Czwartkowe popołudnie wstrząsnęło rynkiem walutowym. Nieoczekiwana decyzja Europejskiego Banku Centralnego zatopiła notowania euro, podniosła wycenę dolara i rykoszetem uderzyła w polskiego złotego.


Szeryf Draghi znów zaczął strzelać pieniędzmi, niejako „przed terminem” uruchamiając trzecią rundę preferencyjnych kredytów dla banków ze strefy euro. Uruchomienie TLTRO3, obniżenie prognoz gospodarczych dla eurolandu oraz wydłużenie obietnicy utrzymania ultra-niskich stóp procentowych przełożyło się na gwałtowną utratę wartości euro wobec dolara amerykańskiego.
Kurs EUR/USD zleciał z ok. 1,13 do niespełna 1,12, w czwartek wieczorem wyznaczając najniższą wartość od kwietnia 2017. Później euro odzyskało nieco terenu, ale w piątek rano wciąż było wyceniane na zaledwie 1,1211 dolara.
Decyzje EBC uderzyły też w polską walutę. Złoty osłabił się nie tylko względem dolara, ale także wobec słabnącego euro. Kurs EUR/PLN wzrósł do 4,31 zł z poziomu 4,2950 zł przed komunikatem z Frankfurtu.
Ale prawdziwe fajerwerki wybuchły na parze dolar-złoty. Notowania amerykańskiej waluty w porywach dotarły do 3,8587 zł, w ten sposób niemal wyrównując szczyt sprzed miesiąca, gdy „zielony” osiągnął najwyższą cenę od maja 2017.
Nieco spokojniejszą reakcję odnotowano na parze frank-złoty. Helwecka waluta w piątek rano osiągnęła kurs niespełna 3,81 zł. To wciąż wyraźnie mniej niż we wrześniu 2018, gdy frank kosztował nawet 3,86 zł.
Krzysztof Kolany




























































