Do 17 września do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych wpłynęło ponad 50 skarg oraz sygnałów związanych z wyciekiem informacji z portalu MyDr – ustalił „Dziennik Gazeta Prawna”. Z kolei ponad 2 tys. skarg wpłynęło od administratorów danych - pisze we wtorek gazeta.


Osoby, których dane wyciekły, wysyłają do przychodni przedsądowe wezwania do zapłaty odszkodowania. Takie pisma trafiają również do Centrum Doradczego Prawa Medycznego, które reprezentuje 52 placówki medyczne współpracujące z MyDr - informuje „DGP”.
Pytane przez gazetę biuro prasowe MyDr zapewnia, że „każda placówka medyczna ma wgląd – za pośrednictwem dedykowanego narzędzia w systemie MyDr – do listy osób objętych incydentem i jest proszona o zweryfikowanie, które konkretnie kategorie danych dotyczą jej pacjentów, co jest kluczowe dla dokonania przez placówkę – jako administratora danych – własnej oceny sytuacji”.
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Piotr Pistuła w rozmowie z „DGP” potwierdza, że NIL otrzymuje od lekarzy informacje o udostępnianiu przez MyDr listy pacjentów, których dane były objęte wyciekiem. MyDr umożliwił także korzystanie z narzędzia, które ma pozwolić podmiotom medycznym na wysłanie informacji o naruszeniu bezpieczeństwa danych za pomocą SMS-ów lub e-maili.
Małgorzata Pragłowska z biura prasowego MyDr informuje „DGP”, że placówki objęte wyciekiem danych otrzymują m.in. powiadomienie opisujące incydent oraz kategorie danych, które zostały nim dotknięte. - Wśród danych mogły znaleźć się: imię, nazwisko, adres zamieszkania, dane kontaktowe, numer PESEL, dane dotyczące zdrowia, ubezpieczenia społecznego oraz (jeśli zostały podane) informacje dotyczące pracodawcy lub inne dane identyfikacyjne – doprecyzowuje. (PAP)

mbed/ sp/






























































