Po tym jak cena bitcoina wzrosła w środę w nocy i rano z niespełna 10 tys. do
11,4 tys. dolarów, po południu polskiego czasu doszło do załamania kursu
i kryptowaluta spadła o blisko 20 proc. A potem znów gwałtownie odbiła w górę.


Bitcoin słynie z ogromnej zmienności i wczoraj i dziś daje tego pokaz. Po 4 dniach gwałtownych wzrostów, podczas których cena bitcoina wzrosła z 8,2 tys. do 11,4 tys. dolarów, nadeszła mocna korekta. Najpopularniejsza kryptowaluta została przeceniona do niespełna 9,3 tys. „zielonych”, a na niektórych platformach nawet poniżej 9 tys. dolarów (bitcoin, w przeciwieństwie do tradycyjnych walut, ma różne wyceny na różnych, niezależnych platformach, na których się nim handluje).
Blisko 20-procentowe spadki były spowodowane problemami z dostępnością do niektórych giełd i opóźnieniami w realizacji zleceń – informuje Bloomberg. Bitcoin kończył wrzesień na poziomie niewiele powyżej 4000 dolarów. - Ludzie realizują zyski po podwojeniu kursu w tak krótkim czasie - komentował David Mondrus z Trive.- Problemy z giełdami niewątpliwie się do tego dokładają - dodał analityk.
Następnie bitcoin znów zaczął mocno piąć się w górę i w czwartek rano trzeba było za niego płacić ponad 10,5 tys. dolarów.
Jak wskazuje Zerohedge.com, gwałtowne spadki zdarzają się bitcoinowi przynajmniej raz na kwartał – ostatni miał miejsce w połowie września, gdy kurs kryptowaluty załamał się o 35 proc.

Bitcoin rozpoczynał ten rok na poziomie 1000 dolarów, teraz jest już wyceniany na dziesięciokrotnie więcej, a niektórzy analitycy prognozują dalsze gwałtowne wzrosty. Inni określają kryptowalutę mianem bańki, która w każdej chwili może pęknąć.
MKa





























































