Wydobycie surowców w Unii Europejskiej, przy dość wyśrubowanych reżimach środowiskowych, jest dużo bardziej przyjazne dla środowiska, niż wydobycie surowców i transport chociażby w państwach Afryki - mówi Robert Ostrowski, wiceprezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej.


Andrzej Stec: Trwa wielka transformacja energetyczna, zwłaszcza w Unii Europejskiej. Jaki jest stan obecny i docelowy kierunek dla Polski w tej rewolucji?
Robert Ostrowski: Priorytet to wdrożenie założeń polityki klimatycznej, czyli zeroemisyjności do 2050 roku. To najbardziej ambitne cele na całym świecie. Tempo ich realizacji zależy jednak od kilku ważnych rzeczy, jak uwarunkowania regulacyjne i geopolityczne, rozwój nowoczesnych technologii, dostęp do krytycznych i strategicznych surowców.
Jesteśmy świadkami wielu bardzo ważnych wydarzeń. Unia, jako pewna siła gospodarcza i polityczna świata, jeszcze zanim wybuchła pandemia i wojna w Ukrainie, miała ustabilizowaną sytuację, w sensie relacji gospodarczych i politycznych z całym otoczeniem, bliższym i dalszym. Przez wiele lat zbudowano pewne łańcuchy zależności i wartości. I obecnie, na naszych oczach to wszystko się zmienia. Wojna na Ukrainie i usankcjonowanie dostaw wielu surowców z Rosji, wojna na Bliskim Wschodzie, wcześniej COVID, napięcia między USA i Chinami. To wszystko praktycznie dzieje się w tym samym czasie i ma ogromny wpływ na łańcuchy dostaw, bezpieczeństwo surowcowe i żeglugę. A dla transformacji ogromne znaczenie ma nie tylko rozwój nowoczesnych technologii, ale także dostęp do surowców krytycznych, m.in. węgla koksowego.
A. S.: Może jednak geopolityka i generalnie nieprzewidywalność złagodzą lub chociaż odsuną w czasie te ambitne cele?
R. O.: Trudno ocenić. Za chwilę mamy wybory do europarlamentu i być może do głosu dojdą siły polityczne, które rzeczywiście spowolnią transformację. Teraz mamy protesty rolników w kilku krajach Europy. Zobaczymy, jak unijne władze zareagują. Zapewne stonują swoją politykę. Jeśli tak, to za chwilę za przykładem rolników mogą pójść inne grupy społeczne.
A. S.: Patrząc tak z góry, gdzie dzisiaj jest Polska, jeśli chodzi o realizację strategii klimatycznej? Plasujemy się poniżej, czy powyżej średniej unijnej?
R. O.: Nasz mix energetyczny wciąż bazuje na paliwach kopalnych, czyli na węglu. To historyczna pozostałość. Plan zakładający likwidację kopalń i źródeł węglowych jest możliwy, ale tylko, jeśli zbudujemy inne, stabilne i systemowe źródła produkujące prąd. Dopóki nie mamy wiatraków i farm fotowoltaicznych powiązanych z pojemnymi magazynami energii, które mogą zastąpić w systemie energetycznym na przykład Elektrownię Bełchatów (czy inne jednostki węglowe), tak długo będziemy się zmagać z problemem realizacji całej strategii klimatycznej. Problem dotyczy nie tylko energetyki i ciepłownictwa zawodowego, ale również gospodarstw domowych, a czasu jest krytycznie mało, bo resursy wspomnianych aktywów są na wyczerpaniu. Warto zwrócić uwagę też na fakt, że czyste źródła energii np. pompy ciepła dramatycznie zwiększą zapotrzebowanie na energię elektryczną, także elektromobilność. Takich przykładów jest dużo więcej. Mówimy więc nie tylko o prostym zastąpieniu aktywów, ale znacznym zwiększeniu ich mocy produkcji przy utrzymaniu stabilności dostaw.
Popatrzmy na Francję, gdzie 70 proc. energii wytwarza atom. Skandynawia opiera się na geotermii i wodzie. Każdy kraj ma inną sytuację, a cele UE są dla wszystkich takie same.
Przed nami sporo wyzwań. Nie chodzi tylko o ustalenie ścieżki dojścia do postawionego celu, ale również o określenie roli finansowania. Pytanie, skąd wziąć na transformację pieniądze. Na wymianę źródeł generacji energii elektrycznej i stabilizację całego systemu potrzebne jest bagatela wg. szacunków ponad 700 mld zł. Na samą modernizację sieci przesyłowych potrzebujemy około 500 mld zł.
