Zapowiada się, że Narodowy Bank Polski zaksięguje kolejną gigantyczną stratę finansową. Tym razem może to być aż sto miliardów złotych. Temat jak co roku elektryzuje opinię publiczną, ale nie jest to kwestia, która stanowiłaby jakikolwiek problem dla stabilności finansowej kraju.


- NBP odnotuje ujemny wynik w 2025. Straty bilansowe NBP na koniec 2025 zbliżą się do 100 mld zł - poinformował w grudniu Narodowy Bank Polski. Nie był to jednak publiczny komunikat Banku, lecz fragment listu prezesa NBP Adama Glapińskiego do sekretarza Stałego Komitetu Rady Ministrów Mariusza Skowrońskiego, dotyczący projektu nowelizacji ustawy o banku centralnym.
Można by rzec, że to nic nowego. Polski bank centralny odnotował ujemny wynik finansowy także w trzech poprzednich latach. Strata za 2024 roku wyniosła ponad 13,3 mld złotych. Wynik roku 2023 zamknął się 20,8 miliardami złotych pod kreską i był to jak dotąd nominalny rekord. Zaś w 2022 roku NBP zaksięgował -16,9 mld zł wyniku netto.
Trzeba jednak przyznać, że sto miliardów złotych robi wrażenie nawet na tle całkiem pokaźnych strat z lat poprzednich. - Skazujemy jednocześnie, że NBP poniósł stratę za 2024 r. oraz wysoce prawdopodobny jest ujemny wynik finansowy NBP w 2025 r. Nie można również wykluczyć straty NBP w kolejnych latach, w sytuacji, gdy utrzymają się obecnie dominujące tendencje aprecjacyjne kursu złotego do walut obcych – wyjaśnił Narodowy Bank Polski.
Skąd się wzięły straty NBP?
Oficjalne sprawozdanie finansowe narodowego Banku Polskiego najprawdopodobniej poznamy dopiero pod koniec kwietnia. Tak przynajmniej było w poprzednich latach. I do tego momentu wszelkie dywagacje na temat wielkości i przyczyn osiągnięcia takiego, a nie innego wyniku finansowego NBP będą jedynie czystą spekulacją

To powiedziawszy, można jednak z dużym prawdopodobieństwem znaleźć głównych „winowajców” takiego stanu rzeczy. A są nimi: 1) postępujące umocnienie złotego, 2) osłabienie dolara amerykańskiego, 3) spadek (lub w najlepszym razie stagnacja) cen długoterminowych obligacji skarbowych rządów USA i Niemiec.
Pod kątem czysto księgowym bank centralny można porównać do funduszu dłużnego. Z tą tylko różnicą, że „jednostkami uczestnictwa” w tym funduszu są monety i banknoty emitowane przez NBP i będące „prawnym środkiem płatniczym w Polsce”. Ale po stronie aktywów w bilansie figurują głównie obligacje skarbowe rządów USA, strefy euro, Wielkiej Brytanii czy Australii. W przypadku NBP dochodzi do tego pokaźna ilość złota, które na koniec 2025 roku stanowiło 28,2% ogółu rezerw walutowych Polski (wobec 18% w styczniu ’25). Złoto wyceniane było na 76,5 mld USD, czyli 275,6 mld zł.
Oprócz tego w skład oficjalnych aktywów rezerwowych wchodziły przede wszystkim zagraniczne papiery wartościowe, wyceniane pod koniec roku na 168,7 mld USD. Czyli 674,4 mld zł. W ujęciu złotowym było to o 58,3 mld zł mniej niż rok wcześniej. Ta zmiana wyceny wynikała przede wszystkim z umocnienia złotego i globalnego osłabienia dolara. Przypomnijmy, że w 2025 roku kurs USD/PLN spadł o 13,1%, co rzutowało na niższą wycenę zagranicznych aktywów NBP wyrażonych w polskich złotych (a to przecież w PLN sporządza się bilans oraz rachunek wyników).
NBP zwyczajowo przypomina, że generowanie zysku nie jest jego celem. To raczej efekt poboczny działalności banku centralnego, który zarabia na emitowaniu pieniądza po koszcie papieru i farby drukarskiej. Tym bardziej, że w przypadku instytucji monetarnej kategoria „wynik netto” to zapis stricte księgowy i niemający wiele wspólnego z faktycznymi przepływami pieniężnymi. Nic by się też nie stało, gdyby bank centralny na papierze stracił tyle pieniędzy, że jego kapitały własne spadłyby poniżej zera. Były to jedynie problem wizerunkowy i przyczynek do mniej lub bardziej śmiesznych memów.
Niemniej jednak szacunek opiewający na blisko 100 mld zł straty to trochę dużo. Tutaj dochodzimy do drugiego rodzaju podstawowej działalności NBP – czyli do prowadzenia polityki pieniężnej. Wprawdzie to Rada Polityki Pieniężnej (czyli organ NBP) ustala stopy procentowe, ale to Bank wymusza na rynku ich stosowanie. A robi to poprzez operacje otwartego rynku, „zdejmując” z systemu bankowego nadmiar płynności. Mówiąc po polsku: banki komercyjne lokują w NBP gotówkę, otrzymując za nią odsetki w wysokości odpowiedniej stopy procentowej NBP. Owe odsetki są dla banku centralnego kosztem działalności. W 2024 roku NBP odnotował koszty odsetkowe na poziomie prawie 29,5 mld zł. W zeszłym roku powinny być one nieco niższe, bo też w dół poszły stopy procentowe w samym banku centralnym.
