REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Ekspertka: W sprawie kredytów we frankach zawiniły nie tylko banki

2021-04-28 06:20
publikacja
2021-04-28 06:20
Dodaj Bankier.pl w Google

W sprawie kredytów frankowych zawiniły nie tylko banki, ale także instytucje nadzoru, a nawet klienci, dlatego potrzebne jest porozumienie w tej sprawie, by polski system bankowy pozostał silny i innowacyjny - uważa dr Urszula Wysocka z Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Ekspertka: W sprawie kredytów we frankach zawiniły nie tylko banki
Ekspertka: W sprawie kredytów we frankach zawiniły nie tylko banki
fot. Inked Pixels / / Shutterstock

Na 11 maja zaplanowano posiedzenie całego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego w sprawie zagadnień prawnych, dotyczących tzw. kredytów frankowych. Chodzi m.in. o rozstrzygnięcia ws. możliwości żądania wynagrodzenia za korzystanie z kapitału oraz przedawnienia roszczeń banku w przypadku unieważnienia umowy. Pierwotnie posiedzenie to miało się odbyć 13 kwietnia, zostało jednak przesunięte ze względu na restrykcje pandemiczne oraz planowane na 29 kwietnia ogłoszenie wyroku TSUE dotyczące podobnych kwestii.

Jak wskazała Urszula Wysocka z Wyższej Szkoły Bankowej, rozwiązanie problemów kredytów frankowych wiąże się dla banków z bardzo poważnymi kosztami.

Zodnie z propozycją Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego mieszkaniowy kredyt walutowy od daty jego uruchomienia zostałby rozliczony tak, jak kredyt złotowy. Według szacunków KNF koszt konwersji kredytów wyniósłby dla banków 34,5 mld zł. W najbardziej kosztownym dla sektora wariancie, w którym dochodzi do unieważnienia kredytów - banki zwracają pobrane raty, a klienci nie zwracają kapitału - koszty dla banków wyniosłyby 234 mld zł.

"Te koszty wpłyną na strategię rozwoju, wdrażanie kolejnych innowacji w bankach. Polskie banki przez długi czas były uważane za bardzo nowoczesne. Sprawa franków na pewno je przyhamuje, wpłynie również na sytuację klientów" - powiedziała PAP Urszula Wysocka z Wyższej Szkoły Bankowej, doktor nauk ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Wakacje na giełdzie

Zdaniem ekspertki problem kredytów frankowych narastał przy akceptacji wszystkich uczestników rynku - nie tylko banków, ale również ich klientów, a także Komisji Nadzoru Finansowego, Związku Banków Polskich czy Narodowego Banku Polskiego. Dlatego, jak twierdzi, nie powinno się zrzucać całej odpowiedzialności tylko na same banki.

"Banki popełniły błędy, ale w całym procesie uczestniczyły też inne instytucje, w tym nadzór bankowy. Dlatego choć banki będą musiały ponieść duże koszty związane z kredytami frankowymi, to jest to obszar wsparcia ze strony państwa. Powinno się je np. odciążyć w innych obciążeniach kapitałowych. Podatek bankowy jest bardzo wysoki, więc można by go obniżyć albo zaliczyć składkę na Bankowy Fundusz Gwarancyjny do rozliczenia podatku" - powiedziała Wysocka.

Ekspertka zwróciła uwagę, że banki należą do największych podatników CIT w Polsce. "Cały czas mają największy wpływ, jeśli chodzi o nasze przychody do budżetu. Generują też rozwój gospodarczy. Dodatkowe obciążenie nie jest potrzebne" - oceniła.

Według Wysockiej część odpowiedzialności spada także na samych klientów banków. "Funkcjonujemy w gospodarce rynkowej, gdzie zawsze podejmowaniu decyzji związanych z udzieleniem i wzięciem kredytu towarzyszy ryzyko. Klienci zapomnieli też chyba, że korzystanie z kapitału wiąże się z pewnym kosztem. Gdybyśmy przeliczyli sobie koszty, które ponieśli ci kredytobiorcy, to są one nadal niższe niż dla klientów, którzy brali kredyt w złotych" - oceniła.

