Po środowym posiedzeniu Fedu ceny złota poszły ostro w górę i w końcu przełamały barierę 1360-1380 dolarów za uncję, sygnalizując powrót hossy na rynku królewskiego metalu.


Gołębie nastawienie amerykańskiej Rezerwy Federalnej napędziło wzrosty przeróżnych klas aktywów, m.in. akcji, obligacji oraz złota. Drożejące od początku czerwca złoto zdołało w efekcie wybić się ponad poziom 1360-1380 dolarów, czyli barierę, na której zatrzymywały się wszystkie fale wzrostowe, jakie obserwowaliśmy od 2013 r. Jak pisał przed tygodniem Krzysztof Kolany, dopiero jej pokonanie i wybicie się kursu złota powyżej 1400 USD/oz. sygnalizowałoby powrót hossy.
Życzenie głównego analityka Bankier.pl spełniło się w piątek w nocy polskiego czasu. Dziś złoto jest już o ponad 4 proc. droższe niż przed ogłoszeniem komunikatu Fedu i kosztuje 1407,5 dolarów za uncję. Ostatnio królewski metal był równie drogi niemal 6 lat temu - we wrześniu 2013 r.
Z punktu widzenia polskiego inwestora istotna jest również cena wyrażona w polskich złotych. W nocy cena żółtego metalu zdołała chwilowo przebić 5300 zł za uncję, po czym nieznacznie spadła. Wciąż pozostaje jednak o 10 proc. wyższa niż na początku roku i najwyższa od 3 lat.
Maciej Kalwasiński



























