A. S.: No właśnie, skąd wziąć na to pieniądze? Polski sektor bankowy nie udźwignie tego ciężaru.
R. O.: To wyzwanie oczywiście dla UE, rządu, ale również samych uczestników transformacji i rynku, czyli dla firm czy samorządów. Każdego z nas to dotknie, bowiem temat transformacji i właśnie jej sfinansowania, nie tylko konsumenta, ale i każdego podmiotu, którego działalność ma wpływ na zmiany klimatyczne.
My, jako JSW również opracowaliśmy plan naszej transformacji. W naszej strategii biznesowej obszar środowiska jest bardzo ważny. Założyliśmy, że do 2050 roku JSW będzie spółką neutralną klimatycznie. Już do roku 2030 zredukujemy emisję gazów cieplarnianych o 30 proc. Mamy określone ścieżki dotarcia do celu. Generalnie chodzi o reedukację śladu węglowego ze zwiększeniem odzyskiwania i zagospodarowania metanu. W planach jest budowa własnych źródeł zielonej energii. Prowadzimy już zaawansowane rozmowy dotyczące nabycia gotowych farm.
Jesteśmy zmotywowani, aby zadbać o naszą wiarygodność wobec rynku finansowego, wobec banków, akcjonariuszy i odbiorców, a także o sam klimat.
A. S.: Jest miejsce na zielony wodór?
R. O.: Jesteśmy pasywnym uczestnikiem tego projektu. Na świecie produkuje się około 120 mln ton wodoru, z czego tylko 0,3 proc. to wodór zielony. Problematyczna jest technologia pozyskiwania wodoru i olbrzymie, związane z tym koszty. Może to się zmieni. Przyglądamy się badaniom i nowym technologiom, które można by wdrożyć na naszym podwórku.
A. S.: Jak więc sfinansować te zielone inwestycje?
R. O.: Firmy, które w największym stopniu wpływają na środowisko, powinny być z jednej strony „zachęcane” do transformacji (najczęściej regulacyjnie), ale z drugiej strony mocno wspierane, chociażby poprzez łatwiejszy dostęp do źródeł finansowania.
Weźmy przykład JSW. Niedawno szukaliśmy finansowania na naszą zrównoważoną działalność. Skierowaliśmy zapytania do ponad 30 instytucji finansowych, krajowych i zagranicznych. Jeżeli wszyscy wiedzą, że węgiel koksowniczy jest tak ważnym, krytycznym surowcem, bez którego transformacja się nie dokona (podobnie jak w przypadku litu, kobaltu, czy miedzi), to świadomy rynek finansowy i kapitałowy powinien wspierać finansowanie tego typu firmy, jak JSW. Po to chociażby, aby firma, która deklaruje własną transformację i jest ważnym uczestnikiem całej, globalnej transformacji, mogła wspierać osiągnięcie celów transformacji. Krajowe banki zrozumiały tę ideę. Tymczasem żadna zagraniczna instytucja nawet nie odpowiedziała na nasze zaproszenie.
Na cały nasz proces transformacji podpisaliśmy więc kredytową umowę z konsorcjum krajowych instytucji. Chodzi o realizacji celów biznesowych powiązanych z celami środowiskowymi.
A. S.: Jaką rolę w tej transformacji energetycznej może pełnić szeroko pojęty rynek finansowy? Może to dobry czas na rządowe, zielone obligacje?
R. O.: Unia Europejska powinna pomóc stworzyć produkty systemowe. Chodzi o instrumenty finansowe, z których wszystkie podmioty z pomysłem i planem na neutralność klimatyczną mogłyby szybko i łatwo skorzystać. Dzisiaj mamy środki z unijnych funduszy regionalnych, spójności, czy instrument na rzecz odbudowy i zwiększenia odporności, mechanizm transformacji. Potencjalnie są środki, ale to wszystko jest za mało, jeśli mówimy o potrzebach gospodarki, a zwłaszcza przedsiębiorstw.
Dostęp do pieniędzy na te cele powinien być bardziej powszechny. I nie chodzi o tzw. greenwashing, ale o instrumenty, które pozwolą na bieżąco weryfikować realizację działań. Własne środki, które są w stanie wygenerować same firmy, są dalece niewystarczające.
