Zepchnięcie notowań srebra w okolice 53 USD za uncję sprowadziło kurs kruszcu do poziomów najniższych od 11 miesięcy, redukując wycenę białego metalu o ponad połowę względem styczniowego rekordu wszech czasów. Choć obecnie mamy do czynienia z fatalnymi nastrojami krótkoterminowymi na rynku srebra, dla inwestorów z dłuższym horyzontem obecna sytuacja może być testem trwałości strukturalnej hossy. Eksperci za kluczową uznają walkę o obronę kursu na poziomie 50 USD za uncję, która być może jest przed nami.


Notowania najpłynniejszych kontraktów terminowych na srebro osunęły się 27 października do poziomu 52,73 USD za uncję, wyznaczając najniższy pułap cenowy od 28 listopada 2025 roku. Dla inwestorów oznacza to powrót do poziomów niewidzianych od jedenastu miesięcy. Skala i dynamika obecnej przeceny budzą zrozumiały niepokój. W zaledwie siedem dni kruszec stracił ponad 8,3% swojej wartości, natomiast w skali minionego miesiąca skala załamania sięgnęła 17,85%. Bardziej wymowna staje się perspektywa średnioterminowa: od lokalnego szczytu z końca sierpnia, kiedy za uncję płacono jeszcze powyżej 72 USD, kurs runął w dół o blisko 27%.
Jeszcze bardziej wyrazista i bolesna jest korekta w zestawieniu ze styczniowym rekordem wszech czasów, gdy na rynku panowała gorączka zakupowa, a cena srebra biła wszelkie dotychczasowe rekordy na poziomie 121,76 USD za uncję. Dla inwestorów, którzy zdecydowali się na zakupy w okolicach historycznego szczytu i do tej pory utrzymują swoje pozycje, obecny kurs oznacza osunięcie się kapitału aż o 57%.
Srebrny kac po spekulacyjnej imprezie
Niezbędne jest jednak spojrzenie na horyzont ostatnich dwóch lat. Droga ku styczniowemu rekordowi miała charakter klasycznej paraboli spekulacyjnej, która generowała astronomiczne stopy zwrotu. Po znakomitym 2025 roku, w którym biały metal pozwolił inwestorom zarobić imponujące 142%, pierwsze tygodnie 2026 roku przyniosły dalszą eksplozję notowań, windując wynik w pierwszych tygodniach stycznia o kolejne 70% aż do momentu szczytu wszech czasów.
Historia uczy jednak, że ruchy pionowe nie trwają wiecznie i prędzej czy później prowadzą do gwałtownego przesilenia. Przed takim scenariuszem już na samym początku roku ostrzegał Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl. Fakt, że taką diagnozę postawił ekspert uznawany za rynkowego entuzjastę metali szlachetnych, stanowił wówczas sygnał ostrzegawczy dla uważnych obserwatorów.

Kolany zwracał wówczas uwagę na zasadę rządzącą rynkami surowcowymi: potężne fale wzrostowe rzadko kończą się szybką korektą. Doświadczenie wskazywało, że nawet jeśli po pierwszej fali spadkowej pojawi się chwilowe odreagowanie, należy liczyć się z nadejściem kolejnej, znacznie bardziej wyczerpującej przeceny. Po niej rynki metali zazwyczaj wchodzą w długotrwałą i męczącą uczestników rynku fazę marazmu, trwającą całe miesiące, a nawet kwartały.
Płytki rynek, delewarowanie i chybione (na razie) prognozy
To często najtrudniejszy test dla inwestorów, gdyż systematycznie wyrzuca z rynku i kruszy wiarę w powrót do wzrostów. Srebro po raz kolejny w historii zaczęło być spisywane na straty, a powszechny pesymizm zdaje się wszechobecny. Tomasz Gessner, ekspert rynkowy z firmy Tavex, zwraca uwagę w swoim komentarzu, że ostatnie miesiące na srebrze to przede wszystkim proces głębokiego i bezwzględnego delewarowania uczestników rynku, o którym wspominał Kolany.
Ostatnie miesiące na srebrze to nie tylko spadek cen, ale także solidne delewarowanie. Ilość otwartych pozycji jest obecnie jedną z niższych w historii, przez co rynek staje się płytki, a więc i podatny na ponadprzeciętną zmienność. https://t.co/7BZ2aHaKm9
— Tavex Research (@TavexPL) October 26, 2026
Jak zauważył Gessner, wskaźnik otwartych pozycji kontraktowych spadł do jednego z najniższych poziomów w historii, co uczyniło rynek wyjątkowo płytkim i podatnym na ponadprzeciętną zmienność cenową. Sprawia to, że drobne impulsy podażowe wywołują gwałtowne ruchy cenowe, wyrzucając „słabe ręce” za inwestycyjną burtę.
Zwłaszcza tych, którzy ulegali optymistycznym prognozom, które co chwila pokazywały się na rynku. Podsycanie atmosfery rynkowego optymizmu przez banki inwestycyjne i analityków mogło uśpić czujność inwestora indywidualnego. Analitycy szwajcarskiego UBS jeszcze w maju podtrzymali prognozę docelowej ceny srebra na poziomie 80 USD za uncję do końca 2026 roku oraz w pierwszej połowie 2027 roku.
Zaledwie kilka miesięcy temu raport Banku Światowego sugerował, że to właśnie srebro może okazać się niekwestionowanym liderem wzrostów w całym 2026 roku, choć analitycy asekuracyjnie napomykali o bliskości potencjalnego sufitu cenowego. Z perspektywy końca października te zapowiedzi brzmią groteskowo, jako że tegoroczna stopa zwrotu wynosi około -25%, a notowania wydają się zmierzać w kierunku 50 USD za uncję.
