Funkcjonariusze KAS pojawili się na dożynkach w kilku małopolskich miejscowościach, aby sprawdzić, czy handlujący rejestrują transakcje na kasach fiskalnych. W efekcie posypały się mandaty dla sprzedawców oraz przedstawicielek kół gospodyń wiejskich. Samorządowcy mieli obawy, że ryzyko kar fiskalnych może zniechęcić mieszkańców do społecznej aktywności w tego typu lokalnych imprezach. I tak też się stało.


Krajowa Administracja Skarbowa postanowiła przeprowadzić nalot na dożynki w małopolskich miejscowościach. Jej funkcjonariusze pojawili się m.in. na święcie plonów gminy Wolbrom w Porębie Górnej, podczas wspólnych dożynek diecezji sosnowieckiej i gminy Jerzmanowice-Przeginia w Przegini oraz na dożynkach powiatu miechowskiego w Bukowskiej Woli – opisał Dziennik Polski. Cel wizyt: sprawdzenie, czy sprzedaż jest prawidłowo ewidencjonowana na kasach fiskalnych.
Żniwa kontrolerów na dożynkach
Efekt? Jak się okazało, nie wszyscy handlujący zadbali o prawidłową rejestrację sprzedaży. W Przegini kontrolerzy celno-skarbowi ukarali trzy osoby: za nieprawidłowe prowadzenie ewidencji sprzedaży jeden z handlujących otrzymał mandat w wysokości 600 zł, za nierejestrowanie sprzedaży na kasie fiskalnej – 1000 zł, natomiast kara za brak nadzoru nad prawidłowym ewidencjonowaniem wyniosła 1500 zł.
ReklamaZobacz także
Jeszcze większe żniwa kontrolujący mieli podczas dożynek powiatu miechowskiego w Bukowskiej Woli. Wystawili tu mandaty na łączną kwotę 7500 zł, z czego najwyższy wyniósł 3000 zł. Jak ustalił Dziennik Polski, kary otrzymali m.in. właściciel winnicy, osoba obsługująca wesołe miasteczko oraz przedstawicielki kół gospodyń wiejskich.
To może osłabić zaangażowanie gospodyń
Gospodynie dawały sobie sprawę z popełnionego błędu i chciały uregulować mandat. Wójt Racławic Janusz Kozioł stwierdził, że panie pojechały na dożynki nie po to, aby zarabiać, tylko żeby reprezentować gminę, dlatego koszt ich mandatu weźmie na siebie. Zapłacił go ze swoją zastępczynią z prywatnych środków. Dodał jednak, że sytuacja może zniechęcić członkinie kół do angażowania się w podobne wydarzenia w przyszłości – czytamy w Dzienniku Polskim.

Tak też się stało. Już tydzień po dożynkach w Bukowskiej Woli podczas kolejnego wydarzenia pojawiły się trudności z namówieniem kół gospodyń do przygotowania stoisk. Przyczyną miały być obawy przed kolejnymi kontrolami. Gospodynie z niektórych kół zastanawiały się, czy warto poświęcać czas na przygotowywanie przekąsek, ciast i społeczną pomoc przy organizacji dożynek, skoro to zaangażowanie może przynieść kontrolę i mandaty.
Uderzenie w "serce polskiej tradycji”
Wójt gminy Jerzmanowice-Przeginia Tomasz Gwizdała podkreślił, że przez lata swojej działalności nie spotkał się wcześniej z kontrolą prowadzoną podczas dożynek. Nazwał tę sytuację precedensem, który „uderza w samo serce polskiej tradycji”. Podkreślił, że skutki kontroli mogą być znacznie szersze niż wartość wystawionych mandatów. Ich konsekwencją może być osłabienie gotowości mieszkańców do społecznego angażowania się w tego typu wydarzenia.
Urzędnicy: priorytetem przestrzeganie prawa
KAS podkreśla, że przeprowadzone kontrole nie były rodzajem represji wobec rolników, strażaków czy kół gospodyń wiejskich. Wynikały z analizy ryzyka i napływających sygnałów o możliwych nieprawidłowościach. Urzędnicy zwracają uwagę, że nie było tu prowokacji ani tworzenia sztucznych sytuacji mających wykazać złamanie przepisów.
Skarbówka przyznaje, że ma świadomość, że działalność kół gospodyń czy rolników często ma charakter społeczny i charytatywny, jednak jednocześnie zaznacza, że nie zwalnia to sprzedających osób z przestrzegania prawa podatkowego.

































































