Ubezpieczenie niskiego wkładu własnego to jeden z produktów towarzyszących kredytom mieszkaniowym, który nierzadko staje się osią sądowych sporów. Wątpliwości budzi zwłaszcza rozkład ryzyka i korzyści pomiędzy bank i klienta. Pod koniec lutego 2017 r. Sąd Rejonowy w Łodzi wydał wyrok, który przyznał kredytobiorcy zwrot opłaconych składek. Sprawa różniła się jednak od wielu podobnych trafiających na wokandy – pozwany bank nie złożył apelacji.
Na łamach Bankier.pl wielokrotnie opisywaliśmy rozstrzygnięcia sądów dotyczące ubezpieczenia niskiego wkładu własnego towarzyszącego kredytom hipotecznym. Zwykle kredytobiorcy kwestionują samą konstrukcję tego produktu, wskazując, że przynosi on korzyści wyłącznie jednej stronie – bankowi. Klienci godzili się na tego rodzaju zabezpieczenie jako warunek uzyskania finansowania, ale w przypadku kredytów opartych na kursie waluty obcej przejściowy w założeniu wydatek często okazuje się cyklicznym obciążeniem. Rosnący dług wyrażony w złotych sprawia, że ubezpieczenie jest odnawiane na kolejne okresy.
27 lutego 2017 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia wydał wyrok (sygn. akt I C 733/16), w którym zasądził na rzecz kredytobiorców zwrot ponad 12 tys. zł wraz z odsetkami za opóźnienie. Sprawa dotyczyła kredytu zaciągniętego w 2008 r. na sumę 930 tys. zł. W umowie znalazł się fragment przewidujący zabezpieczenie zobowiązania ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego na okres 36 miesięcy. Jeśli do tego czasu nie zostanie spłacona część zadłużenia objęta dodatkowym zabezpieczeniem, ochrona miała być przedłużona na kolejny okres, nie dłużej jednak niż na 108 miesięcy od dnia wypłaty kredytu.
Bank przyznawał sobie w umowie prawo pobierania z rachunku klienta środków tytułem kosztów ubezpieczenia (3,5 proc. brakującego wkładu) w przypadku jego kontynuacji. W orzeczeniu czytamy, że klient nie miał możliwości wyboru oferty ubezpieczeniowej, nie poznał jej ogólnych warunków ani nie otrzymał polisy. Należność za ubezpieczenie pobrano do 2016 r. trzykrotnie, a powód w kwietniu 2016 r. wezwał bank do zwrotu kwot pod rygorem skierowania sprawy na drogę sądową. Bank odrzucił żądanie, wskazując na brak podstaw uznania reklamacji.
Sąd: to klauzula niedozwolona
Kredytobiorca twierdził, że fragment umowy określający zasady zabezpieczenia brakującego wkładu własnego stanowi klauzulę niedozwoloną i nie wiąże go. Sąd zbadał kwestionowany fragment i stwierdził, że spełnia on warunki wymienione w art. 3581 kodeksu cywilnego. Uznano, że warunki umowy nie zostały ustalone indywidualnie i naruszają one rażąco interes konsumenta. „Powód potencjalnie płaci podwójnie – pokrywa zarówno koszt ubezpieczenia, jak i koszt ewentualnie niespłaconego kredytu (…) W narzuconym przez pozwanego rozwiązaniu problemu zabezpieczenia niskiego wkładu własnego korzyść jest rażąco jednostronna, bowiem tylko pozwany korzysta z dobrodziejstw ubezpieczenia, nie ponosząc przy tym z tego tytułu żadnych kosztów” – czytamy w orzeczeniu.

Sąd poruszył także wątki wielokrotnie przewijające się w podobnych sprawach – m.in. nieprecyzyjne określenie warunków umowy (brak definicji wymaganego wkładu własnego) i brak możliwości oszacowania z góry kosztów ubezpieczenia. W konsekwencji uznano, że postanowienia umowy dotyczące zabezpieczenia miały charakter niedozwolony i nie wiążą kredytobiorcy, a świadczenia nastąpiły bez podstawy prawnej i miały charakter nienależny.
„Jak się wydaje, w przedmiotowej sprawie kluczową rolę odegrał szereg argumentów, spośród których na pierwszy plan wysuwa się fakt, że całkowity koszt ubezpieczenia niskiego wkładu własnego (UNWW) ponosi kredytobiorca, podczas gdy jego jedynym beneficjentem pozostaje pozwany bank. Dodatkowo w prowadzonej przez nas sprawie z pewnością istotne znaczenie odegrał fakt wpisania klauzuli umownej dotyczącej UNWW do rejestru klauzul abuzywnych, prowadzonych przez UOKiK. Sąd wziął również pod uwagę to, że konsument nie miał możliwości wyboru firmy ubezpieczeniowej, jak i to, że - będąc osobą zobowiązaną do ponoszenia kosztów składki - nie otrzymał nawet do wglądu warunków ubezpieczenia zawartego pomiędzy bankiem a firmą ubezpieczeniową. Krótko mówiąc, nasz klient w ramach zawartej z bankiem umowy finansował nieznany sobie bliżej produkt ubezpieczeniowy. Powyższą sytuację sąd ocenił jako rażąco niekorzystną dla konsumenta” – wskazuje dr Janusz Malanowski, radca prawny z kancelarii Malanowski i Wspólnicy, reprezentujący kredytobiorcę.
Sprawa, która toczyła się przed łódzkim sądem, mimo że przypominała pod wieloma względami podobne potyczki, miała jednak dość nietypowy finał. mBank, który znalazł się w roli pozwanego, nie zdecydował się na złożenie apelacji. „W tej jednej sytuacji wyjątkowo nie złożyliśmy apelacji. Było to podyktowane indywidualnymi aspektami sprawy, o których nie chcemy publicznie mówić. Nie oznacza to oczywiście jakiejkolwiek zmiany stanowiska banku” – poinformowało nas biuro prasowe banku w przesłanym redakcji stanowisku.


























































