Unia Europejska przyjęła dyrektywę, której celem jest wprowadzenie parytetu w radach nadzorczych dużych spółek giełdowych. Do 2020 roku kobiety mają stanowić 40% składu rad nadzorczych we wszystkich firmach notowanych na giełdzie, które zatrudniają więcej niż 250 osób oraz mają obroty powyżej 50 mln euro. Jeśli przedsiębiorstwa nie spełnią tego kryterium, będą czekać je poważne konsekwencje.
Parlament Europejski zdecydowaną większością głosów przyjął projekt dyrektywy zakładającej wprowadzenie 40% kwoty dla kobiet w radach nadzorczych dużych firm. Zdaniem europosłów to kolejne duże osiągnięcie w walce z dyskryminacją kobiet. Celem nowego prawa ma być zwiększenie liczby kobiet wśród dyrektorów niewykonawczych dużych spółek. W założeniach przyczyni się to do usprawnienia działania i poprawienia warunków ładu korporacyjnego w tych firmach.
Firmy, które nie będą przestrzegać nowego prawa, czekają sankcje. Państwa członkowskie same będą decydować o ich formie. Mogą to być kary administracyjne, wykluczenie z zamówień publicznych lub zakaz dotacji. Kary mają być stosowane wobec tych firm, które nie będą stosowały przejrzystego trybu rekrutacji, a nie za nieosiągnięcie kwoty 40%. Obecnie tylko 16% członków rad nadzorczych w spółkach z siedzibą w UE stanowią kobiety. W Polsce jest to jeszcze mniej - 10,3%.
System ma być prosty
Jeżeli pojawi się dwóch kandydatów o takich samych kwalifikacjach, to zatrudniona ma być ta osoba, której płeć jest niedostatecznie reprezentowana w składzie rady nadzorczej. Eurodeputowani od dawna walczyli o wprowadzenie tego typu regulacji. Ich zdaniem większa reprezentacja kobiet w zarządach i radach nadzorczych dużych firm może przyczynić się do poprawienia ich działania, a co za tym idzie - będzie lepiej przeciwdziałać kolejnym kryzysom.
| Tak się zarabia w Polsce i innych krajach Unii | |
|
Mieszkańcy kraju o najwyższych średnich pensjach zarabiają równowartość 20.000 złotych brutto miesięcznie. Najbiedniejsi dostają za swoją pracę 21 razy mniej.
więcej… |
W mojej opinii warunki te spełnia każdy dobry pracownik niezależnie od tego, czy jest kobietą, czy mężczyzną. Kobiety nie są niepełnosprawne, gorsze lub mniej wykształcone - nie wydaje mi się, by konieczne było chronienie ich przed dyskryminacją specjalnymi regulacjami. Wątpię też, by prawdziwe kobiety sukcesu czerpały satysfakcje z tytułu zatrudnienia tylko z powodu obowiązywania parytetu.
To jest niezwykle niebezpieczna sytuacja
Czy inwestor podejmie decyzję o zakupie akcji, bo firma zatrudnia w radzie nadzorczej dostateczną liczbę kobiet? Raczej nie. Nie bez powodu tak mało kobiet znajduje się w zarządach spółek giełdowych. Tak samo nie bez powodu zawód nauczyciela został praktycznie sfeminizowany.
Wśród programistów dominują mężczyźni i okazuje się, że przeciętna płaca kobiet w tym zawodzie jest o kilkanaście procent niższa. Jednak w zawodzie nauczyciela w Polsce kobiety przeciętnie zarabiają o 100 zł więcej.
Dlaczego nie wprowadzić prawa, że od 2020 roku połowę nauczycieli mają stanowić mężczyźni, a wprowadza się regulacje o tym, że 40% kobiet ma zasiadać w radach nadzorczych spółek? To hipokryzja. Walcząc o parytety w radach nadzorczych, europarlamentarzystki dbają tylko o swój przyszły interes, a nie o teraźniejsze dobro przeciętnej kobiety.
Na razie zmiany prawne w tym zakresie obejmą tylko duże firmy. Bardzo możliwe jednak, że w najbliższej przyszłości katalog sektorów gospodarki i przedsiębiorstw, w których obowiązywać będą parytety, ulegnie rozszerzeniu.
Nierówności płacowe
W radach nadzorczych pracuje znikomy odsetek wszystkich zatrudnionych w UE. Dyskryminacja ze względu na płeć w tym miejscu nie jest tak wielkim problemem, jak dyskryminacja płacowa w innych sektorach gospodarki. Zdaniem feministek przeciętna kobieta musiałaby pracować 15 miesięcy, aby otrzymać równowartość rocznej pensji przeciętnego mężczyzny.
W Unii kobiety zarabiają średnio o 17% mniej od mężczyzn. Zróżnicowanie wynagrodzenia ze względu na płeć waha się w państwach członkowskich od 4,4% do 27,6%. Parlament Europejski zauważa, że dysproporcje w wynagradzaniu nie maleją pomimo pokaźnego zbioru prawnego i 40 lat starań. Co więcej, zdaniem PE w niektórych państwach UE dysproporcje nawet rosną.
| Bruksela szaleje: najpierw żarówki, teraz odkurzacze | |
|
W UE mamy wiele absurdów dotyczących regulacji wszystkiego. Po wielkiej wojnie wypowiedzianej zwykłym żarówkom Bruksela bierze się za energochłonne odkurzacze.
więcej… |
Za główne przyczyny dysproporcji uznaje się "zróżnicowany poziom segregacji pionowej i poziomej", nierównowagę w godzeniu życia zawodowego i prywatnego, tradycyjne stereotypy, zdominowanie słabiej opłacanych zawodów przez kobiety i częstsze zatrudnianie kobiet na niepełny etat.
W walce z tym procederem zaproponowano projekt dyrektywy, która przewiduje wprowadzenie obowiązkowych audytów wynagrodzeń w firmach zatrudniających co najmniej 30 pracowników, a przedstawiciele jednej z płci stanowią 10%. Badany byłby poziom wynagrodzeń i ich dysproporcji. Problem w tym, że w socjalizmie równość zwykle kończy się równaniem wszystkich w dół.
Łukasz Piechowiak





















































