Czarny sen bankierów centralnych w strefie euro wciąż trwa. W styczniu
w unii monetarnej również odnotowano deflację cenową i to najwyższą w historii.


Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych spadły w styczniu w ujęciu rocznym o 0,6% - poinformował Eurostat. Analitycy spodziewali się deflacji, choć na poziomie 0,5%.
Jak można było się domyślać, największy udział w spadku cen miała taniejąca energia – jej ceny na przestrzeni roku spadły o 8,9%. Spadły też ceny żywności, alkoholu i wyrobów tytoniowych (-0,1% wobec 0,0% w grudniu) oraz dóbr przemysłowych (-0,1% wobec 0,0% w grudniu), natomiast usługi podrożały o 1,2% wobec wzrostu o 1% w grudniu.

Dzisiejszy odczyt wskaźnika HICP to wyrównanie historycznego minimum z lipca 2009 r. W ubiegłym miesiącu (-0,2%) deflacja wróciła do strefy euro po raz pierwszy od października 2009 r. - był to ostatni rozdział trwającego 5 miesięcy okresu odnotowywania w strefie euro spadku cen dóbr i usług konsumpcyjnych. Tego ile potrwa obecna „przygoda z deflacją” wciąż nie wiadomo – kluczowymi czynnikami będą z pewnością (tak jak w 2009 r.) ceny paliw, a także żywności.
Zobacz też: 5 mitów o deflacji
Dzisiejsza publikacja to wstępny odczyt. Dane finalne wraz z podziałem na poszczególne kraje poznamy 24 lutego. Już teraz – za sprawą wczorajszego komunikatu niemieckiego urzędu statystycznego (-0,5% r/r) – wiemy, że deflacja zawitała do największej gospodarki strefy euro.
Zobacz też: Nagły atak deflacjofobii
W styczniu także Europejski Bank Centralny oficjalnie poinformował o uruchomieniu programu luzowania ilościowego (QE) polegającego na skupie aktywów, w tym przede wszystkim obligacji rządowych. Program, na który EBC zdecydował się m.in. ze względu na deflację, rozpocząć ma się w marcu tego roku i potrwać do września 2016 r. Co miesiąc EBC planuje przeznaczać na zakupy 60 mld euro.

























































