„- Nie damy się dalej traktować jak niewolnicy. Mamy swoją godność - wołali zdenerwowani pracownicy fabryki telewizorów lodówek LG Electronics. Już kilka dni wcześniej umówili się, że w piątek, punktualnie o piętnastej, zatrzymają maszyny i pójdą do domów. - Szefowie kazali nam pracować do siedemnastej. Nic z tego. Wrócimy, gdy zaproponują nam normalne warunki – deklarowali” – czytamy w „Słowie Polskim Gazecie Wrocławskiej”.
„W buncie wzięło udział prawie 150 osób.- Zmuszają nas do pracy po dziesięć godzin dziennie, a wszystko za niespełna tysiąc złotych - denerwowali się Paweł Mazurek i Damian Żelazko. – Zanim dotrzemy do domów, jest środek nocy. Wiemy, że Koreańczycy nie mają prywatnego życia.” – czytam dalej.
„Szefowie LG nie chcieli z nami rozmawiać. Protestujący wczoraj pracownicy twierdzą, że firma zagroziła im dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy.” – podaje gazeta.
„Tymczasem w nocy z czwartku na piątek tragicznie zakończyła się próba naprawy maszyny w zakładzie LG Philips LCD. Urządzenie przygniotło 31-letniego serwisanta z tej firmy. (…) To już kolejny śmiertelny wypadek przy pracy w Biskupicach Podgórnych.” – informuje „Słowo Polskie Gazeta Wrocławska”.
Więcej na temat problemów LG w Polsce w dzisiejszym wydaniu „Słowa Polskiego Gazety Wrocławskiej” w artykule Michała Gigołła pt. „Bunt w LG”.
M.D.




























































