W środę najwięcej optymizmu było o poranku. Warszawska giełda otworzyła się na jednoprocentowym plusie, bazując na mocnych wzrostach w USA i bardzo dobrych wynikach Apple. Jednak szybko okazało się, że poziom 2.700 punktów na WIG20 jest nie do utrzymania, a wysokie otwarcie wyznaczyło także sesyjne maksimum. Taki przebieg sesji nie świadczy o sile kupujących.
Niemniej rozwój sytuacji na południu Europy dawał nadzieje na znacznie więcej. Rynek był bardzo optymistycznie nastawiony przed jutrzejszym spotkaniem szefów rządów państw strefy euro. W świecie finansów panuje bardzo mocna (i chyba dość naiwna) wiara, że czwartkowy szczyt przyniesie przełom dla Grecji i pozostałych krajów z grona PIIGS.
Stąd też tak silne wzrosty na południu kontynentu, gdzie lokalne giełdy odrabiały niedawne straty. Nad Warszawą ciążył jednak cień Frankfurtu, gdzie DAX kończył dzień jedynie skromną zwyżką.
Ponadto drugi raz w tym tygodniu kotwicą okazały się akcje spółek paliwowych. Walory Lotosu i PKN Orlen przeceniono po ok. 2%. Na drugim biegunie znalazły się banki: akcje Handlowego, Pekao i PKO BP dały dziś zarobić po 1,5-1,8%.
K.K.
































































