Trzech tureckich biznesmenów z rodzinnego holdingu Boydak, prowadzącego interesy w sektorze energetycznym, finansowym i meblarskim, tymczasowo aresztowano w piątek w ramach śledztwa prowadzonego w następstwie nieudanego zamachu stanu w Turcji z 15 lipca.
Chodzi o Mustafę Boydaka, prezesa rodzinnej firmy Boydak Holding, który został aresztowany przez siły bezpieczeństwa w mieście Kayseri w środkowej Turcji. W tym samym czasie zatrzymano dwóch dyrektorów tej firmy - poinformowała turecka agencja państwowa Anatolia.
Sukru Boydaka i Halita Boydaka aresztowano w domu. Policja szukała dawnego prezesa grupy Haciego Boydaka, a także Ilyasa i Bekira Boydaków, na których również wydano nakazy aresztowania.
Wydano je w ramach śledztwa dotyczącego działalności gospodarczej w Turcji muzułmańskiego kaznodziei Fethullaha Gulenena. Ten mieszkający od lat w USA niegdysiejszy sprzymierzeniec, a obecnie wróg numer jeden prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, jest oskarżany przez władze w Ankarze o przygotowanie puczu.
W marcu br. agencja Dogan podała, że policja zatrzymała szefa i współzałożyciela koncernu Boydak, Memduha Boydaka, a także dwóch członków zarządu i jego prezesa pod zarzutem finansowania ruchu Gulena o nazwie Hizmet (Służba). Nie było to pierwsze zatrzymanie Memduha Boydaka; we wrześniu 2015 r. aresztowano go podczas operacji, która również była wymierzona w zwolenników Gulena.

Hizmet, który władze w Ankarze uznają za organizację terrorystyczną, promuje umiarkowany islam w wielu krajach. Ruch Gulena posiada ogromną sieć szkół, organizacji pozarządowych oraz firm i jest bardzo wpływowy w mediach, policji i sądownictwie. Według tureckich władz Gulen stoi na czele "równoległego państwa" i wprowadza swoich zwolenników na kluczowe stanowiska w instytucjach państwa, w tym w policji i sądownictwie.
Agencja AFP zwraca uwagę, że aresztowania Boydaków to najwidoczniej pierwsze zatrzymania w kręgach gospodarczych w ramach przeprowadzanych na masową skalę dokonują czystek w różnych instytucjach, w tym w wojsku, urzędach, edukacji i mediach. Jak podaje AFP, po nieudanym puczu zatrzymano już blisko 16 tys. osób.
Dochodzenia wobec urzędników
W Turcji wszczęto dochodzenia wobec 1300 pracowników ministerstwa pracy. Jak powiedział minister Suleyman Soylu, ma to związek z nieudanym wojskowym zamachem stanu sprzed dwóch tygodni.
Rzecznik prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana poinformował tymczasem, że szef sztabu generalnego Hulusi Akar pozostanie na swoim stanowisku. W trakcie puczu 15 lipca był on przez kilka godzin zakładnikiem puczystów.
Podczas nieudanego zamachu stanu przeprowadzonego 15 lipca zginęło co najmniej 270 osób. Po zamachu aresztowano przeszło 16 tysięcy osób, głównie wojskowych, urzędników i prawników. Z armii zwolniono 149 generałów i admirałów, 1099 oficerów i 436 żołnierzy niższych stopni. Pracę straciło też kilkadziesiąt tysięcy zatrudnionych w sektorze publicznym. Przedstawiciele władz twierdzą, że chcą oczyścić struktury państwa z osób związanych z przebywającym na emigracji muzułmańskim duchownym, Fethullahem Gulenem.
Erdogan odrzuca krytykę Zachodu dotyczącą czystek po zamachu
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oznajmił w piątek, że odrzuca krytykę Zachodu dotyczącą czystek po zamachu i masowych zatrzymań. Oświadczył, że kraje, które powinny chwalić Turcję za zdławienie puczu, "stają po stronie spiskowców".
Erdogan powiedział też, że liczba osób zatrzymanych wzrośnie, jeśli okaże się, że więcej osób popierało wojskowy zamach.
Wcześniej w piątek szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu powiedział, że Ankara źle odbiera reakcje Europy na czystki po zamachu i nie chce, by jej dawano "lekcję demokracji". Uznał też za "niefortunne" komentarze Waszyngtonu na temat zwolnień w tureckiej armii.
Cavusoglu odniósł się w ten sposób do uwag szefa wywiadu USA Jamesa Clappera oraz szefa centralnego dowództwa armii USA generała Josepha Votela, którzy powiedzieli w czwartek, że wielkie czystki w tureckich siłach zbrojnych utrudniają współpracę z Ameryką oraz wspólną walkę z Państwem Islamskim (IS).
Również w piątek premier Turcji Binali Yildirim poinformował, że zamknięta zostanie baza lotnicza Akinci położona w pobliżu Ankary, którą wojskowy wykorzystali do przypuszczenia ataku na cele w stolicy.
PAP/cyk/ kar/IAR/Reuters 29 07 14.07/Al Jazeera/Internet/Siekaj/to/





















