Umowy śmieciowe są zmorą nie tylko polskich pracowników. Ponad milion pracowników zatrudnionych w Wielkiej Brytanii pracuje na kontraktach zerowych, czyli brytyjskich "śmieciówkach" - wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego wśród pracodawców. To cztery razy więcej niż podawały dotychczasowe statystyki rządowe.
| Czym są kontrakty zerowe? | |
| Kontrakty zerowe ("zero-hours contracts") są elastyczną formą zatrudnienia, w której pracownicy muszą być stale gotowi na wezwanie pracodawcy, ale nie mają zagwarantowanej stałej liczby godzin pracy. Pracownikom zwykle nie przysługuje wynagrodzenie za urlop ani chorobowe. Nie otrzymują także odprawy i innych świadczeń w razie zwolnienia. Jeżeli chcą się zatrudnić w innym przedsiębiorstwie, muszą otrzymać zgodę pracodawcy. |
Kwestia kontraktów zerowych poruszyła brytyjską opinię publiczną w zeszłym tygodniu, gdy okazało się, że blisko 90% pracowników znanej sieci odzieżowej Sports Direct pracuje na takich właśnie warunkach. W 2012 roku firma osiągnęła rekordowe zyski i zdecydowała się na wypłatę bonusów pełnoetatowym pracownikom. Około dwóch tysięcy pracowników otrzyma premie sięgające nawet stu tysięcy funtów, reszta pozostanie z niczym. Również inne znane brytyjskie firmy wykorzystują "umowy śmieciowe" - sieci kin Cineworld i pubów JD Wetherspoon zatrudniają 80% pracowników na kontrakty zerowe. Szczególne kontrowersje wzbudził fakt, że umowy takie stosuje się także w Pałacu Buckingham (350 osób) i Izbie Gmin (150 osób).
Kontrakty zerowe - dobre czy złe?
Vince Cable, brytyjski minister ds. biznesu zarządził przegląd przepisów regulujących kontrakty zerowe. Przyznał także, że o ile elastyczność siły roboczej jest istotna, to równie ważne jest, by pracownicy byli traktowani uczciwie. Wicepremier Nick Clegg, lider Liberalnych Demokratów stwierdził, że jest zaniepokojony sprzecznymi informacjami na temat skali zjawiska. Podkreślił jednak, że wysoka elastyczność rynku pracy pozwoliła Wielkiej Brytanii uniknąć wzrostu bezrobocia, który miał miejsce w innych krajach rozwiniętych.
Przedstawiciele lewicy bardzo negatywnie oceniają wzrost liczby "śmieciówek". Dave Prentis, sekretarz generalny Unison - drugiego największego brytyjskiego związku zawodowego - powiedział: - Przytłaczająca większość pracowników pozostaje na tych kontraktach tylko dlatego, że nie mają wyboru. To niezwykle stresujące, gdy z tygodnia na tydzień nie wiesz, ile będziesz miał pieniędzy na żywność czy rachunki. Chuka Umunna, pełniący rolę ministra ds. biznesu w laburzystowskim gabinecie cieni, stwierdził: - Pracodawcy są zadowoleni z elastyczności, jaką gwarantują kontrakty, ale skutkują one brakiem stabilności i wzrastaniem niepewności pracowników, podkopują również ich życie rodzinne.
Zwolennicy elastycznych form zatrudnienia podkreślają zalety kontraktów zerowych. Dzięki nim pracodawcy nie muszą zwalniać pracowników w przypadku pogorszenia koniunktury, a wchodzący na rynek pracy młodzi ludzie mają większe szanse na znalezienie zatrudnienia.
Milion pracowników na "śmieciówce"
Według badania CIPD, organizacji zajmującej się brytyjskim rynkiem pracy, takie umowy obowiązują 3-4% pracowników, czyli milion osób. Szacuje się, że co siódmy z nich nie ma wystarczającej ilości środków na realizację podstawowych potrzeb. Dane nie są zgodne z przedstawionymi przez brytyjski urząd statystyczny, który ocenia skalę zjawiska na znacznie niższą - według ONS tylko 250 tysięcy osób jest zatrudnionych na kontrakcie zerowym. Media, związki zawodowe i politycy uważają tę liczbę na znacząco niedoszacowaną.
Sondaż CIPD pokazuje, że co piąta firma skorzystała z możliwości zatrudnienia pracownika na "umowie śmieciowej". Praktyka jest najbardziej powszechna w branży hotelarskiej, gdzie blisko połowa pracodawców zdecydowała się na takie rozwiązanie. W sektorze edukacji było to 35%, a w opiece zdrowotnej 27%. Co ciekawe, jedynie w 17% prywatnych przedsiębiorstw zatrudniano na kontrakcie zerowym - w organizacjach pozarządowych odsetek wyniósł już dwukrotnie więcej, a w sektorze publicznym 24%.
Skala zjawiska może niepokoić, ale wyniki badania CIPD wydają się pozytywne - jedynie co siódmy pracownik narzeka na niesatysfakcjonującą liczbę godzin, a 38% pracuje przynajmniej 30 godzin tygodniowo i określa się mianem pracownika pełnoetatowego. Tylko co czwarty badany chciałby pracować więcej.
Ile jest umów śmieciowych w Polsce?
Kwestia "umów śmieciowych" wzbudza wielkie kontrowersje również w Polsce, ale strony sporu różnie definiują zjawisko. Szacuje się, że problem dotyczy około 800 tysięcy osób zatrudnionych na podstawie umowy o dzieło bądź umowy-zlecenia z 16,2 miliona pracujących Polaków. Związki zawodowe zaliczają do grupy "umów śmieciowych" także inne umowy zawarte na czas określony, nawet jeżeli są oskładkowane. A takich jest już, według danych resortu pracy, 3,4 miliona. Eurostat ocenia, że osoby zatrudnione tymczasowo stanowią nad Wisłą blisko 27% pracujących i jest to najwyższy odsetek w Unii Europejskiej.
Problem dotyczy przede wszystkim ludzi młodych - aż 65% osób poniżej trzydziestki jest zatrudnionych na czas określony. Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że ułatwia to niedoświadczonym osobom wejście na rynek pracy. Przeciwnicy argumentują, że pracujący na podstawie "umów śmieciowych" pozostają zależni od wsparcia rodziców - nie mogą zaciągnąć kredytu i nie mają poczucia stabilizacji, co przekłada się na odwlekanie decyzji o założeniu rodziny.
Maciej Kalwasiński
Bankier.pl

























































