Milenialsi nie zapraszają do domów

2020-05-18 07:20
publikacja
2020-05-18 07:20

Pokolenie milenialsów traktuje swoje mieszkanie jako świat intymny, zazdrośnie strzeżony. Osoby te - w odróżnieniu od pokolenia swoich rodziców czy dziadków - ze znajomymi wolą spotykać się w przestrzeni publicznej, gdzie każdy może czuć się jak u siebie - mówi PAP antropolog kultury prof. Wojciech Burszta.

/ fot. TIvanova / Shutterstock

W czasie pandemii mamy ograniczoną możliwość odwiedzania znajomych w domach, ale i spotykania się z nimi w przestrzeni publicznej. O różnice w podejściu do tego, czym jest dom i do zapraszania do niego gości PAP zapytała antropologa kultury prof. Wojciecha Bursztę z Uniwersytetu SWPS.

Naukowiec zwraca uwagę, że dla starszych pokoleń zapraszanie się do domów było czymś oczywistym. "Imieniny, święta, uroczystości rodzinne, odwiedziny w dni wolne od pracy... To wszystko były imprezy domowe" - wymienia.

Przypomina, że czasy PRL były czasami kultury niedoboru, stąd dom był wtedy niezwykle istotnym miejscem. "Knajp było wtedy znacznie mniej, a alkohol mógł się tam skończyć w każdej chwili. Tymczasem w domu, kiedy zapraszało się gości - był wszystkiego nadmiar, nie mogło niczego zabraknąć. Siedziało się do oporu, jadło i piło, nie oglądając się na zewnętrzny przaśny świat" - opowiada. Dodaje, że nie było też wtedy tak sporych różnic w tym, jak wyglądały mieszkania: umeblowanie nie zaskakiwało, wystrój wnętrz czy liczba sprzętów były przewidywalne, a dostępnych rozrywek było mniej. "Dospołeczność, otwarcie się na innych było wtedy oczywiste" - opowiada. I dodaje: "Tego świata już nie ma".

Jego zdaniem pokolenie milenialsów (to osoby urodzone w latach 80. i 90. XX wieku), które nie pamięta już tych czasów niedoboru, wyszło z domu. Te osoby chętniej niż ich rodzice spotykają się w knajpach, kawiarniach czy przestrzeni miast. "A dom to ich +macica+. To przestrzeń, do której niechętnie się zaprasza. To świat intymny, zazdrośnie strzeżony" - mówi.

Według naukowca w przestrzeni miejskiej pokolenie to czuje się o tyle dobrze, że "każdy może czuć się jak u siebie, a jednocześnie jest zwolniony z konieczności, aby się przejmować, czy wszystko dobrze wypadnie".

"Pokolenie milenialsów jest bardzo zróżnicowane, w większości jednak dysponuje małymi mieszkaniami. A jak ktoś ma kawalerkę czy pokój, to niekoniecznie jest to przestrzeń, którą chce się wypełniać jeszcze gośćmi" - mówi. Jak ocenia, to podejście może się zmieniać u osób, które dorobią się większych mieszkań, z których będą dumne. "Nie wykluczam, że wtedy wśród milenialsów modne stanie się prezentowanie swojego mieszkania, domu, pokazywanie swojego awansu społecznego. Tak dzieje się w społeczeństwach burżuazyjnych takich jak francuskie czy amerykańskie, gdzie dom jest istotnym wyznacznikiem statusu" - mówi.

Tymczasem przestrzeń miasta, kluby, parki czy bulwary, gdzie ludzie z młodszych pokoleń się spotykają, to miejsca gdzie każdy ma równy status. "Wszyscy czują się jednakowo - nie są do niczego zobligowani, niczego nie muszą pokazywać, niczego nie muszą się wstydzić" - opowiada.

Prof. Wojciech Burszta jest bardzo ciekaw, czy czasy pandemii zmienią coś we wzorcach zapraszania się do domów. "Myślę, że ograniczenia jeszcze trochę potrwają. Ale czy kiedy będziemy już żyć w miarę bezpiecznym świecie, będzie tendencja do tego, żeby częściej się odwiedzać?" - zastanawia się. Może wręcz ludzie - niezależnie, z którego pokolenia - będą spragnieni gości w swoim domu. "A kiedy już ich zaproszą, będą im mogli powiedzieć: 'patrz, tutaj spędziłem sam ze swoim psem te wszystkie miesiące izolacji. To był nasz wybieg w czasach pandemii'" - mówi prof. Burszta.

Antropolog ma nadzieję, że ten czas sprawi, że w młodszych pokoleniach kontakty z innymi się "udomowią". "A to udomowienie będzie wynikało z potrzeby bliższego kontaktu z większym gronem ludzi. Teraz zaś przecież żyjemy w świecie, kiedy taki kontakt jest kompletnie niemożliwy" - mówi naukowiec. (PAP)

autorka: Ludwika Tomala

lt/ ekr/

Źródło:PAP
Tematy

Firmy mogą zapłacić nawet 1 mln PLN kary

Komentarze (40)

