REKLAMA
Nagrodziliśmy najlepszych inwestorów w Wakacjach na Giełdzie

    JANUSZ KRYPTOSpłukani na krypto, bogaci na TikToku. Wypożyczone Bugatti i 8 likwidacji w 16 godzin

    Janusz Krypto2026-09-18 06:00analityk
    publikacja
    2026-09-18 06:00
    Dodaj Bankier.pl w Google

    Wynajęte luksusowe auta, płatne grupy sygnałowe za 2000 dolarów, kolejne katastrofy, a na końcu zupełna amnezja po stronie rynku. Dziś opowiemy sobie o tym, jak nieetyczni krypto-guru bezkarnie wracają po oszczędności kolejnych osób, a patoinfluencerka finansowa robi z fanów "płynność na wyjściu". 

    Spłukani na krypto, bogaci na TikToku. Wypożyczone Bugatti i 8 likwidacji w 16 godzin
    Spłukani na krypto, bogaci na TikToku. Wypożyczone Bugatti i 8 likwidacji w 16 godzin
    fot. Everett Collection / / Shutterstock

    Wczoraj mój siostrzeniec Paweł zadzwonił do mnie w takim stanie, że w pierwszej chwili pomyślałem, że znowu wyczyściło mu depozyt na giełdzie.

    - Wujek, wyobraź sobie, że on wrócił! - mówił rozgorączkowany - Robi fejm na TikToku, wozi się białym lambo po Dubaju i sprzedaje nowe kursy! Napisałem mu w komentarzu, co zrobił dwa lata temu z pieniędzmi ludzi. (...) skasował wpis i od razu mnie zablokował. Nikt już nic nie pamięta, wujek, ludzie w komentarzach piszą do niego "szefie". 

    "Doskonały produkt" i szybki skok na kasę

    Zaczęło się jakieś dwa lata temu, gdy Paweł poznawał kryptowaluty. Zgadał się z kolegą, który też próbował sił na rynku. Kolega był absolutnie zachwycony płatną grupą sygnałową na Telegramie, prowadzoną przez młodego polskiego influencera z modną fryzurą. Dostęp do tego "elitarnego klubu" kosztował 2000 dolarów rocznie płatne z góry.

    Co ważne nikt nie nazywał tego płatną grupą. Kolega Pawła mówił o tym internetowym forum per. "produkt". Ja oceniam "produkt". "Produkt" jest dobry za tę cenę. Ten "produkt" serio daje przewagę na rynku. Wypowiadał to z nabożną czcią, jakby go ktoś zaprogramował.

    Scammingout

    "Produkt" zawierał: 

    • naukę podstaw typu co to blockchain.
    • przeglądy rynku kilka razy dziennie - omówienia sytuacji makroekonomicznej, "profesjonalne analizy techniczne", wykresy, strzałki, formacje.
    • sygnały - różni "trenerzy" dzielili się swoimi dokładnymi momentami wejścia i wyjścia, a społeczność mogła głosować, który analityk zostaje na platformie, a kto wypada z listy. 
    • forum do luźnych dyskusji - podobno sporo miejsca zajmowały wątki geopolityczne, gdzie można było porozmawiać się o stanie świata, przyszłości Polski, ponarzekać na lewaków z UE. 

    Paweł zachował wtedy resztki rozsądku i nie zapłacił. Głównie dlatego, że po prostu nie miał wolnych 2000 dolarów na abonament. Dogadał się z kolegą, że ten będzie mu podsyłał screeny z grupy. Nie skorzystał jednak z sygnałów, bo nie miał na wkład. Z zazdrością obserwował, jak koledze wchodzą kolejne "trejdy".

    Sielanka nie trwała jednak długo. Najpierw jeden z giełdowych "trenerów" wsadził kolegę na minę przy wysokiej dźwigni, czyszcząc mu połowę depozytu. 

    Resztę środków włożył w tokena, który według "analityków" z grupy miał być absolutną rewolucją. W rzeczywistości był to stary, porzucony projekt, który swój historyczny szczyt zaliczył 3 lata wcześniej. Członkowie grupy z Telegrama pomogli mu wyrysować na wykresie ostatnią zieloną świecę, służąc komuś jako "wyjściowa płynność".

    Płatna grupa przeżyła zaledwie 4 miesięcy z obiecanych i opłaconych 12. Młody guru z modną fryzurą nagrał płaczliwe wideo, tłumacząc się gęsto, że oszukali go wspólnicy, uciekli z pieniędzmi i on sam jest tutaj największą ofiarą. Później skasował grupę i zniknął.

    Dubajski feniks z popiołów

    Co stało się z naszym krypto-influencerem po tym, gdy wyczyścił grupę na Telegramie i zwinął interes? Poleciał do Dubaju i czekał aż kurz opadnie. Później zaczął stopniowo wracać do sieci, opowiadając o tym jak to wyjechał, bo w Polsce prześladuje się przedsiębiorców, a w ZEA jest wolność gospodarcza.

    Później wrzucił do sieci zrzut ekranu z udaną transakcją z dźwignią 50x, na której zyskał kilka tysięcy procent zwrotu. Oczywiście nie chwalił się żadną stratną pozycją i nikt nie wie, ile stracił, by pochwalić się tym jednym zyskiem.