Kluczowy test 50 USD i srebrna filiżanka z uchem
Poziom 50 USD/oz posiada fundamentalne znaczenie psychologiczne i techniczne, stanowiąc historyczny szczyt z pamiętnej manii braci Hunt w 1980 roku oraz szczyt hossy z 2011 roku. Dopiero jesienią 2025 roku rynkowi udało się definitywnie i trwale przełamać tę barierę, co otworzyło drogę do późniejszej eksplozji notowań ponad poziom 120 USD. Z perspektywy klasycznej analizy technicznej dawny opór obecnie pełni funkcję kluczowego wsparcia. W dodatku spadek w kierunku 50 USD wpisywałby się w scenariusz tworzącej się od dziesięcioleci gigantycznej formacji filiżanki z uchem.
Rynek srebra ma w zwyczaju wyrzucać za burtę. Wszystko wskazuje na to, że tym razem prawdopodobnie będzie tak samo 👇 https://t.co/ROGdPnwkiv
— Tavex Research (@TavexPL) October 23, 2026
Dla zorientowanych technicznie inwestorów potwierdzenie takiej formacji byłoby sygnalizacją kontynuacji dotychczasowego trendu wzrostowego, po tzw. okresie odpoczynku i zbierania sił przez rynek. Techniczny obraz jest zarysowany, ale to fundamenty zdecydują, a te przy srebrze mają dwojaki charakter, o czym ciągle należy przypominać. O ile złoto stanowi klasyczną polisę ubezpieczeniową na wypadek zapaści rynków finansowych, srebro jest przede wszystkim niezwykle dynamicznym metalem przemysłowym o bardzo silnym zacięciu spekulacyjnym.
Presja: przemysł i jastrzębi Fed
Jego cena zmusiła wielu odbiorców przemysłowych, ze szczególnym uwzględnieniem producentów paneli słonecznych, do ograniczenia wydatków na metal. Ceny srebra stały się dla wielu firm zaporowo drogie, co przełamało powszechne przekonanie o sztywności popytu przemysłowego. Po drugie i ważniejsze, ceny srebra nadal odzwierciedlają silniejszego dolara amerykańskiego. Amerykańska Rezerwa Federalna, która przez przeważającą część roku utrzymywała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, we wrześniu podjęła decyzję o pierwszej od trzech lat podwyżce stóp referencyjnych.
Podwyżka ta uderzyła bezpośrednio w wyceny srebra, złota oraz innych surowców wycenianych w amerykańskiej walucie. Przy obecnej rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA sięgającej ponad 5%, aktywa niedochodowe, niewypłacające odsetek ani dywidend, stają się zdecydowanie mniej atrakcyjne dla inwestorów poszukujących bezpiecznej przystani. Utrzymywanie się konfliktów w Iranie i na Ukrainie oraz presja handlowa mogą podsycać inflację, zmuszając Fed do kolejnych podwyżek stóp procentowych, a to sprzyjać metalom szlachetnym nie powinno.
Strukturalny deficyt podaży i kolejne prognozy
W tym trudnym otoczeniu długoterminowe katalizatory dla rynku srebra pozostają jednak nienaruszone. Dane publikowane przez The Silver Institute oraz agencję Metals Focus pokazują, że strukturalny deficyt podaży na globalnym rynku pogłębia się, rosnąc z 40,3 miliona uncji w 2025 roku do szacowanych 46,3 miliona uncji w 2026 roku. Będzie to już szósty z rzędu rok, w którym globalne wydobycie i recykling nie są w stanie zaspokoić realnego zapotrzebowania rynkowego, nawet ograniczonego przez wysokie ceny.
Mimo tak trudnego układu sił analitycy nie zakładają definitywnego załamania długoterminowej hossy, choć perspektywa powrotu do poziomów powyżej 120 USD przed końcem 2026 roku została odłożona na półkę. Oczekiwania rynkowe koncentrują się wokół technicznego odbicia z obecnych, silnie wyprzedanych rejonów.
Rewizje celów cenowych na koniec roku pozostają umiarkowanie optymistyczne: analitycy banku JP Morgan prognozują ustabilizowanie się kursu srebra w granicach 63 USD za uncję, podczas gdy w raporcie banku UBS prognozuje się, że cena srebra wzrośnie do 70 USD do grudnia 2026 r., następnie do 75 USD do połowy 2027 r. i do 80 USD do września 2027 r.
Strateg UBS Giovanni Staunovo zauważył, że choć srebro ponownie znalazło się pod presją sprzedaży, średnioterminowe perspektywy pozostają konstruktywne, a biały metal w dalszym ciągu podąża śladem złota jako aktywo o wyższej becie (oznacza aktywo, którego cena jest bardziej wrażliwa na zmienność rynku).
Na koniec przypomnijmy o wskaźniku Gold to Silver Ratio, który obrazuje, ile uncji srebra potrzeba do zakupu jednej uncji złota. Wskaźnik ten wzrósł pod koniec października do poziomu 75,15, co stanowi jego najwyższy odczyt od listopada 2025 roku. Rozszerzanie się tego parytetu wynika z dysproporcji skali przeceny. Podczas gdy srebro załamało się o ponad 50% względem swoich styczniowych rekordów, złoto w tym samym okresie cofnęło się o skromniejsze 26%. Niemniej wniosek jest taki, że srebro stało się relatywnie niedowartościowane w stosunku do złota, przynajmniej w okresie ostatnich 11 miesięcy.

































































