Na szczęście dla posiadaczy polskiej waluty kurs euro do złotego nie sforsował kluczowego oporu i utrzymał się w rysowanym od marca trendzie bocznym. Ulgę naszej walucie przyniosły wyraźnie słabsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy.


Zaledwie 24 godziny temu kurs euro mierzył się z barierą 4,3080 zł stanowiącą górne ograniczenie obowiązującego od czterech miesięcy trendu bocznego. Z punktu widzenia analizy technicznej jest to ważna linia oporu. Ewentualne przełamanie tego poziomu otwierałoby drogę ku 4,40 zł za euro.
W piątek rano kurs euro kształtował się na poziomie 4,2841 zł, a więc wyraźnie niższym niż 24 godziny temu oraz o 0,6 grosza niższym od czwartkowego kursu odniesienia. Oznacza to utrzymanie notowań pary euro-złoty w dotychczasowym trendzie bocznym.
Kluczem do czwartkowych notowań złotego były opublikowane wyjątkowo w czwartek (a nie jak zwykle w piątek, bo dziś Amerykanie mają wolne z okazji jutrzejszego Dnia Niepodległości) dane z rynku pracy USA. Raport NFP okazał się znacząco gorszy od oczekiwań rynku, a nawet niższa stopa bezrobocia nie mogła zmienić negatywnej wymowy tych danych.
- Niższe względem rynkowego konsensusu miesięczne dane o nowych miejscach pracy poza rolnictwem w USA, które schłodziły rynkowe wyceny skali podwyżek stóp Fed, przyczyniły się w czwartek do globalnej deprecjacji USD. Niewielkie wycofywanie się rynku z wycen podwyżek stóp Fed początkowo poprawiło globalny apetyt na ryzyko, co wsparło złotego również w relacji do euro, jednak spadki indeksów akcji w USA ten efekt finalnie zniwelowały – napisali w porannym raporcie analitycy PKO BP.

Jeśli jednak ktoś oczekiwał zdecydowanego osłabienia dolara, to jak na razie musi być rozczarowany. Kurs EUR/USD ruszył w górę dość spokojnie, w piątek rano dochodząc na wysokość 1,1456. W takim układzie dolar na polskim rynku kosztował 3,7404 zł, czyli o ponad grosz mniej niż dzień wcześniej. Tydzień temu kurs USD/PLN wyznaczył najwyższą wartość od przeszło roku, dochodząc do 3,7890 zł.
Złoty zaczął też odrabiać straty względem brytyjskiego funta. O poranku szterling wyceniany był na niemal równo 5 złotych. Z kolei frank szwajcarski kosztował 4,6638 zł i był o 0,6 grosza tańszy niż w czwartek wieczorem.
KK






























































