Od miesięcy ekonomiści dywagują nad tym, o ile Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy procentowe. Ale tańszy kredyt i tak nie pomoże gospodarce. Pewne jest tylko to, że państwowe manipulacje ceną pieniądza zaszkodzą nam wszystkim.

Źródło: Thinkstock
Nadrzędnym celem Narodowego Banku Polskiego jest utrzymywanie stabilnej i względnie niskiej inflacji (2,5% +/- 1 pkt. proc.). To zadanie, z którego rozliczana jest każda Rada Polityki Pieniężnej - czyli kolegialne ciało sterujące stopami procentowymi.
| Artykuł trzeci Ustawy o Narodowym Banku Polskim jasno i wyraźnie stwierdza, że „podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen”. Bank centralny Rzeczypospolitej może wspierać politykę gospodarczą rządu (czytaj: wzrost PKB) tylko wtedy, gdy nie ogranicza to jego podstawowego celu, jakim jest trzymanie w ryzach inflacji. Oficjalnym celem NBP jest utrzymanie rocznego wzrostu cen mierzonego indeksem CPI na poziomie 2,5% +/-1 punkt procentowy. |
Jeśli inflacja mierzona wzrostem cen koszyka dóbr konsumpcyjnych (CPI) opracowywanym przez Główny Urząd Statystyczny mieści się w przedziale 1,5-3,5%, to jest ok. Jeśli inflacja CPI jest wyższa, to Rada nie wywiązała się ze swego obowiązku.
Inflacja CPI (czerwona linia), cel inflacyjny (niebieska) i górne dopuszczalne odchylenie od celu (czarna) linia. Dane w procentach.
Źródło: Bankier.pl
Kadencja obecnej Rady rozpoczęła się na początku 2010 roku. W pierwszych miesiącach jej funkcjonowania inflacja w Polsce szybko malała. Ponieważ jednak polityka pieniężna zazwyczaj przekłada się na realną gospodarkę z kilkumiesięcznym opóźnieniem, to tamten spadek inflacji trudno uznać za sukces obecnego składu RPP. Tylko przez 31% okresu urzędowania tej Rady inflacja mieściła się w "korytarzu" i była niższa niż 3,5%. Za to aż przez 83% kadencji wzrost cen przekraczał cel inflacyjny (2,5%).
Ewidentnym błędem 10 "mędrców" był brak jakiejkolwiek reakcji na gwałtowne przyspieszenie inflacji obserwowane od września 2010 roku. Brak podwyżek stóp procentowych przyczynił się do tego, że w 2011 roku wzrost cen sięgnął 5% i był najszybszy od przeszło dekady. Przez ten czas Rada z zupełnie niezrozumiałych powodów utrzymywała oprocentowanie kredytu w NBP na historycznie niskim poziomie 3,50%. Podwyżki, które nastąpiły dopiero w styczniu 11, nie dość, że były o blisko rok spóźnione, to jeszcze okazały się niewystarczające, aby stłumić presję inflacyjną.
Tańszy kredyt nie pomoże gospodarce
![]() | »Dlaczego nie warto jeszcze kupować mieszkania? |
Wśród większości ekonomistów pokutuje pogląd, że tańszy kredyt "napędzi gospodarkę". Jednakże w obecnej sytuacji nawet ekonomiści pracujący dla banków otwarcie przyznają, że obniżka stóp procentowych o jeden punkt procentowy niewiele da i podniesie dynamikę PKB co najwyżej o jeden punkt procentowy w ciągu czterech kwartałów. Gra nie jest więc warta świeczki i tylko z powodu spowolnienia gospodarczego nie warto obniżać stóp.
Nawet jeśli uwierzyć w zbawienny wpływ kredytu na koniunkturę gospodarczą, to w obecnych warunkach niższe oprocentowanie bankowych pożyczek raczej nie przełoży się na znaczący wzrost akcji kredytowej. Przedsiębiorcy widząc rosnące ryzyko biznesowe nie zaczną inwestować tylko dlatego, że bank zaoferuje im kredyt za 11%, a nie za 12%. Tak samo polscy konsumenci obawiający się utraty pracy i wzrostu kosztów życia nie będą masowo brać pożyczek tylko dlatego, że ich oprocentowanie spadnie o 1-2 pkt. proc.
Długofalowe koszty zaniżania stóp
Nie wiem, jaka stopa procentowa byłaby w tej chwili odpowiednia dla Polski. Nie wie tego także żaden z 10 członków Rady Polityki Pieniężnej. Ale stopa ta najprawdopodobniej jest wyższa niż obecne 4,25% ustalone przez NBP. Mam też wrażenie, że ani Rada, ani większość ekonomistów nie docenia skali negatywnych skutków zaniżania ceny pieniądza. Już nawet nie chodzi o podwyższoną inflację, pompowanie kolejnych baniek spekulacyjnych, czy obniżanie wartości złotego.
![]() | »Kurs franka to nie problem. Ważne są stopy |
Istnieje tylko jedno rozsądne rozwiązanie tego problemu: Rada Polityki Pieniężnej należy rozwiązać, a stopy procentowe powinny być ustalane na wolnym rynku. Na dłuższą metę tylko mechanizmy rynkowe są w stanie zapewnić równowagę pomiędzy oszczędnościami a konsumpcją. Nie zrobi tego ani KNF, ani NBP, choćby w ich władzach zasiadali najlepsi eksperci kierujący się najbardziej szlachetnymi pobudkami.
Nawet najmądrzejsi z mędrców zawsze będą popełniać więcej błędów niż rynek, który też przecież czasem się myli. Doświadczenia ostatnich lat uczą, że władze banków centralnych popełniają błędy praktycznie bez przerwy. Najwyższy czas z tym skończyć i uwolnić rynek krótkoterminowych stóp procentowych.
Krzysztof Kolany






























