Dodała, iż z jej doświadczeń z pracy w bankowości wynika, że klienci woleli wówczas brać kredyty we frankach niż w złotych, gdyż były one tańsze. Jak wspomina, oburzali się, gdy niektóre banki nie miały takiej oferty.

"Do rozwiązania sprawy potrzebna jest współpraca również ze strony klientów, którzy w tej chwili są zagrzewani do walki w sądach przez liczących na zyski prawników. Tu potrzebny jest dialog i zrozumienie, bo trzeba pamiętać, że kupno mieszkania nie byłoby możliwe, gdyby nie współpraca banku" - powiedziała.

Zdaniem Wysockiej choć wielu kredytobiorców chciałoby zamknąć sprawę i dojść do ugody z bankiem, to pewna grupa klientów będzie chciała się procesować nawet kilka lat. "Mam wrażenie, że w tej chwili nie mamy do czynienia z dialogiem, ale przepychaniem się, kto ma rację, próbą sił. Tak nie znajdziemy rozwiązania" - dodała.

W jej opinii ta sytuacja powinna być rozwiązana jak najszybciej zarówno w interesie banków, jak samych klientów.

"Prezesi kilku dużych banków zadeklarowali chęć konwersji kredytów frankowych na złotówki według propozycji szefa KNF. Im szybciej klienci zaakceptują tę propozycję i zamkniemy tę trudną dyskusję, tym szybciej zyskamy. Dla banków to jest obciążenie, które tworzy dużą niepewność. Pamiętajmy, że banki są jednymi z najważniejszych uczestników naszego życia gospodarczego. Jeżeli banki nie będą dobrze do tego przygotowane, nie będą wzmocnione, to gospodarka się nie podniesie po pandemii" - oceniła Wysocka.

Dodała, że ze względu na tak istotną rolę banków, powinny one liczyć na większe wsparcie, zwłaszcza ze strony instytucji nadzoru i państwa.

autorka: Małgorzata Werner-Woś

Źródło:PAP
Tematy
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.

Komentarze (94)

dodaj komentarz
94angie94
Czy warunki umowy kredytowej we CHF się zmieniły od momentu zawarcia?
Czy żaden kredytobiorca nie wpadł na to, że kurs CHF się zmienia?
Czy ktokolwiek na rynku wie ile wynosić będzie kurs CHF za kilka lat?
Dlaczego skrzywdzeni Frankowicze nie domagali się zmiany treści umowy gdy spłacali kredyt na korzystniejszych warunkach
Czy warunki umowy kredytowej we CHF się zmieniły od momentu zawarcia?
Czy żaden kredytobiorca nie wpadł na to, że kurs CHF się zmienia?
Czy ktokolwiek na rynku wie ile wynosić będzie kurs CHF za kilka lat?
Dlaczego skrzywdzeni Frankowicze nie domagali się zmiany treści umowy gdy spłacali kredyt na korzystniejszych warunkach niż klienci w PLN?
Proszę zastanowić się, co stanie się gdy kurs CHF gwałtownie spadnie. Czy wówczas kontynuowane będą procesy sądowe? Aktualnie temat jest bardzo popularny, ale czy ktoś zastanowił się nad odpowiedzią nad tymi pytaniami?

Najniekorzystniejsza wydaje się być sytuacja, gdy ktoś w danym momencie przelicza na złotówki ile kredytu pozostało do spłaty, ale czy ktoś zagwarantował że kurs CHF nigdy nie spadnie?
tttttt
Czy nie chciało ci się przeczytać wcześniejszych postów? Czy nie uważasz, że tam mogły być odpowiedzi na twoje pytania? Czy uważasz, że Twoje pytania są inne niż innych? Czy zastanowiłeś się nad odpowiedziami na te pytania?
tttttt
Specjalnie tylko dla ciebie przekopiuję swój post pisany w odpowiedzi na pytania kogoś innego, stąd cytaty z jego pytań, ale w zasadzie są tożsame z twoimi.