    Wydaje się, że nikt nie pamięta już o tysiącu osób, które straciły na jego poprzednim "produkcie". Liczy się to, że facet stoi przy wypożyczonym Ferrari na tle Dubai Marina i pokazuje cyferki na ekranie telefonu. Stał się idolem, bo w oczach fanów jest bogaty. Interes znów się kręci, pod jego filmami pojawiają się pochwalne komentarze, a próby przypomnienia dawnych wyczynów - takie jak komentarz mojego siostrzeńca - są wyciszane.

    Gdy rozmawiałem o tym z Pawłem, dotarło do mnie coś co przeraziło mnie bardziej niż bezczelność z jaką odbywa się to mamienie naiwnych. W wielu przypadkach te internetowe kariery nie mają już absolutnie nic wspólnego z finansami czy inwestowaniem. Influencerzy nie tworzą społeczności inwestorów tylko zamknięte sekty, w których piorą ludziom mózgi.

    Paweł opowiedział mi o swoim drugim koledze. Chłopak pasjami ogląda w internecie innego finfluencera - speca od "flipowania kawalerkami" i budowania nieruchomościowego imperium. Problem w tym, że ten kolega nie ma ani grosza oszczędności.

    Gdy Paweł zapytał go wprost: "Po co ty go w ogóle oglądasz i po co kupujesz jego książki, skoro niczym nie flipujesz i nie masz kasy?", ten odpowiedział z pełną powagą: "Bo on dobrze gada o świecie. Życiowy jest."

    Jak poznałem Andrew Tate'a

    Widząc moje rosnące zdziwienie, Paweł postanowił uświadomić mnie, że polskie podwórko to tylko marne naśladownictwo tego, co dzieje się na świecie.

    - Wujek, a wiesz kim jest Andrew Tate? - rzucił, po czym streścił mi historię człowieka, który dla milionów stał się wzorem męskości i finansowej niezależności.

    Okazuje się, że ten internetowy mistrz, który pouczał w filmach świat z pozycji multimilionera posiadającego flotę luksusowych aut i prywatne jachty, jest biedniejszy niż się wydaje. W sierpniu 2026 roku podczas spraw sądowych w USA powiedzieli o tym jego prawnicy, próbując wyciągnąć go z aresztu za kaucją.

    Z dokumentów sądowych wynika, że Tate wcale nie był właścicielem supersamochodów ani jachtu za 50-milionów dolarów, którymi chwalił się w sieci. Luksusowe auta (w tym Bugatti czy Aston Martin) były wynajmowane do zdjęć. Za promowanie jachtu dostał wynagrodzenie. Prawnicy przyznali, że wizerunek bogacza był tylko chwytem marketingowym, mającym generować wyświetlenia i przyciągać uwagę.

    Żeby było zabawniej, ten sam "geniusz biznesu" spróbował niedawno sił na rynku kryptowalut. Efekt? Dane z blockchaina z czerwca 2026 roku pokazują, że na giełdzie Hyperliquid został wyczyszczony aż 8 razy w ciągu zaledwie 16 godzin! Grając na dźwigni 40x na bitcoinie, w ciągu jednej doby przepalił setki tysięcy dolarów.

    Chrońcie kapitał

    Po tej rozmowie z Pawłem naszły mnie niewesołe myśli, że bardziej niż uczciwość, liczą się teraz atrakcyjne ujęcia i umiejętność wciśnięcia "zablokuj użytkownika", gdy zaczynają się niewygodne pytania.

    Są też jednak dobrzy influencerzy - nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka. Ten gatunek raczej nie pozuje w drogich autach i nie afiszuje się bogactwem. Wiedza uczy pokory

    Pamiętajcie, dla patoinfluencerów nie jesteście partnerami w biznesie, nie troszczą się o Was, chcą tylko Waszych pieniędzy. Gotówki na kolejną ratę za wynajem luksusowego auta w Dubaju. Uważajcie zatem na grupy sygnałowe, reflinki do giełd z dźwignią, gładkie słówka. Lepiej trzymać pieniądze pod poduszką niż utrzymywać tych "biznesmenów". 


    Tekst nie jest rekomendacją inwestycyjną - wręcz przeciwnie. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych osób i zdarzeń nie są przypadkowe. 

    Wszystkie zapiski z mojego dziennika znajdziecie w tym miejscu. Zapraszam też do odwiedzin na moim Facebooku. Maile możecie słać na adres janusz.krypto@bankier.pl. Tekst nie jest poradą inwestycyjną.

    Źródło:

    Janusz Krypto to fikcyjna postać stworzona przez redakcję Bankier.pl przy współpracy z Radą Ekspertów. Reprezentuje tradycyjnych inwestorów. Jego celem nie jest pogoń za szybkim zyskiem, lecz chłodna weryfikacja rynku kryptowalut i sprawdzenie, czy cyfrowe aktywa mają rację bytu w portfelu poważnego inwestora. Kolejne kroki Janusza są wspierane merytorycznie przez profesorów, bankowców i specjalistów od informatyki i cyberbezpieczeństwa. O sobie: “Mam 59 lat i portfel nudny jak flaki z olejem: solidne akcje dywidendowe, fizyczne złoto i obligacje skarbowe. Przez lata omijałem kryptowaluty szerokim łukiem, patrząc na nie jak na wirtualne żetony bez pokrycia. Skoro jednak największe fundusze świata i banki centralne biorą się za bitcoina, odkładam emocje na bok i wyciągam notes. Przeprowadzam audyt na własnych zasadach: najpierw wiedza, potem pieniądze. Nie słucham influencerów z TikToka, tylko twardych danych i moich biegłych.”

    Tematy

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane: Janusz Krypto

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki