Majowe wyniki sprzedaży obligacji oszczędnościowych Skarbu Państwa okazały się najgorsze od 1,5 roku. Przyczyna jest jasna: ogłoszona w ubiegłym miesiącu nowa, bardziej atrakcyjna oferta dostępna była dopiero od czerwca. Dlatego ważniejsze niż to, ile Polacy kupili rządowych papierów detalicznych, jest to, ile ich sprzedali, robiąc miejsce w portfelu na "obligacje Morawieckiego".


W maju Ministerstwo Finansów pozyskało ze sprzedaży obligacji oszczędnościowych tylko 2,35 mld zł - najmniej od listopada 2020 r. Tak wyraźnego spadku nie widać za to w liczbie kupujących - w maju w rządowy dług detaliczny zainwestowało blisko 37 tys. osób, co jest czwartym najwyższym wynikiem w historii.
Wartość sprzedaży była niewielka, pomimo że resort znacząco podniósł oprocentowanie większości papierów w porównaniu do kwietnia. Większości, ale nie wszystkich - bez zmian pozostały warunki obligacji trzymiesięcznych, odpowiadających jeszcze w zeszłym roku za gros sprzedaży. Obietnica zwrotu w wysokości 3 zł na każde zainwestowane 1000 zł okazała się niewystarczająca, by podtrzymać strategię polegającą na przeznaczaniu pieniędzy odzyskanych z MF z wykupu zapadającej serii na zakup nowej serii obligacji. Oszczędzający wydali na papiery trzymiesięczne niespełna 500 mln zł, podczas gdy w rekordowym lutym było to niemal 2,5 mld zł.
Zobacz także
Podobnego spadku zainteresowania nie widać w danych o sprzedaży obligacji indeksowanych inflacją. Blisko 1,2 mld zł pozyskane z emisji "czterolatek" jest wynikiem zbliżonym do notowanego w ostatnich miesiącach, z kolei ponad 460 mln zł ulokowanych w "dziesięciolatkach" to drugi najwyższy rezultat ostatnich dwóch lat.
Kluczowe jest jednak nie to, ile oszczędzający wydali na zakup rządowego długu detalicznego, ale ile papierów sprzedali, robiąc miejsce w portfelu na bardziej atrakcyjne obligacje emitowane w czerwcu.
Jeszcze w pierwszej połowie maja premier Morawiecki zapowiedział wprowadzenie do sprzedaży od czerwca zupełnie nowego rodzaju papierów: rocznych i dwuletnich obligacji oszczędnościowych, których oprocentowanie jest oparte o stopę referencyjną NBP. Z kolei 25 maja resort finansów podał szczegóły dot. nowości, a ponadto poinformował o znaczącej podwyżce oprocentowania pozostałych typów obligacji detalicznych.
Zapowiedź istotnej poprawy oferty zapewne skłoniła inwestorów nie tylko do ograniczenia zakupów w maju, ale i przedterminowego wykupu niedawno nabytych instrumentów. Obligacje detaliczne można bowiem sprzedać ministerstwu, zanim nadejdzie termin ich wykupu. Nabywca odzyskuje całą zainwestowaną kwotę, lecz traci przynajmniej część (a czasami całość) narosłych odsetek. W sytuacji, gdy nowe obligacje są znacząco wyżej oprocentowane, warto przemyśleć taki krok.
W ostatnich miesiącach decyduje się na niego coraz więcej inwestorów, co widać, gdy porównamy dane o sprzedaży obligacji oszczędnościowych z danymi o zmianie zadłużenia Skarbu Państwa z tytułu tych papierów. Różnica pogłębia się wraz z rosnącą liczbą papierów zapadających w terminie oraz przedstawianych do wcześniejszego wykupu. W marcu inwestorzy wydali na zakup tych instrumentów 3,24 mld zł, tymczasem kwota ulokowana w tych papierach wzrosła zaledwie o niespełna 350 mln zł.
W tym miesiącu zapewne padnie rekord sprzedaży obligacji detalicznych ustanowiony w kwietniu 2020 r. wynoszący 5,43 mld zł. Jak donosił Michał Sadrak z obligacje.pl, tylko w pierwszym tygodniu czerwca w KDPW zarejestrowano papiery za ponad 4,1 mld zł, z czego ponad 40 proc. stanowiły nowe obligacje roczne. Widząc potężne zainteresowanie Polaków, Ministerstwo Finansów zdecydowało się zwiększyć emisję tych papierów z pierwotnie ogłoszonych 3 do 7 mld zł. O ile resort już za miesiąc odnotuje historyczny wynik, to dopiero za ponad 2 miesiące przekonamy się, jak mocno wzrosło zaangażowanie Polaków w obligacje detaliczne. Czy "obligacje Morawieckiego" okażą się popularniejsze od coraz atrakcyjniejszych lokat? Czy ściągną z rynku tyle pieniędzy, by osłabić presję inflacyjną?





























