Cyt:" skoro było takie zapotrzebowanie na taki produkt to został wprowadzony.... Bez popytu nie byłoby podaży."

Kolejność była odwrotna. To banki najpierw
Specjalnie tylko dla ciebie przekopiuję swój post pisany w odpowiedzi na pytania kogoś innego, stąd cytaty z jego pytań, ale w zasadzie są tożsame z twoimi.

Cyt:" skoro było takie zapotrzebowanie na taki produkt to został wprowadzony.... Bez popytu nie byłoby podaży."

Kolejność była odwrotna. To banki najpierw wprowadziły toksyczny produkt do obrotu. A potem konsumenci z niego zaczęli korzystać a nie na odwrót. Przecież konsumenci nie składali masowo jakichś petycji do banków o to, by wprowadziły taki produkt! To banki kreowały popyt poprzez wprowadzanie takich produktów. Poczytaj sobie o missellingu.

Cyt:"klienci sami podpisywali takie umowy"

Nie rozumiem na co to jest argument. Klienci nie podpisywaliby tych umów, gdyby banki rzetelnie informowały O (1) SKALI RYZYKA i (2) WADACH PRAWNYCH TYCH UMÓW tj:
1. skali ryzyka - to jest bardzo obszerny temat i wasze ignorowanie tego tematu i sprowadzanie tej kwestii tylko do informacji o możliwej zmianie kursu jest ogromnym uproszczeniem wątku i ma na celu wmówienie opinii publicznej, że frankowicze to ryzykanci, że frankowicze czegoś zaniechali, że frankowicze podpisywali umowy mając świadomość wad prawnych swoich umów, że frankowicze coś mają teraz zyskać kosztem kogoś innego. Wystarczyłoby, żeby bank POINFORMOWAŁ MNIE O RYZYKU np:
A. (!) gdyby poinformował mnie, że 3 lata przed moją umową w 2005, sam SEKTOR BANKOWY uznał te umowy za poważne ZAGROŻENIE i Zarząd Banków Polskich próbował zakazać udzielania tych kredytów oraz wyjaśnił DLACZEGO;
B. gdyby przedstawił mi raport Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego o sytuacji banków z 2007 roku. Są tam np bardzo ciekawe i ważne dla tego tematu, konkluzje o aprecjacji/deprecjacji wybranych walut;
C. (!) uświadomił mnie, że MA REALNY WPŁYW na kurs waluty wykorzystując, w sposób masowy, mechanizmy typu fx swap, cirs. Już tylko to prawdopodobnie ZMIENIŁOBY MOJĄ DECYZJĘ. Znajdź sobie dokument w sieci: "wpływ sanacji kredytów frankowych na rynek swapów walutowych w PLN". Ciekawa lektura;
D. (!) gdyby poinformował mnie o tym, że włoscy akcjonariusze bodajrze Pekao SA zabronili udzielać tych kredytów na polskim rynku i wyjaśnił dlaczego;
E. gdyby poinformował mnie, w jaki sposób zabezpiecza siebie samego przed wpływem zmiany kursu waluty;
F. gdyby przedstawił mi konkretne wyliczenia mojej raty a w szczególności wpływu deprecjacji złotego na stan mojego SALDA zadłużenia. Konkretnie w postaci wykresu, tabelki przy różnych założeniach dla zmiany kursu chf vs pln;
G. pokazał mi historyczne notowania kursu chf na przestrzeni kilku dekad a nie 2óch, 3ech lat, szczególnie z uwzględnieniem ówczesnej sytuacji makroekonomicznej zarówno Polski jak i tego co działo się już wtedy choćby w USA.
