Inwestorzy przecierali oczy ze zdumienia, widząc, jak wycena Dino Polska kurczyła się o 17% w reakcji na słabe wyniki spółki. Drastyczny zjazd marży EBITDA do rekordowo niskiego poziomu 6,9% to tylko jedna z czarnych chmur nad siecią. Wewnątrz firmy trwa otwarty spór pracowników z zarządem o koszty pracy, a brak dywidendy i zapowiedź dalszej walki cenowej tylko podsycają rynkową panikę. Akcje polskiego giganta handlu, będące ulubieńcami zagranicznego kapitału stają się gorącym kartoflem, którego cen spada.


Wyniki finansowe Dino Polska za czwarty kwartał 2025 roku wywołały falę rozczarowania na warszawskim parkiecie. Kurs akcji Dino Polska zniżkował w piątek 27 marca na GPW o przeszło 17 proc. do 33,10 zł. Była to najniższa cena za akcje polskiej sieci supermarketów od października 2024 r. Jeszcze w maju ubiegłego roku kurs osiągnął historyczny szczyt, wspinając się na 56,20 zł i wyceniając firmę na 55 mld zł.
Obecnie kurs od szczytu osunął się o 41 proc., a wycena spadła poniżej 33 mld zł. Uwagę zwracały obroty, które po dwóch godzinach handlu przekroczyły 390 mln zł i odpowiadały za niemal połowę obrotów całej GPW, które o godzinie 11.00 wynosiły 830 mln zł.
Spółka, która przez lata uchodziła za wzór rentowności i efektywności w sektorze handlu detalicznego, zderzyła się z nową rynkową rzeczywistością. Choć przychody nadal rosną w dwucyfrowym tempie, to gwałtowna erozja marż zaniepokoiła inwestorów, podważając dotychczasowy optymizm analityków.
Historyczny wynik Dino
Najbardziej bolesnym punktem raportu okazała się marża EBITDA, która w czwartym kwartale 2025 r. spadła do poziomu 6,9%. Dla porównania jeszcze rok wcześniej wynosiła ona 8,1%. Jest to wynik rekordowo niski w giełdowej historii spółki, co bezpośrednio przełożyło się na spadek zysku EBITDA o 2,8% w ujęciu rok do roku, do poziomu 613,5 mln zł.
Analitycy są niemal jednogłośni w negatywnej ocenie tych danych. Cytowany przez Bloomberga Michał Potyra z UBS podkreślił, że wyniki za czwarty kwartał istotnie minęły się z oczekiwaniami rynkowymi, a marże spadły do najniższego poziomu od 10 lat. Ekspert zaznaczył również, że sygnały płynące od zarządu wskazują na dalszą presję marżową w 2026 roku.
Z kolei według Bloomberga Janusz Pięta z mBanku ocenił wyniki jako jednoznacznie negatywne, wskazując, że pogorszenie rentowności było znacznie głębsze, niż zakładał rynek. Analityk zwrócił uwagę na fakt, że Dino wyraźnie gorzej poradziło sobie na tle swojego głównego konkurenta – Biedronki (Jeronimo Martins), która w tym samym okresie zdołała poprawić swoją marżę EBITDA w ujęciu rocznym.
Dlaczego Dino traci rentowność?
Przyczyn tak gwałtownego zjazdu marż jest kilka. Przede wszystkim spółka musiała zmierzyć się z tzw. deflacją koszyka zakupowego, która oznacza, że ceny podstawowych produktów w ujęciu rocznym w sklepach spadają, mimo występowania inflacji cen żywności. Deflacja pojawiła się pod koniec 2025 roku. W obliczu ostrożności konsumentów i ich rosnącej wrażliwości cenowej, Dino zdecydowało się na agresywne „inwestycje w ceny”, aby utrzymać wolumeny sprzedaży i zainteresowanie klientów.
Jakub Viscardi z BOS Banku stwierdził w swoim komentarzu, że tak duża erozja marży brutto jest bardzo słabym sygnałem. Według niego strategia spółki na 2026 rok, zakładająca priorytetyzację wzrostu sprzedaży Like-for-Like (LFL) kosztem rentowności, budzi uzasadnione obawy inwestorów. Dodatkowym obciążeniem dla wyników okazały się rosnące koszty pracy oraz wysokie nakłady inwestycyjne (CAPEX), które w czwartym kwartale wyniosły 511 mln zł.
Faworyt maklerów zawodzi
Warto przypomnieć, że jeszcze na początku 2026 roku Dino Polska było jednym z najbardziej faworyzowanych walorów na GPW. Spółka znalazła się na listach "top pick" u 5 z 9 krajowych biur maklerskich. Rynek powszechnie oczekiwał, że rok 2026 przyniesie odbudowę marż operacyjnych dzięki złagodzeniu presji kosztowej. Inwestorzy liczyli, że dalsze skalowanie sieci (liczba sklepów przekroczyła już 3000 placówek) przełoży się na lepsze warunki zakupowe u dostawców i tym samym wyższą marżę brutto.
Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana. Oprócz wewnętrznych wyzwań operacyjnych, takich jak konflikt zarządu z załogą, który na łamach Bankier.pl opisuje Katarzyna Wiązowska, spółka musi mierzyć z zewnętrznymi wyzwaniami związanymi z nawykami konsumentów. Analitycy wskazują na osłabienie trendów detalicznych wynikające ze wzrostu zamożności konsumentów. Bogatsze społeczeństwo zaczyna przeznaczać relatywnie mniejszą część swoich dochodów na żywność, co uderza w fundamenty wzrostu sieci supermarketów, budujące swoje biznesy wokół wydatków pierwszej potrzeby (tzw. consumer stapels).
Perspektywy to brak dywidendy i wysokie inwestycje
Prognozy zarządu na nadchodzące miesiące nie uspokoiły rynku. Zarząd Dino Polska przyjął jedynie "umiarkowanie pozytywny" scenariusz na 2026 rok, przyznając, że deflacja pozostanie istotnym czynnikiem wpływającym na dynamikę sprzedaży. Jak podsumował Janusz Pięta z mBanku, prognozy LFL wskazują jedynie na wzrost rok do roku, istnieje niepewność co do marży EBITDA, a prognozy CAPEX są wysokie i wynoszą 2,5 mld zł w porównaniu z 2,1 mld zł na rynku. Ponadto firma zasugerowała brak wypłaty dywidendy pomimo uzyskania gotówki netto.
Jedynym realnym "pocieszeniem" w raporcie był silny przepływ gotówki oraz fakt, że spółka raportuje dodatnią gotówkę netto. Rynek musi teraz zweryfikować swoje oczekiwania. Dino przestaje być ulubieńcem zagranicznego kapitału, który napędzał przez lata kurs spółki, patrząc jak spółka rośnie. Rozbudowa sieci postępuje, bo prognozy zarządu mówią o otwarciu około 390 nowych sklepów – powyżej naszych oczekiwań rynku (371), ale erozja marż, którymi przez lata imponowała spółka będąca maszynką do zarabiania pieniedzy, są coraz słabsze, a sama sieć staje się uczestnikiem brutalnej wojny cenowej na nasyconym polskim rynku. Jeśli scenariusz odbudowy rentowności w 2026 roku się nie ziści, premia, z jaką Dino było dotychczas wyceniane na GPW, może ulec dalszej redukcji.































































