Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński może liczyć na niemal 200 tysięcy złotych podwyżki w skali przyszłego roku. Mimo że wokół mechanizmów premiowania w banku centralnym od miesięcy toczy się ostry spór, zarząd NBP przeforsował uchwałę, która znacząco podnosi wynagrodzenia w ścisłym kierownictwie instytucji. Nowe stawki obowiązują już od początku października - podaje "Wirtualna Polska".


System wynagradzania prezesa NBP to wielopoziomowa konstrukcja. Sama podstawa jego pensji jest sztywno powiązana z zarobkami najważniejszych osób w państwie i wynosi dwadzieścia kilka tysięcy złotych brutto – to poziom zbliżony do uposażenia premiera. Kluczowe są jednak dodatki, które władze banku regulują wewnętrznymi uchwałami. Do tej pory prezes otrzymywał do każdej pensji z automatu premię w wysokości 130 procent podstawy. Zgodnie z najnowszym dokumentem, wskaźnik ten wzrósł właśnie do 150 procent. Ten ruch oznacza w praktyce około 5 tysięcy złotych dodatku co miesiąc, windując stałe miesięczne wynagrodzenie Adama Glapińskiego do niemal 59 tysięcy złotych.
Stała pensja to tylko część dochodów. W NBP funkcjonuje system nagród kwartalnych, które stanowią równowartość od trzech do nawet czterech i pół miesięcznych wypłat. Po zsumowaniu tej podwyżki z zaplanowaną na styczeń 3-procentową waloryzacją dla sfery budżetowej, łączne zarobki prezesa banku centralnego w 2027 roku przekroczą 1,8 miliona złotych. Z nowego mechanizmu skorzystają zresztą nie tylko członkowie zarządu, ale również członkowie Rady Polityki Pieniężnej, których wynagrodzenia są powiązane z pensją wiceprezesów.
Podwyżki wchodzą w życie w momencie, w którym sposób przyznawania nagród i premii w NBP jest brany pod lupę przez sejmową Komisję Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Mechanizm finansowy banku to jeden z głównych zarzutów we wniosku o postawienie Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Już wcześniej brak przejrzystości w zasadach wynagradzania szefa NBP wytykała Najwyższa Izba Kontroli.
Wynagrodzenie Adama Glapińskiego jest ponad dwukrotnie wyższe niż zarobki szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej.































