Dopiero mając np tego typu wiedzę, podejmowałbym świadomie decyzję o podpisaniu tej umowy. Wtedy możnaby mówić, że JA ŚWIADOMIE ZOSTAŁEM RYZYKANTEM. Gdyby bank tak przedstawił tę ofertę to nie mielibyśmy 600 tys frankowiczów, tylko 1tys. I można by ich olać. My, przez dezinformację banków, nie byliśmy w stanie ocenić SKALI ryzyka, a nie czy ono jest, czy go nie ma. Nikt nie neguje oczywistych faktów, że kursy są zmienne, ale bank, jako profesjonalny "ekonomista" powinien m. in. przedstawić pełną ówczesną sytuację makroekonomiczną Polski i świata odnoszącą się do tego tematu, plus to wszystko co wymieniłem wcześniej. Wtedy znałbym skalę ryzyka. Obowiązkiem banku jest mi wszystko wytłumaczyć. Bank wprowadzał iluzję informacji o ryzyku. Większość ten wątek spłyca do prostej konstatacji, że każdy powinien przewidzieć, możliwość zmiany kursu. Tyle to wie każde dziecko. Ale ograniczenie się do sformułowania, że coś może wzrosnąć, coś może spaść o nieokreślone %, bez przedstawienia całego kontekstu ekonomicznego, nie jest informacją. To była celowa dezinformacja. Próba ośmieszenia tego wątku porównując do innych historii z konsumentami (CIF, gorąca kawa w kubku etc) jest absurdalna. Bank powinien uwzględniać poziom wiedzy danego konsumenta każdorazowo przed podpisaniem umowy. Takie były też zalecenia rekomendacji S. Niedopełnienie tego obowiązku informacyjnego było sprzeczne z tzw zasadami współżycia społecznego a już tylko przez ten fakt umowę powinno uznać się za nieważną (art 58kc). To nie są dyrdymały, przez to padają w sądach umowy. NIE MIAŁEM pełnej świadomości ryzyka.
2. oraz, żeby PRZED PODPISANIEM Umowy bank poinformował mnie o wadach PRAWNYCH tych umów, np:
A. zostały tak skonstruowane, że całe ryzyko przerzucają jednostronnie na konsumenta;
B. banki MAJĄ realny WPŁYW na wartość waluty poprzez różne finansowe mechanizmy pochodne typu FX SWAPy, CIRSy;
C. tabele przeliczeniowe;
D. dowolne kształtowanie spreadu w konsekwencji, nieokreślenie wartości każdej raty a więc także całej kwoty kredytu/zadłużenia;
E. naruszenie zasady walutowości;
F. abuzywność klauzuli ryzyka;
G. niedozwolony charakter postanowień umownych;
H. MISSELLING.
O tym wszystkim NIE przeczytałbym w mojej umowie! GDYBYM WIEDZIAŁ o tego typu WADACH mojej umowy, to zapewniam, że NIE skorzystałbym z tej oferty niezależnie od niższego oprocentowania. Dodatkowo KLAUZULE NIEDOZWOLONE poznaliśmy iks lat po podpisaniu naszych umów. A nie przed! Banki, już wcześniej miały świadomość, że te kredyty w ogóle nie powinny być udzielane.We wszystkich krajach uznano ten kredyt za toksyczny produkt. W 2005 ZBP zwrócił się do GINB o wydanie ZAKAZU UDZIELANIA tych kredytów. Moja umowa jest z 2008. W 2009ym był pierwszy wyrok SOKiK. Banki MIAŁY ŚWIADOMOŚĆ WAD tych umów a mimo to ich nie wycofały. Sic! Tak się stało chociażby po wnioskach w Sejmie jednej z partii. To tylko potwierdza, z jak wielkim niezrozumieniem tej problematyki wśród posłów, ekonomistów (chociaż ci to bardziej dziś nabrali wody w usta), sędziów, także prawników, w tamtym czasie mieliśmy do czynienia, a co dopiero wśród zwykłych konsumentów.
Cyt:"jasne ze się wkurzamy na frankowiczów bo ja po części będę musiał ich sfinansować".
Te próby wmówienia opinii publicznej potrzeby rzekomego tzw "uspołecznienia" konsekwencji wyroków frankowych są żenujące.
