Dyskusja na temat tego, czy kryptowaluty są bezpieczną przystanią na czas kryzysu na rynkach finansowych, trwa od lat. W ostatnich dniach silne argumenty do ręki zyskali przeciwnicy tej tezy.


Złoto, obligacje, frank szwajcarski, jen japoński, bitcoin. W gronie tym elementem niepasującym do reszty jest najpopularniejsza z kryptowalut. Podczas gdy tradycyjne bezpieczne przystanie drożały na fali koronawirusowych spadków na rynkach, bitcoin zaliczył kolejny zjazd.
W poniedziałek jeden bitcoin kosztuje 7950 bitolarów. To o 23 proc. mniej niż podczas ostatniego szczytu, datowanego na 12 lutego (a więc jeszcze przed falą koronawirusowych spadków na rynkach akcji).
Dla porównania, w tym samym czasie cena uncji złota wzrosła z 1560 do 1660 dolarów (6,4 proc.), rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich spadły z 1,6 proc. do 0,45 proc., kurs USD/JPY spadł z 110 do 102 jenów, zaś EUR/CHF zszedł poniżej 1,06 franków.
- Mamy kolejny dowód, że bitcoin nie jest aktywem zabezpieczającym przed ryzykiem w gorących sytuacjach. W rzeczywistości jego cena spada mocniej niż ryzykownych aktywów – napisał na Twitterze amerykański ekonomista Nouriel Roubini, który nie po raz pierwszy krytycznie wypowiedział się o kryptowalutach.

- Zwolennicy bitcoina uważali, że jest on lepszy niż złoto jako bezpieczna przystań i środek przechowywania wartości. To nonsens – napisał inny znany w inwestorskim światku przeciwnik bitcoina, Peter Schiff.
Zawirowania na rynkach kryptowalutowych i walutowych wyraźnie obniżyły wycenę bitcoina w polskich złotych. Spadający kurs BTC zbiegł się z przeceną dolara, w efekcie czego jeden bitcoin kosztuje już ok. 30 000 zł wobec blisko 35 000 zł na piątkowym zamknięciu oraz 52 000 zł na historycznym szczycie.
Michał Żuławiński




























































