Z rynku pracy napływają różne sygnały. Przeważają te dobre, ale widać też zmiany na gorsze. Tak jest ze wskaźnikiem pokazującym liczbę likwidowanych miejsc pracy. Wzrósł on znacząco w tym roku, może częściowo dlatego, że osób odchodzących z rynku pracy nie ma już kim zastąpić.


GUS podał we wtorek, że liczba zlikwidowanych miejsc pracy wzrosła w drugim kwartale o 39,3 proc. rok do roku. To najwyższy wzrost w tej dekadzie (wcześniej, w czasie kryzysu finansowego w 2009 r. wzrost likwidowanych miejsc pracy przekraczał 300 proc. rok do roku). Widać to na wykresie poniżej. Wprawdzie liczba likwidowanych miejsc pracy jest wciąż niższa niż liczba tworzonych etatów, ale różnica się powoli zawęża, ponieważ nowo tworzone miejsca pracy przyrastają wolniej.
Raczej nie mamy tu do czynienia ze zwalnianiem ludzi na dużą skalę. Żadne dane, ani twarde (o liczbie zatrudnionych), ani miękkie (badania koniunktury), nie wskazują, by na rynku pracy dochodziło do załamania popytu na pracę. Jest widoczne spowolnienie, ale nie głębokie. Bardzo możliwe, że spowolnienie gospodarcze, które obserwujemy, obejdzie się bez istotnego pogorszenia sytuacji na rynku pracy, tak jak dzieje się w strefie euro. Firmy wiedzą, że o pracownika jest bardzo trudno i mogę być mniej chętnie niż poprzednich cyklach do restrukturyzacji zatrudnienia.
Wzrost likwidowanych miejsc pracy jest więc dość zagadkowym zjawiskiem. Moja hipoteza byłaby taka, że coraz częściej firmy na stanowisko, z którego odchodzi pracownik, nie mogą znaleźć nowej osoby. Liczba emerytów rośnie, a bezrobocie jest bardzo niskie. Ale jednocześnie definicja likwidowanego miejsca pracy jest taka, że jest to „miejsce pracy utracone w wyniku zmian organizacyjnych, ograniczenia lub zmiany profilu działalności”. Czy zaliczają się tutaj miejsca pracy utracone w wyniku braku możliwości jego zapełnienia? Przyznam szczerze, że nie wiem.
Bez względu na powód, rynek pracy wchodzi w nową fazę, prawdopodobnie trwałego ograniczania zatrudnienia. Na razie obserwujemy tylko pierwsze symptomy tego zjawiska, które ma w dużej mierze przyczyny podażowe.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.
Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.





























































