Resort pracy pracuje nad wprowadzeniem godzinnej stawki minimalnej dla osób zatrudnionych na podstawie umów-zleceń. Do tego konieczne będzie prowadzenie dokładnej ewidencji czasu pracy. Projekt zawiera zapis dotyczący również osób prowadzących własną działalność gospodarczą. Dla nich prowadzenie tej ewidencji może być kolejnym niepotrzebnym obowiązkiem, a nawet barierą w prowadzeniu biznesu.


Obecnie umowy cywilnoprawne często stosuje się po to, aby ominąć przepisy o płacy minimalnej. Jeśli ktoś jest zatrudniony na podstawie umowy o pracę, to za pełen etat nie może otrzymać mniejszego wynagrodzenia niż 1850 zł brutto (1355 zł netto). W przypadku umów-zleceń nie ma czegoś takiego jak płaca minimalna. Możliwe jest zlecenie komuś zadania, płacąc mu 6 zł za godzinę brutto (1 tys. zł brutto miesięcznie). Takich ofert pracy nie trzeba daleko szukać – wystarczy sprawdzić ogłoszenia w codziennych gazetach.
Eliminacja tej luki prawnej nie budzi większych wątpliwości. Prawdopodobnie może ona spowodować wzrost szarej strefy – o czym piszą projektodawcy w Ocenie Skutków Regulacji tej ustawy, ale równocześnie przewidują, że dzięki wprowadzeniu godzinowej stawki minimalnej w połączeniu ze zwiększonymi uprawnieniami Państwowej Inspekcji Pracy, w znacznym stopniu umowy-zlecenia będą zastępowane umowami o pracę.
Przeczytaj także
Wyższe koszty dla samozatrudnionych
Ustawa ma zacząć obowiązywać od lipca 2016 roku, obecnie jest konsultowana. Niestety zawiera ona również regulacje, które mogą mieć negatywny wpływ na rynek pracy, a szczególnie na osoby prowadzące działalność gospodarczą. Otóż zostaną oni zobligowani do prowadzenia ewidencji godzin pracy. Na swoim blogu w portalu Dyskusja.biz Katarzyna Latek napisała, że przepis ten będzie trudny do wyegzekwowania, ponadto zmusi niektórych przedsiębiorców – świadczących usługi dla kilku innych podmiotów – do kreowania pewnego rodzaju księgowej fikcji, tzn. tworzenia specjalnych ewidencji, z których wynikałoby, że zarobili dokładnie 12 zł za godzinę lub więcej.
Celem ustawy wprowadzającej minimalną stawkę godzinową jest zachęcenie pracodawców do zatrudniania na podstawie umów o pracę. M.in. z tego względu minimalne wynagrodzenie na zleceniu w ujęciu miesięcznym będzie wyższe niż na podstawie umowy o pracę (ok. 10%). Do lipca jest bardzo mało czasu, nie ma potrzeby ujmowania w projekcie osób samozatrudnionych, czyli w zasadzie przedsiębiorców, którzy najczęściej decydują się na tę formę zatrudnienia z powodu niedopasowania umów o pracę do charakteru wykonywanych przez nich zawodów.

Przeczytaj także
Na razie zostawmy przedsiębiorców
Jeśli celem ustawy jest przede wszystkim ograniczenie omijania przepisów o minimalnym wynagrodzeniu i chęć polepszenia sytuacji osób zatrudnionych na umowach-zleceniach (zwykle o niskiej wartości), to nie ma potrzeby – na tym etapie i tak szybko – by proponowane regulacje dotyczyły także przedsiębiorców. Istnieje uzasadniona obawa, że wprowadzenie jej w tym kształcie może doprowadzić do zwiększenia barier w prowadzeniu własnego biznesu w Polsce. A jak wiadomo, bariery to większe koszty. Ponieśliby je głównie samozatrudnieni, którzy świadczą usługi dla kilku podmiotów, czyli osoby, które w zasadzie działają legalnie (sprawa z samozatrudnionymi wystawiającymi jedną fakturę wymaga głębszego zastanowienia). I tak zamiast skupić się na wytwarzaniu nowych dóbr i usług, przedsiębiorcy będą wymyślać innowacyjne sposoby omijania nowych przepisów.






























































