Riksbank zdecydował się na drugą z rzędu zdecydowaną podwyżkę stóp procentowych. Nie zmienia to faktu, że koszt kredytu w najstarszym banku centralnym świata wciąż pozostaje śmiesznie niski, zwłaszcza w zestawieniu z przeszło 10-procentową inflacją.


– Inflacja wciąż jest za wysoka. Wysoka inflacja podważa siłę nabywczą wielu ludzi i utrudnia zarówno przedsiębiorstwom, jak i gospodarstwom domowych planowanie swoich finansów. Aby obniżyć inflację i zabezpieczyć cel inflacyjny, zarząd zdecydował się podnieść stopy procentowe – czytamy w listopadowym komunikacie założonego w 1668 roku Banku Szwecji (Riksbank).
Oznacza to podwyżkę podstawowej stopy procentowej o 75 pb. do poziomu 2,50%. Choć to wartość wciąż niewiele wyższa od zera, to równocześnie tak „wysokich” kosztów kredytu Szwedzi nie doświadczyli na własnej skórze od grudnia 2008 roku. Przed wybuchem globalnego kryzysu finansowego w 2007 roku Riskbank ustawiał stopy procentowe w przedziale od 2 do 9% przy 2-procentowym celu inflacyjnym.
W latach 2015-20 Szwedzi stosowali ujemne stopy procentowe, by na koniec 2019 roku podnieść je do zera. W strefę dodatnich stóp wkroczyli dopiero w kwietniu, podnosząc stawkę o 25 pb. Druga podwyżka nastąpiła pod koniec czerwca i wyniosła 50 pb. Sensacją była za to stupunktowa podwyżka, na jaką Riksbank zdecydował się dwa miesiące temu.
Władze Riksbanku zapowiedziały kolejne podwyżki w najbliższych miesiącach, do poziomu „trochę poniżej 3%” na początku 2023 roku. Celem wyższych kosztów kredytu jest obniżenie nieakceptowalnie wysokiej inflacji cenowej i sprowadzenie jej z powrotem do 2-procentowego celu. Ponadto od początku przyszłego roku Szwedzi mają zamiar zrezygnować z zakupu papierów wartościowych i nie będą rolować zapadających obligacji, efektywnie zmniejszając podaż pieniądza.
Szwecja podobnie jak prawie wszystkie inne duże gospodarki świata zmaga się z niewidzianą od dekad bardzo wysoką inflacją. W październiku inflacja CPI sięgnęła tam 10,9% wobec 10,8% we wrześniu. To poziomy podobne do średniej w strefie euro i znacząco niższe niż w wielu innych krajach nadbałtyckich. Niemniej jednak są to w dalszym ciągu odczyty nieakceptowalnie wysokie w jakiejkolwiek rozwiniętej gospodarce rynkowej.
Krzysztof Kolany






























































