietnamie i budowy państwa opiekuńczego w USA (brzmi podobnie do wojny na Ukrainie i socjalnej agendy Bidena?) Swoją rolę odegrał też pierwszy kryzys naftowy oraz zerwanie z wymienialnością dolara na złoto w sierpniu 1971 roku. Następnie opadająca inflacja przyczyniła się do spadku cen złota niemal o połowę w ciągu kolejnych dwóch lat.
I gdy wszyscy myśleli, że będą żyli długo i szczęśliwie, w dolara uderzyły wtórne efekty nierozważnej polityki fiskalnej i monetarnej prowadzonej w Waszyngtonie. Fed jak zwykle był spóźniony i rosnąca inflacja zaskoczyła go niczym zima drogowców. Efekt: 8,5-krotny wzrost cen złota zakończony spektakularnym pęknięciem złotej bańki w styczniu 1980 roku. Jeśli historia lubi się rymować, to rymy sprzed 50 lat współcześnie pasują jak ulał. Mamy eskalację napięcia geopolitycznego (Zachód kontra Rosja i USA kontra Chiny), kłopoty z surowcami energetycznymi, stagflację w gospodarce i całe grono skompromitowanych liderów politycznych u władzy (USA, Europa, Rosja, Chiny, etc.).
W ramach hossy z pierwszej dekady XXI wieku dolarowe ceny złota podniosły się ok. 7,5-krotnie. Następnie w latach 2011-15 spadły prawie o połowę. Trzymając się ściśle analogii z lat 70., otrzymalibyśmy „docelowy” szczyt hossy na poziomie ok. 8 900 USD/oz. Prawdopodobnie to spora przesada. Nawet najwięksi na rynku złota optymiści z Incrementum AG za cel stawiają wartość ok. 4 800 USD/oz. osiągniętą do końca dekady. Tylko czas pokaże, kto za kilka lat będzie się śmiał z tych prognoz. Póki co złoto jest w taktycznym odwrocie i prędzej wypatrujemy poziomów najbliższych wsparć, aniżeli oporów.
Materiał zawiera komentarz partnera - firmy Goldenmark































