dodaj komentarz
tysiak35
Mam taką rodzinę przyjdą najedzą się napiją trzeba po nich sprzątać a sami nie zaproszą i jeszcze unikają kontaktu , nie wiem gdzie mieszkają dlatego nie ma więcej zapraszania .
kuba_rzeszowiak
nie chcą by goście zepsuli bo jeszce 25 lat kredytu na karku... taka smutna prawda - czym tu się chwalić jakaś klitka w bloku gdzie słychać wszystko przez ściany, cena pół miliona jak za dom - nie zapraszają bo te mieszkania to porażka
fred_
Powod to pusta lodowka oraz koniecznosc pozniejszego sprzatania po gosciu.
iwonka50
"....Przypomina, że czasy PRL były czasami kultury niedoboru, stąd dom był wtedy niezwykle istotnym miejscem. "Knajp było wtedy znacznie mniej, a alkohol mógł się tam skończyć w każdej chwili. Tymczasem w domu, kiedy zapraszało się gości - był wszystkiego nadmiar...."
Kurczę, to zdecydujcie się,
"....Przypomina, że czasy PRL były czasami kultury niedoboru, stąd dom był wtedy niezwykle istotnym miejscem. "Knajp było wtedy znacznie mniej, a alkohol mógł się tam skończyć w każdej chwili. Tymczasem w domu, kiedy zapraszało się gości - był wszystkiego nadmiar...."
Kurczę, to zdecydujcie się, był niedobór czy nadmiar?
lichtman
Aby zapraszać do domu to trzeba mieć dom. Dom nie znaczy 4 wynajete ściany..
1a2b
Widzę, że do kolegi dotarł przekaz podprogowy.
No przecież wystarczy wziąć kredyt kupić mieszkanie i można zapraszać jak człowiek.
I deweloper zadowolony i bank i Chińczyk ze swoją ofertą na wykończenie obrzydliwej surowizny od dewelopera i producenci AGD a co roku pan prezydent miasta się zgłosi po swoją działkę.
Widzę, że do kolegi dotarł przekaz podprogowy.
No przecież wystarczy wziąć kredyt kupić mieszkanie i można zapraszać jak człowiek.
I deweloper zadowolony i bank i Chińczyk ze swoją ofertą na wykończenie obrzydliwej surowizny od dewelopera i producenci AGD a co roku pan prezydent miasta się zgłosi po swoją działkę. Mafia administratorska też czeka na "swoją" zawyżoną dolę.
A i w pracy się kolega zrobi bardziej "ugodowy" bo trzeba zapłacić ratę.
W nagrodę będzie sobie mógł kolega zadupczyc małżonkę ale nie za głośno bo w tym domu będzie mieszkać jeszcze ze stu takich "właścicieli" kredytu.
Deweloper będzie co roku podnosił cenę o 20% to się koledze będzie wydawało, że mu się jednak w życiu poszczęściło nie to co tym co teraz biorą kredyty.
Taki z kolegi będzie milenials.
ameba1 odpowiada 1a2b
Normalnie w punkt. Opis Świata 2.0 (bo nie tylko w PL to działa)
millenium94
Sammler właśnie współpracuje z zachodem na porządku dziennym, są i debile i geniusze. Problem, że młode pokolenie millenialskow nie chce żyć w pokoju, 30 metrach, bo widzą, że można inaczej oraz wiedzą, że grają przeciw niesprawiedliwemu systemowi w Polsce. Wchodząc w najlepsze lata 30 mamy kredyt pod korek, płacimy Sammler właśnie współpracuje z zachodem na porządku dziennym, są i debile i geniusze. Problem, że młode pokolenie millenialskow nie chce żyć w pokoju, 30 metrach, bo widzą, że można inaczej oraz wiedzą, że grają przeciw niesprawiedliwemu systemowi w Polsce. Wchodząc w najlepsze lata 30 mamy kredyt pod korek, płacimy składki emerytalne, którymi nie dysponujemy, przepadają ot tak gdy umieramy, moja złotówka składki jest mniej warta niż górnika, brak ulg remontowych tylko 8 tyś jest kwoty zmniejszającą opodatkowania gdy gus w raportach publikuje minimum egzystencji szacuje na 1100 zł/osobę(raport), wszelkie składki są % z jakiej racji- sprawiedliwości społecznej, kary za przedsiębiorczość...?? Niedługo od nas wyjdzie zmiana, by kruszyć wasze zabetonowane struktory.
sammler
Dlaczego "nasze"? Ja nie mam z tymi "zabetonowanymi strukturami" nic wspólnego. Kontestuję je podobnie jak ty. Jeżeli 94 to twój rok urodzenia, to jestem od ciebie tylko trochę starszy. Ja tylko napisałem, że przeceniasz "Zachód".
millenium94
Co więcej mówiłem o pensji 8k brutto czytaj 5,6 netto. Czy to na Warszawę dużo - średnio, Europe zachodnią -bieda. Wystarczyło pójść na jakieś studia ekonomiczne, zdać licencjat choćby znać angielski i głupiego excela( nie mówiąc o VBA) i w zasadzie tyle wystarczy by dostać choćby 4 brutto, na stazach w korpo Co więcej mówiłem o pensji 8k brutto czytaj 5,6 netto. Czy to na Warszawę dużo - średnio, Europe zachodnią -bieda. Wystarczyło pójść na jakieś studia ekonomiczne, zdać licencjat choćby znać angielski i głupiego excela( nie mówiąc o VBA) i w zasadzie tyle wystarczy by dostać choćby 4 brutto, na stazach w korpo powszechnie 5 się placi.Po 2-3 latach w finansach te 7-8 ma każdy, kto miernota życiowa jest. To fascynujące, że tak wiele osób pracuje w biurach księgowych gdzie "polski styl zarządzania" płaci im 2-3 brutto a wystarczy przyłożyć się i jezyka i excela się nauczyć by poprawić swój los.
Jak ktoś "egzystuje" za 2,8 to sam sobie winien. Millenialsi to ich 1 dobra cecha, za takie pieniądze nie pójdą pracować na Orwellowskim folwarku, już lepiej wyjechać na zachód niż wegetowac w imię "patriotyzmu" by po latach dostać kopa po d***. Kończy się pewna era, albo pójdziemy w stronę zachodu, uzbrojonej, wyedukowanej, technicznej i dobrze płatnej pracy, albo będziemy miernota na lata....

Powiązane: Mieszkanie na kredyt

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki