W wyścigu środkowoeuropejskich banków centralnych Węgrzy znów wyprzedzają Polaków. Na czele pozostają Czesi.


Narodowy Bank Węgier podniósł stopę referencyjną o 100 pb., do 4,4 proc. - najwyższego poziomu od czerwca 2013 r. Skala podwyżki okazała się wyższa od oczekiwań analityków - konsensus rynkowy zakładał wzrost o 75 pb., czyli tyle, o ile na ostatnich posiedzeniach podnosili stopy Polacy i Czesi.
Jeszcze w czerwcu stopa referencyjna wynosiła nad Balatonem 0,6 proc. Od tamtej pory Węgrzy podnieśli "cenę pieniądza" o 380 pb., mocniej niż Polacy, którzy rozpoczęli cykl zacieśnienia polityki pieniężnej dopiero w październiku, podwyższając dotychczas stopy o 340 pb. Najbardziej zdecydowanie działa bank centralny Czech - po wzroście o 425 pb. od połowy ubiegłego roku stawka referencyjna wynosi obecnie za naszą południową granicą 4,5 proc. A warto podkreślić, że ostatnie posiedzenie decyzyjne czeskich władz monetarnych odbyło się jeszcze na początku lutego.
W ostatnich miesiącach węgierski bank centralny częściej manipulował tygodniową stopą depozytową, windując ją do poziomu 5,85 proc. W planach jest zbliżenie obu stawek. Przed dwoma tygodniami Węgrzy podnieśli także stopę oprocentowania kredytu lombardowego o 100 pb., do 6,4 proc.
Bardziej stanowcze od oczekiwań rynku zacieśnienie polityki pieniężnej powinno też wspierać forinta, który - podobnie jak inne waluty regionu - wyraźnie się osłabił w efekcie agresji Rosji na Ukrainę, ale w ostatnich dwóch tygodniach odzyskał część strat. Kurs EUR/HUF wzrósł w ostatnim miesiącu o ponad 4 proc., podczas gdy EUR/PLN poszedł w górę o 3 proc., a EUR/CZK - o niecały procent.
Węgrzy - podobnie jak mieszkańcy innych krajów regionu - zmagają się z wysoką inflacją. W lutym tempo wzrostu cen konsumpcyjnych przyspieszyło do 8,3 proc. w skali roku wobec 7,9 proc. w styczniu. Za podniesieniem "ceny pieniądza" przemawiają również galopujące ceny mieszkań, które według danych Eurostatu podwoiły się od 2015 r., rosnąc najszybciej w regionie.
Podwyżki stóp procentowych jeszcze nie zdążyły przyhamować wzrostów cen (zgodnie z podręcznikiem dzieje się to po co najmniej roku), a ponadto realna stopa procentowa (czyli uwzględniająca bieżącą lub oczekiwaną inflację) pozostaje ujemna.
Wysoka inflacja i rosnące stopy proc. są szczególnie newralgicznymi kwestiami w przeddzień wyborów parlamentarnych na Węgrzech, które mają się odbyć na początku kwietnia. Viktor Orban walczy o utrzymanie władzy, z jednej strony zamrażając ceny podstawowych produktów - paliw, mleka, cukru czy piersi z kurczaka - a z drugiej strony stara się ograniczyć negatywne skutki rosnących cen dla społeczeństwa, podnosząc świadczenia socjalne, wynagrodzenia w sektorze publicznym czy tnąc podatki.
Ponadto władze zamroziły stopy kredytów hipotecznych na poziomach z października. Rozwiązanie ma obowiązywać do połowy roku. Na zmiennej stopie procentowej opartych jest ok. jedna trzecia kredytów - informował PAP. Z wyliczeń Ministerstwa Finansów wynika, że dzięki temu w kieszeniach kredytobiorców zostanie 30 mld forintów (ok. 400 mln zł). Tym niemniej kredyty hipoteczne nad Balatonem nadal należą zapewne do najdroższych w Europie.
Powyższe działania mają proinflacyjny charakter, ale na krótką metę przynoszą finansową ulgę wielu wyborcom.
W 2020 r. sektor instytucji rządowych i samorządowych zanotował deficyt w wysokości 8,1 proc. PKB, rok później - zapewne ponad 7 proc. PKB, a w tym roku ma być w okolicach 6 proc. PKB pod kreską.




























