Poza tym wszystkim zwróć uwagę co mamy na szali - z jednej strony hipotetyczny wzrost np opłaty za konto np 5 zł /mc a na drugiej ogromne kwoty, które konsumenci frankowi już nadpłacili bądź nadpłacać będą w przypadku dalszego trwania umowy. Mówimy o zupełnie innych pieniądzach, które banki zarabiają, a których NIE powinny zarobić. Bardziej powinniśmy mówić, że to bank musi mi ODDAĆ coś co niesłusznie zarobił, a nie że to są jego KOSZTY
tttttt
Wzrost kursu waluty spowodował skutek ekonomiczny - to oczywiste i to znacznie przyspieszyło proces nauki przez wszystkich o problemie. Ale to w żaden sposób nie umniejsza wad tych umów. Pierwsze batalie sądowe były jeszcze PRZED wzrostami wartości CHF. Banki miały pełną wiedzę, ale nie dzieliły się nią z konsumentem. Nawet nie ci Wzrost kursu waluty spowodował skutek ekonomiczny - to oczywiste i to znacznie przyspieszyło proces nauki przez wszystkich o problemie. Ale to w żaden sposób nie umniejsza wad tych umów. Pierwsze batalie sądowe były jeszcze PRZED wzrostami wartości CHF. Banki miały pełną wiedzę, ale nie dzieliły się nią z konsumentem. Nawet nie ci doradcy, którzy udzielali kredytów, drukowali umowy, ale napewno prezesi, akcjonariusze. W odniesieniu do takich umów, ograniczenie się do sformułowania, że coś może wzrosnąć, coś może spaść o x %, to nie jest informacja, to stworzenie iluzji informacji. To dezinformacja.
Czy dzisiaj poszedłbym do sądu, gdyby kurs nadal był na poziomie z dnia umowy? Oczywiste jest, że nie wydałbym masy pieniędzy na prawników, tylko po to żeby komuś coś udowodnić, gdyby w moim poczuciu/rachunku wszystko było ok. Przecież nie mogę działać na swoją szkodę. Tylko to, czy ja coś bym dzisiaj zrobił, czy nie, gdyby relacja chf/pln była wciąż dla mnie korzystna, nie ma dla tych rozważań historyczno - prawnych żadnego znaczenia. Ty taką argumentacją chcesz mi zabrać moralne prawo do dochodzenia swych racji przed pozostałą częścią społeczeństwa. Dzisiaj rachunek ekonomiczny jest fatalny - doprowadziły do tego banki - począwszy od swojej dezinformacji o skali ryzyka.
jacekdr64
Nauczka dla klientów, żeby nie wierzyć doradcom w bankach.
Doradcy zapewniali, że frank jest stabilny, ale w umowie tego nie było..
Klient brał we frankach kredyt, bo większy dostał...
Nauczcie się, że nie ma dobrobytu na kredyt, a doradcy tak doradzają, żeby
wyciągnąć jak największą prowizję dla siebie.
walsoraj
Klienci słyszą to co chcą usłyszeć i wybierają takie tłumaczenie jakie im będzie pasowało. Doradca w banku mówi jedno a klient słyszy drugie. Jak w jednym banku mówili że opłaca się w CHF a w drugim mówili że w PLN to klienci brali w CHF bo tu i teraz wychodziło to taniej. Argumenty że za 5 lat się może okazać drożej nikogo nie interesowały.Klienci słyszą to co chcą usłyszeć i wybierają takie tłumaczenie jakie im będzie pasowało. Doradca w banku mówi jedno a klient słyszy drugie. Jak w jednym banku mówili że opłaca się w CHF a w drugim mówili że w PLN to klienci brali w CHF bo tu i teraz wychodziło to taniej. Argumenty że za 5 lat się może okazać drożej nikogo nie interesowały. Znam to z autopsji. Gdyby CHF dziś kosztował 2,50 zł to nikomu by dziś abuzywne treści w umowach nie przeszkadzały.
richie12 odpowiada walsoraj
Dokładnie tak
tttttt odpowiada walsoraj
