Według danych GUS liczba ludności Polski spadła o 159 tys. rok do roku. Pogłębiający się kryzys demograficzny wymusza reformę ochrony zdrowia. Zdaniem dr. Jerzego Gryglewicza puste oddziały pediatryczne i ginekologiczne należy już teraz przekształcać w zakłady opieki długoterminowej.


Liczba ludności Polski na koniec czerwca spadła o 159 tys. rdr, do 37,243 mln - podał GUS. Jednocześnie tempo ubytku rzeczywistego w I półroczu wyniosło minus 0,24 proc., co oznacza, że na każde 10 tys. mieszkańców Polski ubyły 24 osoby (wobec 23 osób przed rokiem). Ze wstępnych danych wynika również, że w I półroczu zarejestrowano ok. 115 tys. urodzeń żywych, tj. o ok. 1 tys. mniej niż rok wcześniej.
Dane GUS nie pozostawiają złudzeń. Demografia wymusi rewolucję w służbie zdrowia
Postępujący kryzys demograficzny wymusza głębokie zmiany w organizacji całego systemu ochrony zdrowia.
Jak powiedział PAP dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie, kluczowe aspekty, jeśli chodzi o demografię i potrzeby pacjentów, są bardzo dobrze zidentyfikowane w mapach potrzeb zdrowotnych opracowanych przez Ministerstwo Zdrowia.
- Przede wszystkim, spadnie liczba ludności i zmieni się jej struktura – najwięcej będzie przede wszystkim osób w wieku przedprodukcyjnym, czyli generalnie dzieci i młodzieży. W bardzo istotny sposób wzrośnie liczba osób w wieku poprodukcyjnym, czyli emerytów wyżej 65. roku życia. Jednocześnie będziemy dłużej żyć, a liczba urodzeń z roku na rok będzie malała – powiedział.

Zaznaczył, że takie zjawisko jest wyzwaniem dla ochrony zdrowia, bo wiele chorób przewlekłych pojawia się z wiekiem. To m.in. cukrzyca, choroby układu krążenia, schorzenia układu nerwowego czy narządów ruchu.
U osób starszych często pojawia się wielochorobowość, czyli kilka jednostek chorobowych jednocześnie. W sposób naturalny przybędzie pacjentów onkologicznych – szacuje się, że nawet o 40 proc. do 2060 roku w przypadku nowotworu płuca – wyjaśnił ekspert.
Porodówki i pediatrie świecą pustkami. Ekspert mówi wprost
Sprecyzował, że w mapach potrzeb zdrowotnych MZ wskazuje się przede wszystkim konieczność przemodelowania naszego systemu ochrony zdrowia i zmniejszenie zapotrzebowania na świadczenia zdrowotne dzieci i młodzieży, co wynika z tej niższej liczby urodzeń, jednocześnie zwiększenie możliwości leczenia osób starszych, przede wszystkim poprzez tworzenie zakładów opieki długoterminowej.
- Mamy za dużo łóżek szpitalnych - przykładami są oddziały ginekologiczne i pediatryczne. Już od czasów ministra Religi, ministrowie bez względu na opcję polityczną, wskazywali na konieczność przekształcenia części szpitali w zakładach opieki leczniczej. Zamiast pustych oddziałów potrzebujemy zakładów opieki długoterminowej – podkreślił.
W opinii specjalisty, obecna struktura właścicielska, która jest bardzo rozproszona, powoduje, że samorządy głównie powiatowe nie chcą ograniczać funkcjonowanie swoich szpitali, pomimo że te placówki są często bardzo zadłużone.
- Na niektórych oddziałach położniczych mamy zaledwie 150 porodów rocznie. To samo dotyczy oddziałów zabiegowych, są takie oddziały chirurgiczne, gdzie co drugi dzień przeprowadza się zabieg operacyjny i to też jest zupełnie nieracjonalne. Równocześnie mamy ogromne niedobory kadry medycznej i w takich właśnie oddziałach szpitalnych są lekarze, którzy cały czas są gotowości, realizują niewiele procedur medycznych – powiedział, dodając, że istotnym parametrem sugerowanym przez Ministerstwo Zdrowia dla oddziałów położniczych było 400 porodów rocznie.
- To wskaźnik, który się przewija w debacie publicznej, że wszystkie oddziały położnicze, które mają poniżej 400 porodów, powinny być zamknięte. Takie decyzje są obarczone kosztami politycznymi i w małych szpitalach zamknięcie tych oddziałów zawsze wywołuje lokalne protesty – zaznaczył.
Brakuje lekarzy, a łóżka stoją puste. Ochrona zdrowia musi się dostosować
Ekspert, zapytany o zmiany proponowane przez resort zdrowia (m.in. konsolidację szpitali czy wprowadzenie limitu wynagrodzeń lekarzy), powiedział, że zmniejszenie liczby oddziałów szpitalnych w poszczególnych placówkach może zwiększyć dostępność kadr na rynku pracy.
- Zamknięcie oddziału – np. ginekologiczno-położniczego czy pediatrycznego – zmusi zwolnionych lekarzy do podjęcia pracy w innych szpitalach, w których braki kadrowe są najbardziej odczuwalne. Zwiększenie podaży lekarzy przełoży się również na racjonalizację stawianych przez nich wymagań finansowych. Wysoki poziom obecnych zarobków w ochronie zdrowia wynika przede wszystkim z konieczności rywalizacji dyrektorów szpitali o deficytowych dotąd specjalistów – ocenił.
Dr Gryglewicz zwracił uwagę, że w Polsce nie stworzono spójnego modelu geriatrycznego. Zamiast tworzyć osobne oddziały, optymalnym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie obowiązku zatrudniania geriatry w roli konsultanta szpitalnego.
– Osoby w podeszłym wieku inaczej reagują na leczenie i mają odmienne potrzeby, a zbyt agresywna terapia bywa dla nich bardziej szkodliwa niż pomocna. Geriatra pełni tu rolę swoistego adwokata pacjenta – skupia się na najważniejszych elementach leczenia oraz na zachowaniu jak najlepszej sprawności i jakości życia seniora, a nie na spektakularnych sukcesach w leczeniu jednej konkretnej jednostki chorobowej – wyjaśnił ekspert.
Jak przypomniał, alternatywną koncepcją opieki były proponowane kilka lat temu Centra Zdrowia 75+, czyli powiatowe, dzienne domy opieki, zapewniające seniorom wsparcie medyczne i pielęgniarskie w ciągu dnia.
Teraz koncepcja MZ zakłada zmniejszenie liczby oddziałów szpitalnych poprzez narzucenie restrykcyjnych wymogów dotyczących np. minimalnej liczby wykonywanych zabiegów. Choć rozwiązanie to pozwala uniknąć sporów politycznych, budzi spory niepokój w środowisku medycznym.
- Bez głębokiej reformy nie uda się rozwiązać systemowych problemów: niedofinansowania, braku kadr, wysokich kosztów płacowych czy płacenia placówkom za samo istnienie, a nie za wykonaną pracę – podsumował Gryglewicz. (PAP)
kub/ kcz/































































