Jak najłatwiej uniknąć problemów z kredytem mieszkaniowym branym w obcej walucie? Wystarczy nie brać kredytu w walucie, w której nie osiągamy bieżącego dochodu.
Pozornie trywialna prawidłowość jest powtarzana od lat przez Bankier.pl. Niestety, przestrogi nie zdołały się przebić przez gąszcz reklam zachęcających do zaciągania kredytu walutowego w okresie mieszkaniowego boomu. Dlatego dzisiaj 700 tys. zadłużonych we franku gospodarstw domowych tak bardzo interesuje się przyszłością szwajcarskiej gospodarki.
Szwajcaria kwitnie
We wrześniu 2011 roku Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) ustalił minimalny kurs euro na poziomie 1,20 franka. Miało to zabezpieczyć gospodarkę przed zgubnym wpływem silnej waluty. Chociaż z długoterminowej perspektywy frank jest najmocniejszy w historii, to żadne obawy władz monetarnych się nie zmaterializowały.
Dzisiaj to kraje strefy euro przeżywają recesję. Natomiast szwajcarska gospodarka kwitnie na tle ponurego europejskiego krajobrazu. W trzecim kwartale 2012 roku helwecki produkt krajowy brutto wzrósł o 1,4 proc. rok do roku, podczas gdy gospodarka unii monetarnej skurczyła się o 0,6 proc. Mimo że frank jest drogi, to szwajcarski eksport wciąż notuje solidne wyniki.
Marne szanse na taniego franka
Stąd pojawia się pytanie, jak długo działania SNB będą jeszcze potrzebne. Koszty obrony przed umocnieniem franka są bardzo duże, gdyż wzrasta podaż pieniądza w szwajcarskim systemie bankowym. Wprawdzie niebezpieczeństwo wysokiej inflacji z tego tytułu jest obecnie niskie, ale nie można niczego wykluczyć w przyszłości. Tym bardziej, że szwajcarski rynek nieruchomości jest rozgrzany do czerwoności, co grozi rozlaniem kredytowego impulsu po gospodarce, a w rezultacie inflacją.
Zaniżanie kursu helweckiej waluty i zerowe stopy procentowe to najważniejsze źródła ryzyka, stąd odejście od tych rozwiązań lub stopniowe ich łagodzenie byłoby jak najbardziej wskazane. Zatem na nadejście inflacji SNB może odpowiedzieć zgodą na umocnienie franka lub podwyżką stóp procentowych. To ostatnie narzędzie rozwiązanie będzie bardzo dotkliwe.
Frankowicze w opałach
Niemal zerowe stopy procentowe fundowane przez SNB sprawiają, że Polacy zadłużeni we franku w praktyce spłacają tylko kapitał, natomiast odsetki mają nikłe znaczenie dla wysokości rat kredytu. Problemem jest jednak fakt, że trzymiesięczny Libor dla franka szwajcarskiego utrzymujący się na poziomie 0,03 proc. to sytuacja o wyjątkowym charakterze.
Trzymiesięczny Libor dla franka szwajcarskiego. Ostatnie 5 lat
Źródło: Bankier.pl
Tymczasem długoterminowa średnia Liboru dla franka wynosi niemal 3 proc., a przed wybuchem kryzysu Libor wynosił 2 proc. Dlatego odejście od kryzysowej polityki pieniężnej w Szwajcarii będzie oznaczało wzrost stóp procentowych, w tym trzymiesięcznego Liboru dla franka szwajcarskiego. Z tego powodu do raty kredytu trzeba będzie doliczyć odsetki, co znacząco powiększy obciążenie.
W przypadku kredytu na 100 tys. franków przy marży wynoszącej 3 proc. wzrost Liboru z dzisiejszego poziomu o 1 punkt procentowy oznacza wzrost odsetek o ponad 30 proc., a raty kredytowej o ponad 10 proc. To jednak nie koniec problemu, gdyż wyższe stopy powinny skutkować umocnieniem franka.
Zatem sam kurs helweckiej waluty nie powinien martwić frankowiczów. To wzrost stopy procentowej jest tym, czego powinni się bać najbardziej.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl

























