Pisałem w innych postach bardzo obszernie na czym polegała błąd banków w kwestii nierzetelnego informowania klientów odnośnie ryzyka. Banki nie informowały tak jak mogły, tak jak powinny o skali ryzyka. Argumentów, które powinny użyć przy obiektywnej ocenie ryzyka jest znacznie więcej niż tylko powiadomienie, że kurs może się zmienic.Pisałem w innych postach bardzo obszernie na czym polegała błąd banków w kwestii nierzetelnego informowania klientów odnośnie ryzyka. Banki nie informowały tak jak mogły, tak jak powinny o skali ryzyka. Argumentów, które powinny użyć przy obiektywnej ocenie ryzyka jest znacznie więcej niż tylko powiadomienie, że kurs może się zmienic. Gdyby banki informowały o tym wszystkim co same wiedziały, to frankowiczów byłoby nie 800 tys tylko 1tys. Wymienilem to wszystko w innych postach. Czy dzisiaj poszedłbym do sądu, gdyby kurs nadal był na poziomie z dnia umowy? Oczywiste jest, że nie wydałbym masy pieniędzy na prawników, tylko po to żeby komuś coś udowodnić, gdyby w moim poczuciu/rachunku wszystko było ok. Przecież nie mogę działać na swoją szkodę. Tylko to, czy ja coś bym dzisiaj zrobił, czy nie, gdyby relacja chf/pln była wciąż dla mnie korzystna, nie ma dla tych rozważań historyczno - prawnych żadnego znaczenia. Ty taką argumentacją chcesz mi zabrać moralne prawo do dochodzenia swych racji przed pozostałą częścią społeczeństwa. Dzisiaj rachunek ekonomiczny jest fatalny - doprowadziły do tego banki - począwszy od swojej dezinformacji o skali ryzyka.
frankmaster
"Gdybyśmy przeliczyli sobie koszty, które ponieśli ci kredytobiorcy, to są one nadal niższe niż dla klientów, którzy brali kredyt w złotych" Droga pani, liczyłem te koszty kilka miesięcy temu. Kredyt w CHF w obecnej chwili przegrywa pod każdym względem z kredytem w PLN. Suma wpłaconych rat - wyższa (w moim przypadku od "Gdybyśmy przeliczyli sobie koszty, które ponieśli ci kredytobiorcy, to są one nadal niższe niż dla klientów, którzy brali kredyt w złotych" Droga pani, liczyłem te koszty kilka miesięcy temu. Kredyt w CHF w obecnej chwili przegrywa pod każdym względem z kredytem w PLN. Suma wpłaconych rat - wyższa (w moim przypadku od stycznia tego roku - do niedawna jedyny i ostatni argument za kredytem w CHF), kapitał pozostały do spłaty przeliczony na PLN - wyższy (i to niemal o 60% !!!), rata wyższa o ok. 50% w stosunku do obecnej raty w PLN! Nie ma kompletnie żadnej zalety posiadania kredytu w CHF. Jest stos problemów związany z ich posiadaniem i jedynym sposobem jest wygrana sprawa w sądzie. Na nieszczęście banków klienci walutowi (nie tylko w CHF) wreszcie przestali sobie wmawiać, że tak musi być jak jest - nie, nie musi. Coraz więcej znajomych nabitych w kredyty walutowe idzie do sądów, bo zrozumiało, jak zostali oszukani. I coraz więcej z nas wygrywa. Mogę sądzić się z bankiem latami, mam czas, ważne aby zostało dokonane uczciwe zgodne z prawem rozliczenie.
brozowy
Pani "ekspertka" chciała błysnąć, ale jej nie wyszło. Najbardziej się wystraszyłem, że banki " nie będą innowacyjne" buhahahahaaa..... Jak żyć bez innowacji w banku, jak żyć? :)

Powiązane: Frankowcy w sądach

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki