Na przekór bardzo wysokiej inflacji i silnemu realnemu spadkowi płac nastroje polskich konsumentów wciąż się poprawiają, wychodząc z głęboko recesyjnych poziomów. Nieznacznie wzrosły za to oczekiwania inflacyjne.


W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się, że w lutym silnemu realnemu spadkowi wynagrodzeń towarzyszył najmocniejszy od dwóch lat spadek realnej sprzedaży detalicznej jak również ujemna roczna dynamika produkcji przemysłowej. W związku z tym ekonomiści są przekonani, że w I kwartale odnotujemy spadek PKB w ujęciu rok do roku. Ta trochę dziwna recesja objawiają się przede wszystkim poprzez zubożenie społeczeństwa w wyniku bardzo wysokiej inflacji redukującej wartość płac i oszczędności, ale której póki co nie towarzyszy wzrost bezrobocia.
Być może z tego ostatniego powodu nastroje polskich konsumentów w marcu poprawiły się już piąty miesiąc z rzędu. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), syntetycznie opisujący obecne tendencje konsumpcji indywidualnej, wyniósł w marcu -35,6 i był o 0,4 pkt wyższy niż miesiąc wcześniej - poinformował GUS. Jeszcze w październiku wskaźnik ten odnotował drugi najniższy odczyt w historii.
Natomiast wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK) podniósł się do -22,6 pkt. względem -25,3 pkt. odnotowanych w lutym. To najwyższa wartość tego wskaźnika od lutego 2022 roku, a więc od czasu ostatniego badania przed rosyjską agresją na Ukrainę. Również BWUK osiągnął najwyższy odczyt od lutego ’22.
Zarówno BWUK jak i WWUK mogą przyjąć wartość od -100 pkt. do 100 pkt. Odczyty ujemne świadczą o liczbowej przewadze respondentów negatywnie oceniających sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego jak i kondycję ekonomiczną kraju. Przed rokiem 2017 oba wskaźnik ani razu nie przyjęły wartości dodatnich. Pasmo optymistycznych nastrojów polskich konsumentów zostało gwałtownie przerwane w kwietniu 2020 roku, gdy rząd wprowadził drakońskie (i w większości nielegalne) restrykcje sanitarne. Od tego czasu wskaźniki ufności konsumenckiej przez większość czasu utrzymują się na poziomach, które w przeszłości występowały podczas okresów recesji w polskiej gospodarce.
Pomimo poprawy wskaźniki koniunktury konsumenckiej pozostają na niskich poziomach. Pesymizm konsumentów jest przede wszystkim widoczny w niskiej skłonności do dokonywania ważnych zakupów. pic.twitter.com/nQnpR4gWu0
— PKO Research (@PKO_Research) March 22, 2023
Niemniej jednak po październiku 2022 obserwujemy wyraźną poprawę nastrojów gospodarstw domowych. Tj. wciąż są one jednoznacznie negatywne, ale z miesiąca na miesiąc frakcja pesymistów maleje. Patrząc na szczegóły badania GUS widać, że ankietowani z wyraźnie mniejszymi obawami patrzą w przyszłość. Dotyczy to zarówno oceny perspektyw własnego portfela jak i ogólnej sytuacji ekonomicznej w kraju.
Inflacja już tak nie straszy
Wyraźnie niższe niż w poprzednich miesiącach – ale też nieco wyższe niż w lutym – są oczekiwania inflacyjne polskich konsumentów. W marcowym badaniu gusowski wskaźnik oczekiwań inflacyjnych przyjął wartość 22,5 pkt. wobec 20,0 pkt. odnotowanych w lutym. Jest to druga najniższa wartość po czerwcu 2018 roku. Respondentów najwyraźniej nie zraziły niedawne raporty GUS i NBP, według których ceny dóbr konsumpcyjnych wciąż rosły w bardzo szybkim tempie. I nie mówimy tu tylko o rekordowych wzrostach w ujęciu rocznym, ale przede wszystkim o wciąż bardzo szybkich przyrostach względem poprzedniego miesiąca. Najwyraźniej polski konsument „kupił” narrację ekonomistów o nadchodzącej dezinflacji, mimo że najnowsze dane wskazują na to, że proces normalizacji inflacji będzie przebiegał w dalece niesatysfakcjonującym tempie.
Według większości ekonomistów rok 2023 przyniesie wyraźne wyhamowanie inflacji cenowej. Roczna dynamika CPI ma wyznaczyć cykliczne maksimum w lutym (18,4% rdr) i potem ma szybko spadać, potencjalnie do wartości jednocyfrowych pod koniec roku. Tyle że, po pierwsze inflacja przez cały ten i przyszły rok najprawdopodobniej pozostanie bardzo wysoka i utrzyma się wyraźnie powyżej 2,5-procentowego celu Narodowego Banku Polskiego. Znaczy to tyle, że ceny wciąż będą rosły, choć nie aż tak szybko jak przez poprzednie 12 miesięcy. Po drugie, wysokie momentum inflacji bazowej wskazuje na niską skuteczność zaostrzenia polityki pieniężnej i grozi zakotwiczeniem się wysokich oczekiwań inflacyjnych wśród konsumentów i przedsiębiorców.
„Odkotwiczenie” się oczekiwań inflacyjnych ludności dobrze widać w danych GUS. W dalszym ciągu niemal 80% ankietowanych spodziewa się, że ceny będą rosły w perspektywie kolejnych 12 miesięcy. W tym 44% respondentów oczekuje, że będą one rosły w podobnym tempie co obecnie (co trudno nazwać wiarą w spadek inflacji), a 25% liczy na ich wolniejszy wzrost (ale nie pytano, o ile wolniejszy). Względem lutego wyraźnie (o 4,7 pp.) zmalał odsetek respondentów zakładających wolniejszy wzrost cen. Nieco (+2,5 pp.) przybyło za to takich, którzy liczą się z przyspieszeniem inflacji cenowej.
Reasumując, polski konsument na początku roku odetchnął z ulgą, że nie zmaterializowały się najczarniejsze scenariusze. Ceny prądu czy ciepła sieciowego nie wzrosły kilkukrotnie (a „tylko” o kilkadziesiąt procent), węgiel znów pojawił się w składach (i tanieje), a bezrobocie póki co nie rośnie. Nie zmienia top faktu, że wchodzimy w drugi rok stagflacji. Wzrost gospodarczy w najlepszym razie pozostanie mizerny, inflacja będzie bardzo wysoka, a nominalny wzrost płac poza górnictwem i energetyką powinien hamować.



























































