Zawarcie porozumienia między UE a Kanadą ws. umowy o wolnym handlu jest coraz bliżej. Ostatnią przeszkodą zdają się być negocjacje z premierem Walonii (zdjęcie Paula Magnette i wyjaśnienie, dlaczego stał się kluczową osobą w kontekście CETA na ostatniej stronie). Tymczasem w ciągu tygodnia przez Europę przetoczyły się protesty. Jak zwykle przy tego typu manifestacjach nie obyło się bez zaskakujących rekwizytów i ciekawych przebrań.
Protesty nie ominęły Polski. Ulicami Warszawy przeszła demonstracja protestująca przeciwko CETA i TTIP (także w Europie często protestuje się jednocześnie przeciwko obydwu umowom). Poparły ją m.in. Kukiz'15, SLD czy Partia Razem.
Różnicę w poglądach politycznych dot. umowy CETA postanowiła podkreślić w swoim proteście kontrowersyjna Młodzież Wszechpolska. Manifestacja piętnująca polityków PiS, PO i Nowoczesnej odbyła się w Białymstoku.
Demonstracje przeciwko CETA odbyły się również m.in. w Krakowie, Olsztynie czy Nowym Sączu.
Ostatnio polską opinię publiczną poruszyła informacja o rozbieżnościach między angielską a polską wersją umową CETA. W wersji polskiej strony umowy powinny współpracować, by ograniczyć wpływ praktyk handlowych na regulatorów, a w angielskiej - odwrotnie.
Komisja Europejska już zapowiedziała, że polskie tłumaczenie zostanie poprawione.
Polski Sejm przyjął uchwałę ws. umowy handlowej z Kanadą na początku października. Uchwała Sejmu ma charakter wyłącznie intencyjny, ale Rada Ministrów traktuje ją jako podkładkę przed podjęciem decyzji.
Podpisanie umowy przewidziane jest podczas szczytu unijno-kanadyjskiego 27 października.
Protesty przetoczyły się przez całą Europę. Dotarły m.in. do Niemiec i Hiszpanii. Główne argumenty przeciwników CETA skupiają się wokół dwóch obaw: przed masowym napływem do Europy taniej i niezdrowej żywności produkcji kanadyjskiej oraz przed przyznaniem korporacjom międzynarodowym nadzwyczajnych przywilejów.
Szczególne emocje przeciwników CETA wzbudza zapis o rozstrzyganiu sporów na linii inwestor-państwo. Krytykom mechanizmu nie podoba się, że prywatne firmy mogą odwoływać się do arbitrażu zamiast do sądów krajowych w sytuacji, gdy uznają, że działania państwa naraziły je na straty.
CETA istnieje - została ukończona - w 2014 r., jej treść jest już nie do ruszenia, a państwom UE pozostają zachowania zero-jedynkowe. Można co najwyżej doprecyzować kwestię tymczasowego stosowania umowy w okresie między ratyfikowaniem jej przez PE oraz przez parlamenty krajowe.
Natomiast TTIP pozostaje otwarta, trwają trudne negocjacje i coraz więcej znaków po obu stronach oceanu wskazuje, że… nigdy nie zostanie sfinalizowana. W takim wypadku bardzo realne stałoby się korzystanie przez biznes amerykański z dobrodziejstw CETA dzięki kanadyjskim spółkom córkom.
Obecnie CETA wisi na włosku przez premiera Walonii Paula Magnetta. Choć rząd federalny Belgii poparł umowę, to bez zgody regionów i wspólnot językowych kraju nie może jej podpisać. Sprzeciw liczącej nieco ponad 3 mln mieszkańców francuskojęzycznej Walonii grozi fiaskiem CETA.
"Obecnie ta propozycja nie jest dla nas wystarczająca. Nastąpił pewien postęp, jeśli chodzi o kwestie rolne, ale jest on niedostateczny" - mówił wczoraj premier Walonii. W deklaracji znalazły się gwarancje, że wysokie, unijne standardy żywnościowe i środowisko nie zostaną obniżone po wejściu w życie umowy. Paul Magnette powiedział, że są też jeszcze inne zapisy, które wywołują obawy. "Jasno podkreślaliśmy, że mamy także duży problem z mechanizmem arbitrażowym, który może być nadużywany nie przez stron kanadyjską, ale przez międzynarodowe firmy, mające siedzibę w Kanadzie. Dlatego uznaliśmy, że najnowsze propozycje są niewystarczające" - dodał. Chodzi o międzynarodowy arbitraż w przypadku konfliktu na linii państwo-inwestor, który, według niektórych, daje zbyt dużą siłę wielkim korporacjom, umożliwiając im zbyt łatwe pozywanie unijnych krajów w przypadku problemów.
IAR/PAP/Dyskusja.biz/Bankier.pl


























