Cała reszta w postaci kosztów wynagrodzeń (prawie 874 mln zł w 2024 roku), kosztów administracyjnych (428 mln zł w 2024 r.), amortyzacji (90 mln zł) czy kosztów emisji monet i banknotów (386 ml zł) to drobnostka. Zapamiętajmy, że na wynik finansowy banku centralnego wpływ mają przede wszystkim księgowa zmiana wycen posiadanych aktywów (głównie obligacji skarbowych i złota) oraz koszty prowadzenia operacji otwartego rynku.
Co oznacza strata w banku centralnym?
Odpowiadając krótko: prawie nic. Przynajmniej w sensie ekonomicznym. Jedyną różnicą pomiędzy odnotowaniem straty i zysku jest tylko to, że w przypadku tej pierwszej Ministerstwo Finansów nie otrzyma wypłaty z zysku NBP. Zgodnie z ustawą o NBP, jeżeli bank centralny wypracuje zysk, to 95% tej kwoty przekazywane jest do budżetu państwa. Przed rokiem 2022 bywały to kwoty całkiem miłe dla oka. Przez lata kolejni ministrowie finansów mogli liczyć na kilka miliardów złotych finansowego zastrzyku z NBP. Od roku 2023 muszą się obchodzić bez tej „renty senioralnej”.
Raz jeszcze powtórzymy przy tym, że zarówno straty, jak i zyski są w znacznej mierze wynikami operacji księgowych i nie przekładają się na strumienie generowanej gotówki. Zresztą tę ostatnią bankierzy centralni wytwarzają sami, po kosztach druku i papieru. To właśnie monopol na emisję pieniądza gotówkowego (tj. monet i banknotów) jest głównym źródłem faktycznych zysków banków centralnych.
- Osiąganie dodatniego wyniku finansowego nie jest celem banku centralnego, w tym NBP. Wynik finansowy NBP zależy w dominującym stopniu od kursów walut obcych i kosztów walki z inflacją. Im silniejszy złoty, tym gorszy wynik finansowy NBP, a im wyższe stopy procentowe, tym wyższe koszty walki z inflacją – tak dwa lata temu oficjalnie informował Narodowy Bank Polski.
Zaznaczmy też, że dokładnie z tych samych powodów co NBP w ostatnich latach gigantyczne straty raportowały także inne duże banki centralne świata. W 2023 roku Szwajcarski Bank Narodowy zanotował 3,2 mld CHF straty netto – wynika ze wstępnych szacunków SNB przedstawionych 4 marca. Niemiecki Bundesbank oficjalnie poinformował, że jego strata sięgnęła 21,6 mld euro. Oficjalny wynik finansowy amerykańskiej Rezerwy Federalnej w 2023 roku zamknął się w stracie 114,3 mld dolarów. Rok później Fed zanotował 77,6 mld USD straty netto. I z tego powodu amerykański Departament Skarbu nie otrzymał ani centa z Rezerwy Federalnej.
Konflikt na Świętokrzyskiej
Czwarty z rzędu rok zakończony formalną stratą to jedno, ale jej szacowana wysokość to drugie. - Wskazanie szerszych niż obecnie istniejące możliwości pokrywania przez NBP strat bilansowych, które na koniec 2024 r. przekroczyły już 60 mld złotych, a na koniec 2025 r. prawdopodobnie zbliżą się do 100 mld złotych, jest sprawą niezwykle pilną i ważną – napisał prezes NBP.
Ustawa o rachunkowości dotyczy tu NBP tak samo, jak każdego innego banku czy przedsiębiorstwa finansowego. Jeśli pojawiła się strata, to ewentualne przyszłe zyski trzeba będzie przeznaczyć na jej pokrycie. A to może oznaczać, że minister finansów może na długo zapomnieć o przelewach z NBP. Chyba żeby doszło do gwałtownego osłabienia złotego, co wykreowałoby księgowe zyski NBP. Ale tego chyba nikt – włącznie z ministrem finansów - by nie chciał.
Albo gdyby ceny złota nadal szły w górę i przeważyły nad spadkiem wycen „papierowych” aktywów rezerwowych. Wtedy może się okazać, że NBP będzie musiał przelać do budżetu państwa grube miliardy… których wszakże nie zarobił! Cały czas mówimy przecież o niezrealizowanych stratach i zyskach na instrumentach finansowych składających się na aktywa rezerwowe Polski. Warto o tym wszystkim pamiętać, gdy za kilka tygodni czy miesięcy rozpocznie się kolejny odcinek medialno-politycznej burzy wokół „gigantycznej straty NBP”. Natomiast w swej istocie jest ona przedłużeniem naturalnego i wpisanego w konstytucyjne ramy sporu pomiędzy NBP a Ministerstwem Finansów – czyli instytucjami położnymi na przeciwległych stronach ulicy Świętokrzyskiej.






























