A. S.: Jak do tych zielonych inwestycji podchodzą akcjonariusze? Do inwestycji, czy jak do kosztu?
R. O.: Mówimy o regulacjach unijnych, które wymuszają zmiany i pewnego rodzaju procesy. Jednak rynek kapitałowy, inwestorzy na całym świecie – zarówno indywidualni jak i instytucjonalni, również nasi odbiorcy, też stają się coraz bardziej świadomi i coraz bardziej „zieloni”. Pytanie bowiem, na ile jest zielona stal, dotyczy też pytania, na ile zielony jest węgiel i koks. Już dzisiaj takie rozmowy i dialog z klientami prowadzimy. Często dostajemy pytania, jaki jest stopień zazieleniania JSW. To jest ważne dla odbiorców naszych produktów, którzy też muszą się uwiarygodnić przed własnymi akcjonariuszami, rynkiem finansowym, że cały ten łańcuch, którego są elementem, się zazielenia.
Element ESG, przy weryfikacji wniosków kredytowych, staje się kluczowy. Jeżeli nie wykażemy w strategii, na ile nasza działalność jest zielona, i nie pokażemy efektów, to nawet najbardziej opłacalne komercyjnie projekty nie pozyskają finansowania.
A. S.: I jest ryzyko wypadnięcia z globalnego łańcucha dostaw…
R. O.: Oczywiście. Już dzisiaj, jako spółka giełdowa publikujemy raport niefinansowy, z coraz większym naciskiem na transformację i cele środowiskowe, czyli obszar ESG. Wchodzą w życie kolejne rozporządzenia, które jasno stanowią, że za chwilę obligatoryjnie trzeba będzie publikować tego typu sprawozdania i wykazać się odpowiedzialnością za klimat. Jeśli ktoś tego nie zrobi, przestanie być uczestnikiem tego rynku.
A. S.: Czy rząd, Unia i regulatorzy są tego w pełni świadomi? Może trzeba bić na alarm?
R. O.: Wracamy do tematu samej transformacji energetycznej. Bez własnych surowców jej nie przeprowadzimy. Rzeczywistość jest taka, że budowa farm, aut elektrycznych, magazynów energii i całej infrastruktury, opiera się o surowce, które trzeba wydobyć lub skądś sprowadzić. Kraje Unii Europejskiej niestety bardzo w ograniczony sposób dysponują swoimi surowcami, krytycznymi, czy strategicznymi. Dlatego są mocno uzależnieni od dostawców z Chin, RPA, czy nawet Rosji. A przecież wydobycie surowców w Unii Europejskiej, przy dość wyśrubowanych reżimach środowiskowych, jest dużo bardziej przyjazne dla środowiska, niż wydobycie surowców i transport, chociażby w państwach Afryki. Inna sprawa, że z powodów geopolitycznych układana od dziesiątek lat pewna logistyka, ścieżki transportowe niemal legły w gruzach. Te szlaki są budowane nijako na nowo.
Generalnie Unia Europejska powinna wspierać w większym stopniu niż dotychczas dostęp do własnych źródeł surowców. Niedawno wykryto duże złoża litu w Czechach, które wystarczyłyby na produkcję miliona baterii do aut elektrycznych. Zobaczymy, czy dojdzie do jego wydobycia, czy też bardziej „opłaci się” jego sprowadzanie z dalekich Chin.
A. S.: Jak do tego tematu podchodzą wasi pracownicy, czy związki zawodowe? Czy są świadomi tych celów? Popierają ją?
R. O.: Trzeba zauważyć, że w JSW osiągniemy cele klimatyczne bez ingerencji w proces wydobycia samego węgla. Stawiamy na farmy fotowoltaiczne, będziemy produkować prąd albo instalujemy silniki metanowe na naszych kopalniach.
Pracownicy mają świadomość, że JSW nie jest zieloną wyspą, która będzie wyłączona z tych wszystkich twardych i coraz ostrzejszych zobowiązań. Staramy się też tłumaczyć przy każdej okazji, jak ważne są cele środowiskowe dla utrzymania JSW, jako wiarygodnego partnera na rynku kapitałowym, czy finansowym, jako dostawcy węgla i koksu dla naszych odbiorców. Jednocześnie nasza załoga jest coraz bardziej świadoma wagi naszych produktów, które są niezbędne do przeprowadzenia transformacji klimatycznej. Nieprzypadkowo popularne jest u nas hasło, że zielona transformacja zaczyna się 1000 metrów pod ziemią w kopalniach JSW.




























































