Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) wydała przełomowe interpretacje indywidualne, które mogą rewolucjonizować zasady zatrudniania na polskich uczelniach. Inspekcja uznała, że osoby prowadzące zajęcia dydaktyczne – w tym zewnętrzni eksperci i praktycy – muszą pracować na umowach o pracę, a nie na kontraktach cywilnoprawnych. Decyzja ta zapadła mimo argumentów uczelni o dużej autonomii i elastyczności grafiku wykładowców.


Uczelnia chciała zlecenia dla specjalistów
Sprawa trafiła do Inspekcji w ramach nowej procedury wydawania indywidualnych interpretacji, która wystartowała po reformie PIP z 8 lipca. O wydanie opinii wystąpiła uczelnia kształcąca 17 tysięcy studentów. Władze szkoły wyższej planowały podpisywać umowy-zlecenia z zewnętrznymi praktykami – m.in. sędziami, radcami prawnymi, adwokatami, lekarzami czy geodetami – dla których prowadzenie zajęć miało być jedynie dodatkową aktywnością zawodową. Drugi wniosek dotyczył wykładowców na studiach podyplomowych - informuje „Gazeta Wyborcza”.
Uczelnia przekonywała, że specjaliści ci nie będą realizować pełnego zakresu obowiązków etatowych nauczycieli akademickich (np. pracy naukowej czy opieki nad rokiem), lecz ograniczą się wyłącznie do wykładów i wystawiania ocen. We wniosku podkreślano również wysoce elastyczny charakter współpracy:
- brak sztywnych godzin: wykładowcy wskazują preferowane terminy przed ustaleniem siatki zajęć,
- brak poleceń służbowych: prowadzący mają autonomiczną swobodę w doborze metod dydaktycznych w ramach ogólnego sylabusa,
- brak wyłączności i obecność klauzuli zastępstwa: możliwość pracy w innych miejscach oraz wyznaczenia zastępcy w wyjątkowych sytuacjach,
- własny sprzęt: prowadzący korzystają z prywatnych laptopów i opłacają własne polisy OC.
PIP: Istnieje podporządkowanie organizacyjne
Państwowa Inspekcja Pracy całkowicie odrzuciła argumentację uczelni. W uzasadnieniu organ wskazał, że podstawową formą świadczenia pracy na uczelni jest stosunek pracy, ponieważ każdego wykładowcę dotyczy podporządkowanie organizacyjne.
Inspekcja zwróciła uwagę, że zajęcia odbywają się w oparciu o sylabusy zatwierdzone przez Senat uczelni, stanowiące część oficjalnego programu studiów. Wykładowca musi podporządkować się organizacji pracy uczelni, harmonogramom oraz regulaminom. Prowadzenie zajęć to praca o charakterze stałym i powtarzalnym, a nie jednorazowe zlecenie.

PIP odniosła się także do argumentu o elastycznym grafiku: ułatwianie pracownikowi łączenia obowiązków z życiem osobistym lub inną pracą jest ustawowym obowiązkiem pracodawcy wynikającym z Kodeksu pracy i nie przekreśla etatu. Z kolei możliwość wyznaczenia zastępcy ma charakter marginalny, gdyż uczelnia zatrudnia konkretną osobę ze względu na jej indywidualną wiedzę i nazwisko. Innymi słowy, występuje kumulacja cech właściwych dla stosunku pracy.
Eksperci: PIP przyjęła nową, surową linię
Prawnicy i eksperci rynku pracy wskazują na dalekosiężne skutki wydanych rozstrzygnięć. Robert Nogacki, partner zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec, zauważa w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że PIP zastosowała nową zasadę: o podporządkowaniu nie decyduje fakt wydawania poleceń, ale sam fakt, że uczelnia posiada do tego narzędzia (posiada regulamin, sylabusy i władze dziekańskie). Mecenas skrytykował również to, że inspekcja samowolnie dopisała do obowiązków zleceniobiorców dyżury i konsultacje wynikające z regulaminu studiów, ignorując zapisy wniosku uczelni.
Dr Marcin Wojewódka podkreśla z kolei, że niewielka liczba godzin nie stanowi przeszkody dla umowy o pracę, gdyż Kodeks pracy przewiduje zatrudnienie na część etatu. Dodał również, że noszenie prywatnego laptopa czy opłacanie ubezpieczenia OC nie stanowi tarczy ochronnej przed wymogiem etatu. Z kolei Dawid Stępniewski z EY Polska zauważył, że nawet wysoki poziom eksperckości czy kreatywności nie wyklucza etatu, jeśli dominują cechy podporządkowania.
Przemysław Hinc, doradca podatkowy, przypomina co prawda, że interpretacja indywidualna chroni tylko ten podmiot, który o nią wystąpił. Jednak wyznaczona przez PIP linia orzecznicza wyraźnie pokazuje kierunek nadchodzących kontroli na polskich uczelniach.
Ministerstwo umywa ręce
Poproszone o komentarz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uchyliło się od zajęcia jednoznacznego stanowiska. Resort odpowiedział, że sprawy z zakresu polityki kadrowej oraz czynności z zakresu prawa pracy należą do wyłącznych kompetencji Rektora danej uczelni.
Oprac. JM




























































