"Całość działalności instytucji" - taki megaaudyt zapowiedziała Najwyższa Izba Kontroli w Narodowym Banku Polskim - podaje "Rzeczpospolita". Inspektorzy sprawdzą m.in. jak wydawany jest roczny budżet, którego wysokość wynosi 2 mld zł i prześwietlą zewnętrzne umowy na sześciocyfrowe kwoty, mimo posiadania wewnętrznych analityków. - To zdarzenie bez precedensu - konstatuje gazeta.


Do tej pory kontrole NIK w Narodowym Banku Polskim miały charakter wycinkowy, a dotyczyły w znacznej mierze obsługi budżetu państwa lub prowadzone polityki pieniężnej. Najnowsza kontrola nosi nazwę „Wybrane elementy działalności i gospodarki finansowej NBP”. Jednak, jak zdradził w Sejmie wiceprezes NIK Jacek Kozłowski, analiza obejmuje całość funkcjonowania instytucji. Izba identyfikuje „obszary szczególnie wrażliwe”, na których skoncentrują się inspektorzy. Choć szczegółowy program jest tajemnicą, wiadomo, że NIK chce zbadać gospodarkę finansową, która od lat nie była kontrolowana w tak szerokim zakresie.
– NBP wydaje na swoje utrzymanie ponad 2 mld zł rocznie. To kwota kolosalna, a właściwie niezbadana – mówi „Rzeczpospolitej” jeden z wieloletnich pracowników banku.
Projekt SAFE 0 proc. iskrą zapalną?
Impulsem do przyspieszenia działań NIK stała się niedawna aktywność Adama Glapińskiego u boku prezydenta Karola Nawrockiego. Obaj zaproponowali projekt „polskiego SAFE 0 proc.” – alternatywę dla unijnych pożyczek, opartą na zyskach NBP, których bank... od lat nie wykazuje.
Posłowie Koalicji Obywatelskiej, m.in. Katarzyna Kierzek-Koperska i Krystyna Skowrońska, domagają się pilnego sprawdzenia sprawozdań finansowych NBP za lata 2022-2025. Chcą wiedzieć, czy wykazywana przez bank strata, szacowana na 100 mld zł, jest prawdziwa, czy stanowi element politycznej inżynierii.

Nagrody, doradcy i złote monety
Kontrolerzy NIK natrafią w NBP na listę wydatków, które od dawna budzą kontrowersje. Paweł Mucha, skonfliktowany z prezesem członek zarządu, ujawnił system stałych, kwartalnych nagród dla Adama Glapińskiego i jego najbliższych współpracowników, przyznawanych obok 100-procentowych premii miesięcznych. To jednak nie wszystko. Jak wymienia gazeta, NIK może przyjrzeć się:
- polityce kadrowej, w której NBP stał się bezpieczną przystanią dla polityków PiS i tzw. „aniołków Glapińskiego”.
- wydatkom na usługi obce, tj. analizy promocję i ekspertyzy płyną setki milionów złotych.
- kolekcjonerskim monetom, gdyż zdaniem informatorów, prezes ma do dyspozycji 5 proc. nakładu drogocennych monet (np/ złoty „Jan Twardowski” kosztuje 22,5 tys. zł), a ich dalsze losy pozostają nieznane.
opr. red.





























































