Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest przeciwny propozycji Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, która zakłada opodatkowanie umów-zleceń. I ma rację, bo potencjalne korzyści są niewspółmierne do kosztów.
| »ZUS nie chce oskładkowania umów-zleceń |
Umowy-zlecenia są obciążone składkami, a od umów o dzieło płaci się tylko podatek. Jednak istnieje coś takiego jak zbieg tytułów do ubezpieczenia. Oznacza to, że osoba, która posiada dochód na podstawie kilku umów-zleceń, płaci składki w zasadzie tylko od tej podpisanej najwcześniej. Zwykle jest to umowa na niewielką kwotę, podpisana tylko po to, by mieć prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Zdaniem resortu pracy jest to szkodliwe dla osób, które pracują na podstawie umów cywilnoprawnych, ponieważ w przyszłości będą one miały bardzo niski kapitał emerytalny, a co za tym idzie – ich świadczenie z ZUS-u będzie bardzo niskie.
Propozycja resortu pracy polega na sumowaniu umów-zleceń zawartych przez jedną osobę i obliczaniu łącznej składki do ZUS-u do kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę. Oznacza to, że jeżeli ktoś będzie miał np. dwie umowy-zlecenia: pierwszą na 200 zł miesięcznie, a drugą na 3000 zł miesięcznie, to zostaną one zsumowane i składki do ZUS-u zostaną obliczone dla kwoty 1600 zł brutto (od 1 stycznia 1680 zł). W ten sposób zamiast oddać do ZUS-u ok. 43 zł, pracownik łącznie zapłaci ok. 350 zł.
ReklamaZobacz także
ZUS słusznie twierdzi, że będzie to skomplikowany system i gra nie będzie warta świeczki. Po pierwsze dlatego, że czasami pracownik zawiera wiele umów-zleceń z różnymi pracodawcami. Zatem problemem będzie poprawne określenie płatnika składek, którym obecnie jest zleceniodawca. Zamiana tych ról wymagałaby sporej ingerencji w ustawę o ubezpieczeniach społecznych i trudno przewidzieć, do jakich absurdów i wykluczeń by to doprowadziło. Przerzucenie obowiązku odprowadzania podatków i składek na pracownika również budzi wątpliwości. Choćby dlatego, że jest to dodatkowa czynność administracyjna, która generuje spore koszty, np. wynajęcie biura rachunkowego. Ponadto taka zmiana mogłaby za bardzo uświadomić pracowników, jak dużą część wynagrodzenia oddają w postaci podatków, co w naturalny sposób zniechęci ich do płacenia. To z kolei będzie rodzić dodatkowe koszty kontroli i egzekucji po stronie ZUS-u. Słowem gra jest niewarta świeczki. Resort pracy powinien pracować nad rozwiązaniami, które zachęcą pracodawców do zatrudniania na podstawie umów o pracę. Najprostszym rozwiązaniem jest uelastycznienie Kodeksu pracy oraz zmniejszenie klina podatkowego.
Łukasz Piechowiak
Główny ekonomista Bankier.pl































































