Omena Mensah czytała na Facebooku o własnej śmierci. Prof. Jerzy Szaflik dowiedział się od pacjenta, że poleca preparat, którego nigdy nie widział. Generatywna AI sprawiła, że cudza twarz i cudzy głos są dziś najtańszym elementem kampanii oszustów. Platforma, która te reklamy emituje, bierze za nie pieniądze.


Na Facebooku pojawiały się fałszywe informacje o śmierci dziennikarki i prezenterki Omeny Mensah albo o tym, że trafiła do więzienia. Deepfake'owe reklamy wykorzystywały jej prawdziwe, aktualne dane osobowe. W skardze do UODO Mensah wskazała 263 reklamy, z których wiele miało od dwóch do sześciu wersji. W sierpniu 2024 r. prezes UODO nakazał Mecie wstrzymanie takich reklam na terenie Polski na trzy miesiące.
Dwa lata później problem wrócił do domu Mensah i Rafała Brzoski. Fałszywe reklamy z wizerunkiem małżonków trafiły do ich dzieci, choć sądy i UODO nakazywały blokadę. Brzoska zaatakował Metę publicznie, a koncern tymczasowo zablokował jego konto. Wicepremier Krzysztof Gawkowski ocenił, że Meta emituje reklamę, zarabia na niej, a odpowiedzialność próbuje przerzucić na anonimowego reklamodawcę.
Twarz, która daje gwarancję
Mechanizm nie jest nowy, zmieniła się jakość. Już w 2024 r. NASK opisywał deepfake'i, w których do „wyjątkowo korzystnych" inwestycji namawiali prezydent Andrzej Duda, ministra zdrowia Izabela Leszczyna, Robert Lewandowski, Rafał Brzoska i influencer Kamil Labudda. Mówili „swoim" głosem, a treść zgadzała się z ruchem ust i gestykulacją. Nagrania osadzano w szablonie programu informacyjnego, żeby podnieść ich rangę.
Po autorytet medyczny oszuści sięgają równie chętnie. Prof. Szaflik, okulista, trafił do zmontowanych materiałów wideo zachęcających do przyjmowania preparatu, którego nigdy nie polecał. O sprawie dowiedział się od pacjenta, który zadzwonił zapytać, czy naprawdę wystąpił w reklamie.

Fundacja Rafała Brzoski przeanalizowała tysiące podejrzanych reklam. W materiałach podrabiano szyldy TVN24, Gazeta.pl i wPolsce24, a także marki LOTTO, PKO BP, PGE, Allegro, InPost, NFZ i Poczty Polskiej. Fałszywe paski, nagłówki, logotypy i studia telewizyjne mają zastąpić wiarygodność, której oszust nie ma. Autorzy analizy streszczają schemat w czterech krokach: ukradnij zaufanie, sfabrykuj dowód, wywołaj emocję, zarabiaj na kliknięciu.
Szkoda bez przelewu
Nie każda fałszywka celuje w oszczędności. Z analizy fundacji wynika, że dziecko może zobaczyć reklamę informującą o śmierci rodzica, a obok zwykłych treści pojawiają się seksualizujące deepfake'i. Reklamowane są też aplikacje działające według schematu „wgraj zdjęcie, rozbierz osobę". Do krzywdy nie potrzeba przelewu. Wystarczy upokorzenie albo strach.
760 mln zł rocznie
Fundacja Instrat oszacowała we wrześniu, że oszukańcze reklamy odpowiadają za 10,8 proc. zasięgu wszystkich reklam na platformach Mety w Polsce. W ciągu roku mogły przynieść koncernowi około 760 mln zł, czyli ponad jedną trzecią jego polskich przychodów. Straty po drugiej stronie są podobnego rzędu: według Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości Polacy stracili w 2025 r. na oszustwach internetowych 537 mln zł.
Meta przedstawia inne liczby. Od lipca 2025 r. do czerwca 2026 r. usunęła około 137 tys. reklam pochodzących z Polski z powodu naruszeń zasad dotyczących oszustw, z czego ponad 88 proc. przed zgłoszeniem przez użytkowników. Ministerstwo Cyfryzacji twierdzi, że szybko weryfikowane i usuwane jest zaledwie kilkanaście procent zgłaszanych treści. 26 sierpnia Gawkowski skierował do Komisji Europejskiej wniosek o nałożenie na Metę 250 mln euro kary.
150 proc. i licznik
Brzoska uważa, że to za mało. W sierpniu wystartował z inicjatywą „150%": platforma, która zarobiła na emisji scamu, miałaby oddać półtora raza tyle, liczone od każdej reklamy osobno. Petycja w kilka dni zebrała blisko 100 tys. podpisów.
- Nie chcemy kolejnej kampanii mówiącej ludziom tylko: „uważajcie w internecie" - mówi Brzoska.
Drugim krokiem jest ScamWatch, narzędzie zbudowane przez startup Augurium Sebastiana Kondrackiego, prezesa Bielik.AI. Użytkownik zgłasza podejrzaną reklamę przez formularz. Zestaw agentów AI analizuje obraz, tekst, domenę, infrastrukturę i powiązania z innymi kampaniami, żeby wyłapać całe rodziny reklam jednej operacji. System archiwizuje reklamę, przekazuje platformie udokumentowany przypadek i uruchamia licznik, który mierzy, jak długo treść pozostaje dostępna. Nie blokuje reklam i nie orzeka o winie.
Meta zapowiada, że do końca 2026 r. zweryfikowani reklamodawcy mają odpowiadać za 90 proc. jej globalnych przychodów z reklam. Dziś to 70 proc.




























































