Mimo że w ujęciu nominalnym Szwajcaria ma najbardziej ujemną stopę procentową świata, to już po uwzględnieniu inflacji kraj Helwetów wypada w tej kategorii znacznie lepiej niż Polska.


W listopadzie inflacja CPI w Szwajcarii osiągnęła najwyższą wartość od dokładnie 13 lat. Tyle tylko, że był to odczyt na poziomie raptem… 1,5%. To znacznie mniej niż w strefie euro (4,9%), Stanach Zjednoczonych (6,2%) czy Wielkiej Brytanii (4,2%). Nie wspominając już o Polsce, gdzie wstępny odczyt inflacji CPI za listopad sięgnął aż 7,7%, co jest najwyższą wartością od grudnia 2000 roku.
Szwajcaria jest obok Japonii jedynym dużym krajem rozwiniętym, który w ostatnich miesiącach nie doświadczył zderzenia z szalejącą inflacją cenową. To w znacznej mierze efekt siły franka szwajcarskiego, który przez ostatnie miesiące prawie nie tracił do dolara amerykańskiego, gdy ten ostatni umacniał się wobec prawie wszystkich głównych walut świata.
Przeczytaj także
Utrzymywanie relatywnie niskiej inflacji stawia skrajnie ekspansywną politykę Szwajcarskiego Banku Narodowego w zupełnie innym świetle. Od dekady Helweci utrzymują główną stopę procentową w sferze niedodatniej. Zaś od grudnia 2015 roku docelowy trzymiesięczny Libor dla franka ustalony jest na poziomie -0,75%. To najgłębiej ujemna nominalna stopa procentowa na świecie.
W warunkach globalnie niskiej inflacji ujemne oprocentowanie franka miało na celu „odstraszanie” inwestorów przed lokowaniem kapitału w szwajcarskiej walucie. Wydaje się jednak, że ten mechanizm nie działa w świecie średniej i wysokiej inflacji. Jeszcze rok temu inwestor mógł ulokować pieniądze na 0% w dolarze amerykańskim tracącym wówczas w tempie 1,2% rocznie (tyle wynosiła inflacja CPI w listopadzie 2020). W przypadku franka inflacja wynosiła -0,7% przy stopie -0,75%.

W listopadzie 2021 roku realna stopa procentowa dla franka (oparta o historyczną inflację) wynosiła -2,22%. Oznacza to, że lokujący pieniądze we franku szwajcarskim muszą liczyć się z realną utratą ponad 2% rocznie. Wygląda to na kiepski biznes. Tyle tylko, że alternatywa na ogół prezentuje się jeszcze gorzej. Reala stopa procentowa w Polsce wynosi bowiem -6,0%. Tyle w skali roku tracą oszczędzający w polskim pieniądzu.
Jeśli sytuacja się w najbliższych miesiącach nie zmieni (tj. nie dojdzie do mocnego wzrostu stóp procentowych w Polsce lub wyraźnej obniżki inflacji CPI), to nawet abstrahując od ryzyka kraju (które przecież dla Polski jest znacznie wyższe niż dla Szwajcarii), oszczędzający prawdopodobnie lepiej wyjdzie na trzymaniu franka niż złotego. I właśnie to jest jednym z powodów, dla którego frank umacnia się wobec euro i złotego.
W ubiegłym tygodniu kurs franka do złotego osiągnął nowy rekord, wspinając się na wysokość 4,5220 zł. Więcej o kwestii CHF pisaliśmy w tekście zatytułowanym „Frank szwajcarski coraz droższy. Kluczowy poziom blisko”. Natomiast obszerną analizę przyczyn siły helweckiej waluty zamieściliśmy w artykule pod tytułem „Frank mocny jak prawie nigdy. Będą nowe szczyty?”
































































