Globalne fundusze private equity konsekwentnie wycofują się z inwestycji na chińskim rynku. Największe światowe firmy wykupujące, w tym tacy giganci jak Blackstone, KKR czy Warburg Pincus, w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku nie sfinalizowały ani jednej publicznie ujawnionej transakcji w Chinach - czytamy w "Financial Times".


Zjawisko to wpisuje się w obserwowaną od kilku lat zapaść - w 2024 roku odnotowano zaledwie dwie takie inwestycje, a rok później trzy. Dla porównania jeszcze na początku dekady ten sam segment rynku generował kilkanaście kontraktów rocznie.
U podstaw tego zjawiska leży zaostrzająca się polityka Pekinu, który systematycznie zwiększa kontrolę nad zagranicznym kapitałem. Sektory technologiczne, ze szczególnym uwzględnieniem sztucznej inteligencji oraz produkcji półprzewodników, stały się obszarami podwyższonego ryzyka.
Inwestorzy obawiają się bezpośrednich interwencji chińskich władz
Przykładem takich działań z ostatnich miesięcy było chociażby zablokowanie przez Pekin wartego 2 miliardy dolarów przejęcia przez koncern Meta startupu AI Manus czy opóźnienie sprzedaży międzynarodowych portów morskich (m.in. przy Kanale Panamskim) amerykańskiemu funduszowi BlackRock.
W rezultacie Zachód został zmuszony do rewizji swoich strategii. Geopolityka, która dotychczas stanowiła bardziej tło dla analiz sprawozdań finansowych, wysunęła się na pierwszy plan przy ocenie ryzyka inwestycyjnego.

W efekcie globalny strumień pieniędzy płynie na bezpieczniejsze rynki Azji i Pacyfiku. Głównymi beneficjentami odpływu kapitału z Chin stały się Indie, Japonia oraz Australia.
Być może długofalowa poprawa stosunków amerykańsko-chińskich skłoni inwestorów do powrotu do Chin na dawna skalę.
"Nastroje zmieniły się na lepsze" - powiedział dyrektor zachodniego funduszu private equity. "Istnieje swego rodzaju stabilne napięcie między USA a Chinami, które stanowiło znacznie bardziej produktywne tło dla tego typu dyskusji".
oprac. WM






























































