W ciągu kilkunastu najbliższych lat polski rynek pracy ulegnie poważnej transformacji. Dużym wyzwaniem dla ustawodawcy jest zmniejszenie dysproporcji w wielkości płaconych składek na ubezpieczenia społeczne przez różne grupy zawodowe.


Średni wiek emerytów, którym przyznaje się w Polsce świadczenia, wynosi ok. 60 lat. Różnica pomiędzy średnim wiekiem przejścia na emeryturę a oficjalnym wynosi u nas ok. 5 lat. Wcześniejsze emerytury pobiera ponad 150 tys. osób. Dla wielu ludzi otrzymanie wcześniejszego świadczenia jest sposobem na uniknięcie bezrobocia. To niestety obniża nam wskaźnik zatrudnienia, który jest wyraźnie niższy niż w innych krajach UE - np. w Holandii wynosi on 75%.
Średnio w krajach OECD emeryci opuszczają rynek pracy na 4 lata przed osiągnięciem oficjalnego wieku emerytalnego. W Polsce to ok. 5 lat. Z kolei w Szwecji i Portugalii większość mężczyzn pracuje jeszcze przez dwa lata po otrzymaniu prawa do emerytury.
ReklamaZobacz także
W Polsce wskaźnik zatrudnienia wynosi ok. 64%. Cel do 2020 roku to 70%. Jego osiągnięcie będzie możliwe m.in. poprzez aktywizację osób w wieku 50+, co jednocześnie ma mieć duży wpływ na poprawę stabilności systemu emerytalnego. Do tego niestety konieczne są reformy prawa pracy (nowe formy zatrudnienia, np. time share, flex time, etc.), co nie wyklucza konieczności zmniejszenia obciążeń podatkowych i składkowych oraz wsparcia programów aktywizacji zawodowej seniorów.
Dysproporcje w płaceniu składek do ZUS-u
Ważnym, ale niedostrzeganym przez opinię publiczną i ustawodawcę problemem są duże dysproporcje w wielkości płaconych składek przez niektóre grupy zawodowe i społeczne.

W Polsce co miesiąc ok. 1,3 mln samozatrudnionych wpłaca ok. 1,1 mld zł w ramach składek do ZUS-u. W tym samym czasie 1 mln osób otrzymujących równowartość płacy minimalnej wpłaca ponad pół miliarda złotych.
Z danych resortu finansów wynika, że przeciętny przedsiębiorca osiąga dochód netto w wysokości 2,8 tys. zł, czyli ponad dwa razy tyle, ile wynosi płaca netto osoby zarabiającej równowartość płacy minimalnej. Stosunek wartości płaconych składek jest wyraźnie na niekorzyść pracowników etatowych, którzy średnio osiągają dochód wynoszący 2,2 tys. zł netto (97% podatników zatrudnionych na umowach o pracę).
Wśród przedsiębiorców blisko 8% zarabia ponad 10 tys. zł netto miesięcznie. Wśród pracowników etatowych odsetek ten wynosi ok. 3%. Kłopot w tym, że etatowiec w tym czasie płaci ponad 4 tys. zł miesięcznie składek do ZUS-u, a zoptymalizowany przedsiębiorca - 1 tys. zł. To jeszcze nic – średnia miesięczna składka do KRUS-u rolników posiadających ponad 300 ha nie przekracza 550 zł miesięcznie.
Wniosek jest taki, że najgłośniej o obniżenie składek do ZUS-u krzyczą Ci, którzy relatywnie płacą najmniej. Rzecz nie polega na tym, by dysproporcje wyrównać poprzez zwiększenie składek dla samozatrudnionych i rolników, ale odpowiednio zmniejszyć te obciążenia np. osobom, które mają niski dochód netto.
Obecnie przedsiębiorcy, niezależnie od dochodu, płacą składki na ubezpieczenia społeczne uzależnione od podstawy wymiaru wynoszącej 60% przeciętnego wynagrodzenia (w 2015 roku jest to 757 zł wraz z ubezpieczeniem chorobowym). Dla jednych jest to dużo (bo np. mają niskie wpływy), a dla innych – bardzo niewielka kwota stanowiąca tylko ułamek wartości ich miesięcznych dochodów. Podobnie jest w przypadku rolników, którzy także mają stałą zryczałtowaną składkę do KRUS-u płaconą co kwartał (do 50 ha wynosi ona 390 zł).
Czy są to pieniądze wyrzucone w błoto to już zupełnie inny temat. Składki przedsiębiorców do ZUS-u wydają się podlegać wysokim obciążeniem (szczególnie w porównaniu do sumy ubezpieczenia społecznego płaconego przez samozatrudnionych w Wielkiej Brytanii), jednak na tle składek płaconych przez rodzimych etatowców są one niskie.
Osoby zatrudnione na etacie nie mają możliwości ucieczki przed wyższymi składkami do ZUS-u. W efekcie pracownicy otrzymujący przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw (ok. 4 tys. zł brutto, 2,8 tys. zł netto) łącznie (wraz z częścią pracodawcy) odprowadzają wyższe składki na ubezpieczenia społecznie niż np. osoby prowadzące działalność gospodarczą, których dochód po opodatkowaniu wynosi 5 tys. zł miesięcznie.
Część osób ze stosunkowo wysokim wynagrodzeniem na etacie otwiera własną działalność gospodarczą w celu „optymalizacji” pod kątem składek do ZUS-u. Podobna sytuacja dotyczyła m.in. zbiegu tytułów do ubezpieczenia, czyli konieczności opłacania składek na ubezpieczenie społeczne tylko od jednej umowy zlecenia (zwykle na najmniejsza kwotę) u osób, które miały dochody z wielu źródeł (od 2016 roku kwoty na umowach będą sumowane, a podstawą do obliczenia składek będzie równowartość płacy).
Uszczelnienie systemu podatkowego i płatności składek do ZUS-u to spore wyzwanie dla instytucji państwowych, m.in. Urzędów Skarbowych i Państwowej Inspekcji Pracy. W tym momencie, bez zmian legislacyjnych będzie to bardzo trudne – proponowane reformy to m.in. uzależnienie wysokości składek na ubezpieczenia społeczne dla przedsiębiorców (a także dla rolników) od osiąganego dochodu tak, by przedsiębiorcy (i rolnicy) z małym dochodem płacili niższe składki, a osoby osiągające większy sukces finansowy w prowadzeniu własnej działalności gospodarczej – wyższe, do określonego racjonalnego limitu.
Inny pomysł dotyczy obniżenia wysokości składek płaconych od umów o pracę do tego stopnia, by legalne zatrudnienie było bardziej opłacalne od „optymalizacji” lub ucieczki do szarej strefy. W kwestiach kontrolnych od dawna postuluje się zwiększenie uprawnień Inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie monitorowania legalności zatrudnienia zwłaszcza w kontekście zawieranych z pracownikami umów o dzieło w sytuacji, gdy zasadna jest umowa o pracę.































































